Dzień na rynkach skończył się gorzej niż zaczynał

Tadeusz Stasiuk
29-01-2010, 00:00

Po środowych doniesieniach ze Stanów Zjednoczonych wydawało się, że poprawiły się nastroje na rynkach akcji. Rano silnie zwyżkowały parkiety na Dalekim Wschodzie, później do trendu dołączyły giełdy na Starym Kontynencie, choć w ich przypadku dynamika odbicia była zdecydowanie słabsza niż w Azji. Spadkowy początek handlu na Wall Street ożywił niedźwiedzie, które przeszły do kontrataku, spychając indeksy poniżej środowych zamknięć.

Inwestorów ucieszyły deklaracje prezydenta Baracka Obamy w sprawie stymulacji amerykańskiego rynku pracy. Spadła również nerwowość związana z ewentualnym zacieśnieniem polityki monetarnej w USA. Fed zapowiedział, że jeszcze przez jakiś czas będzie utrzymywana polityka niskich stóp procentowych. Warto jednak zaznaczyć, że decyzja nie zapadła jednogłośnie. W Europie wzięciem cieszyły się papiery czołowych instytucji finansowych. Zwyżkowały m.in. kursy akcji takich banków, jak UBS, Barclays czy Royal Bank of Scotland. Powody do zadowolenia mieli akcjonariusze Nokii. Fiński producent telefonów komórkowych zyskiwał momentami ponad 15 proc. po nadspodziewanie dobrych wynikach z czwartego kwartału. Zarówno zyski, jak i przychody zdecydowanie przekroczyły prognozy analityków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Stasiuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dzień na rynkach skończył się gorzej niż zaczynał