Dywilan o mało nie upadł przez transakcję typu CIRS

Kamil Kosiński
opublikowano: 2011-10-06 00:00

Spółka i tak zawarła umowę o znacznie niższej wartości, niż namawiał ją bank

Luty 2008 r. to pamiętny moment w historii łódzkiej spółki Dywilan. Wedle relacji założyciela, firmą wyjątkowo zainteresował się BRE Bank. Zaczął namawiać spółkę na zawarcie umowy swapu walutowo-procentowego typu CIRS (Currency & Intrest Rate Swap). — Kusili nas doradcy kredytowi i dyrektor oddziału. Zapraszano nas na szkolenia w Warszawie, a nawet odwiedził nas makler z bankowego dealing roomu.

Taka wizyta zdarzyła się nam po raz pierwszy — wspomina Jacek Jakubiak, przewodniczący rady nadzorczej Dywilanu. Dodaje, że firma związała się z BRE Bankiem jeszcze przed 1997 r., kiedy stała się spółką akcyjną, i był to jedyny bank z którym współpracowała. Miała w nim rachunek bieżący, prowadziła transakcje walutowe związane z obsługą importu komponentów do produkcji, ale miała też prawie 3 mln zł kredytów.

Trzy miliony zamiast pięciu

Bank miał proponować CIRS związany z trzyletnią wymianą złotych na jeny na kwotę 5 mln zł lub jej wielokrotność. Przedsiębiorstwo przez kilka miesięcy miało się opierać. W końcu sierpnia 2008 r. doszło jednak do podpisania umowy. Obowiązywała ona od 5 września 2008 r. do 31 sierpnia 2010 r. i opiewała na 3 mln zł, czyli kwotę zadłużenia firmy.

— Był w tym element spekulacji, ale chodziło głównie o obniżenie kosztów kredytów — mówi główny akcjonariusz Dywilanu. Firma nie przelała bankowi 3 mln zł i nie otrzymała ich równowartości w jenach. Bank miał tylko wypłacać łódzkiej firmie odsetki wynikające z różnicy między pierwotnym i aktualnym kursem jenów przeliczonych na złote oprocentowanej o poziom różnicy między stawką WIBOR a LIBOR na jena i pomniejszoną o dwa punkty procentowe marży banku.

Na zakończenie umowy Dywilan z bankiem miały dokonać ponownego przeliczenia jenów na złote, z tym że w odwrotnym kierunku niż na początku. Taka konstrukcja była korzystna dla Dywilanu głównie w przypadku osłabiania się jena, choć nie rodziłaby problemów nawet przy niewielkim umocnieniu. — Bez udziału banku zrobiliśmy symulację całej operacji opartą na historycznych notowaniach jena z sześciu lat wstecz i wyglądało, że CIRS ma sens — wspomina Jacek Jakubiak.

Klient traci pieniądz, a bank klienta

Przez cały okres umowy bank wypłacił spółce zaledwie około 70 tys. zł. Kurs jena zaczął bowiem szybko iść w górę, przekraczając poziomy korzystne dla Dywilanu. Już w październiku 2008 r. bank zaproponował zamknięcie instrumentu. — Patrząc z perspektywy, byłoby to nawet korzystne. Ale nie chciałem zaakceptować straty 770 tys. zł — przyznaje Jacek Jakubiak.

Strata na różnicach kursowych rosła. W szczytowym momencie wynosiła 2,6 mln zł. Jacek Jakubiak twierdzi, że bank żądałdodatkowych zabezpieczeń. W pierwszej kolejności miało na nie pójść 500 tys. zł linii kredytowej, jaką spółka miała w BRE Banku na standardowe transakcje walutowe związane z obsługą importu. Potem firma sprzedała część majątku, wyemitowała obligacje i zaciągnęła dodatkowy kredyt w… BRE Banku.

— Byliśmy na krawędzi utraty płynności i uniemożliwiało nam to rozpoczęcie współpracy z innym bankiem. BRE Bank pożyczył nam jednak pieniądze na gorszych warunkach, niż robił to wcześniej, mimo że wiedział, z czego wynikają nasze kłopoty. Gdyby nie usilne namowy, nie zawarlibyśmy umowy CIRS nawet na 3 mln zł. A przecież bank proponował początkowo 5 mln zł lub wielokrotność tej kwoty, a my przez ponad 10 lat byliśmy jego dobrym i lojalnym klientem — nie kryje żalu Jacek Jakubiak.

Ostatecznie, w lecie 2010 r. spółka zamknęła CIRS ze stratą 1,97 mln zł, co przełożyło się na ponad 1 mln zł straty netto spółki w 2010 r. BRE Bank przestał zaś być jedynym bankiem obsługującym firmę. Około 40 proc. swoich operacji przeniosła do Alior Banku. — Gdyby nie przygoda z CIRS, współpracowalibyśmy nadal tylko z BRE Bankiem. Ale nauczyliśmy się, że banki są instytucjami zaufania publicznego tylko w odniesieniu do lokat. W zakresie wszystkich innych produktów są takimi samymi graczami rynkowymi jak inne firmy i dążą do maksymalizacji zysku kosztem klientów — kwituje Jacek Jakubiak. BRE Bank odmówił nam komentarza na temat współpracy z Dywilanem oraz ogólnych zasad zawierania kontraktów CIRS.

 

O firmie

Dywilan zajmuje się produkcją dywanów i sztucznej trawy. Spółka nie jest spadkobiercą państwowego Dywilanu. Po jego bankructwie odkupiła prawa do nazwy i wzorów. Gdy podpisywano umowę CIRS, używała nazwy Firma Przedstawicielsko- -Handlowa J.Jakubiak Zmianę nazwy na Dywilan poprzedziło przeniesienie działalności związanej z wynajmem lokali użytkowych oraz sprzedażą surowców i maszyn dla przemysłu włókienniczego do spółek Cotton House Jakubiak i Firmy Przedstawicielsko-Handlowej J.Jakubiak.

20,2

mln zł Takie były przychody ze sprzedaży Dywilanu w roku zawarcia transakcji CIRS.