Dżemy chcą być jak sery i kiełbasy

Rolnicy mogą sprzedawać wiele przetworzonych przez siebie produktów pochodzenia zwierzęcego. Roślinnego — nie

Doniesienia o sprzedaży bezpośredniej, czyli możliwości zakupu przetworzonego towaru bezpośrednio od rolnika, zwieńczył w zeszłym tygodniu podpis Marka Sawickiego, szefa resortu rolnictwa, pod stosownym rozporządzeniem. Media wypełniły się informacjami i ilustracjami m.in. soków i dżemów. Sęk w tym, że rozporządzenie dotyczy tylko produktów pochodzenia zwierzęcego, produkty pochodzenia roślinnego walczą o podobne przepisy bezskutecznie.

Tylko kiszone

— Niestety, rolnicy i konsumenci są wprowadzani w błąd. Nie ma przepisów pozwalających na bezpośrednią dostawę produktów przetworzonych [to odpowiednik „bezpośredniej sprzedaży” w przypadku produktów roślinnych — red.]. Rolnicy nie mogą sprzedawać na tych warunkach dżemów, chlebów, olejów czy pierogów.

Przez kilkanaście miesięcy walczyliśmy, ale to, czego zdołał dokonać resort rolnictwa w zakresie podległych mu produktów zwierzęcych, nie zdołał dokonać resort zdrowia w zakresie podległych mu produktów roślinnych. Dziś w ramach dostaw bezpośrednich możliwa jest sprzedaż tylko produktów nieprzetworzonych. Wyjątkiem są kiszone ogórki i kapusta — mówi Izabella Byszewska, prezes Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego (PIPRiL).

Sprzedaż i dostawy bezpośrednie pozwalają rolnikom handlować bez zakładania działalności gospodarczej. — Chodzi o to, by towary widoczne na bazarach były sprzedawane legalnie, a nie — jak w większości zapewne jest — w szarej strefie.

Założenie działalności gospodarczej to wiele barier administracyjnych, zbyt wysokich dla małego rolnika. Stąd pomysł, by mógł rozpocząć biznes bez tego, uzyskać dodatkowe dochody. Jeśli się rozwinie, przejdzie na działalność gospodarczą — tłumaczy Izabella Byszewska.

Edyta Jaroszewska-Nowak, przewodnicząca Zachodniopomorskiego oddziału Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi, twierdzi, że nawet rolnicy sprzedający produkty pochodzenia zwierzęcego nie są usatysfakcjonowani obecnymi przepisami.

— Szumnie ogłaszane są nowe możliwości, ale sprzedaż bezpośrednia jest wciąż ograniczona do tzw. sprzedaży okazjonalnej, czyli np. na targu. Nam zależy na regularnym docieraniu do sklepów, bo to tam przychodzi klient.

Nie mówimy przecież o dużym biznesie, ale zagospodarowaniu nadwyżek surowca. Z jednej strony byłaby to szansa dla gospodarstwa rolnego na dorobienie, a z drugiej na zapewnienie konsumentom lokalnej żywności wysokiej jakości. Korzyści odnoszą co najmniej te grupy — mówi Edyta Jaroszewska-Nowak.

Potrzebna ustawa

Ministerialne rozporządzenie zacznie obowiązywać od stycznia przyszłego roku, tak jak znowelizowana ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych. Zgodnie z nią rolnicy nie będą musieli rejestrować działalności gospodarczej, jeśli ich roczny obrót nie przekroczy 600 tys. zł. Rozporządzenie poszerzyło ponadto katalog produktów określany przez wcześniejsze zapisy i zwiększyło limity wielkości produkcji. We wrześniu zarejestrowanych do sprzedaży bezpośredniej pochodzenia zwierzęcego było 7360 podmiotów.

— Tego typu działania cywilizują szarą strefę. Branża potrzebuje jednak nie cząstkowych decyzji, ale jednej kompleksowej ustawy uznającej gospodarstwo rolne za mikroprzedsiębiorstwo z aspektami podatkowym, higienicznym, sanitarnym i ubezpieczeniowym. Obecnie jest bardzo wiele nieścisłości i nielogicznych rozwiązań — na przykład gospodarstwo agroturystyczne może zaserwować gościom własne marynowane grzybki, ale nie może im ich sprzedać — twierdzi prezes PIPRiL. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Pomysł na zbędną siłę roboczą

BOŻENA KARWAT-WOŹNIAK

Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej

Szara strefa w postaci domowego przetwórstwa istniała zawsze, widać ją często na targowiskach. Przepisy zmierzające do jej wyeliminowania i ułatwiające sprzedaż żywności przetworzonej mają duże znaczenie — wartość przetworzonych produktów jest kilkakrotnie większa niż surowców, więc to szansa dla rolników na podniesienie dochodu oraz zagospodarowanie siły roboczej. Mamy 550-600 tys. osób zbędnych w sektorze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rolnictwo / Dżemy chcą być jak sery i kiełbasy