Dzik kocha teren

Karol Jedliński
opublikowano: 08-02-2007, 00:00

Tony zespawanej kuloodpornej blachy. Oto pojazdy patrolowo-interwencyjne. No i niuanse decydujące o tym, że jeden z nich, polski, idzie jak woda.

Kupić sobie polski samochód za ponad sto tysięcy dolarów? Jest na przykład Leopard, oryginalna konstrukcja, szybki, intrygujący, dwuosobowy roadster. Luksusowy, pokazowy, pachnący skórą. Są jednak kraje i sytuacje, gdzie najbardziej pożądana jest potężna konstrukcja, zakryty dach i przyciężki design. Z klimatyzacją, bez alufelg. W sam raz na piaski Iraku, błota Polesia, góry Afganistanu czy bezdroża Konga.

Wszędzie tam możemy spotkać dziki. Stalowe, potężne, w środku czuć je plastikiem. Bez zbędnej finezji. W fabryce AMZ w Kutnie powstaje, najsłynniejszy z watahy dzików, Dzik-3, zamówiony przez rząd Iraku. Tam pojazdy w piaskowych barwach jeżdżą pod nazwą Ain Jaria-1, czyli „źródło wody”.

— W tamtejszej kulturze zwierzęta spokrewnione ze świnią nie mają najlepszej reputacji — śmieje się Zygmunt Fabisiak, oficer rezerwy, pomysłodawca dzika, właściciel AMZ.

Budujemy nowy wóz

Do końca tego roku na Bliski Wschód trafi 600 pojazdów. Ostatnio gruchnęła wieść, że za pośrednictwem Bumaru irackie ministerstwo obrony zamówi kolejne 350 samochodów, tym razem do ochrony ropociągów. W tej wersji dziki mają być wyposażone m.in. w kamery termowizyjne.

— Oficjalnie nic nie wiemy, bo zamówienia dostajemy od Bumaru. A w kwestii wyposażenia dzika jesteśmy bardzo elastyczni — zastrzega Zygmunt Fabisiak.

Dziś szef jest oficjalnie na urlopie, do firmy wpadł na chwilę. Siedzimy w jego biurze, na piętrze. Co chwilę ktoś wpada i prosi szefa na słowo. Zza ściany dochodzą metaliczne hałasy. To jedna z hal produkcyjnych. Każdy centymetr powierzchni jest tu ważny, bo od kiedy ruszyła operacja Dzik, robota pali się w rękach. Spawarki, wiertarki, wkrętarki i młotki grają kocią muzykę kilkanaście godzin dziennie.

— Żeby utrzymać tempo, musimy miesięcznie produkować co najmniej 22-25 tych pojazdów. Do tego dochodzi kilkadziesiąt innych, takich jak bankowozy i karetki — zaznacza Dariusz Fabisiak, syn szefa, kierownik produkcji w AMZ.

W halach ciasno, duszno, głośno, ale czysto. Ich ogromu nie widać, bo naćkane są pojazdami różnej maści.

Sapie, dyszy i dmucha

Wyróżniają się karetki, co to je kupują głównie Niemcy i Duńczycy, obok stoją bankowozy dla Impela. Dalej minibusy, czyli przerabiane mercedesy sprintery. Monterzy uwijają się jak w ukropie. Rocznie składają ponad 700 takich samochodów.

— To były nasze początki, zabudowa specjalna do wszelkiego rodzaju samochodów — zaznacza Dariusz Fabisiak.

W Dzika trzeba było włożyć znacznie więcej serca i pracy. Trzy lata trwało projektowanie i testowanie. Kiedy trafiło się zamówienie z Iraku, z dnia na dzień trzeba było zatrudnić 200 osób.

— Pierwsze dwa miesiące to ciągłe szkolenia. Na przemian składanie i rozbieranie samochodu — mówi prezes AMZ.

A i tak ewolucja Dzika to wciąż niedokończony proces. Ciężki, kilkutonowy pancerz chroni przed strzałami np. z kałasznikowa, ale już pojawiły się pociski, dla których taka blacha nie jest przeszkodą. Dlatego wkrótce mogą ją zastąpić specjalne utwardzane ceramiczne stopy, które są kilkakrotnie odporniejsze, lecz co najmniej tyle samo droższe. Na razie Irakijczykom wystarczy skandynawska blacha. Jak się wejdzie na halę, w której spawane są jej poszczególne elementy, to nabiera się przekonania, że w dziku można czuć się bezpiecznym. W uszy uderza podbijany pojedynczymi hukami młotów hałas, nos drażni swąd rozgrzanego metalu. Siwy dym rozświetlają błyski spawarek, dziesiątki ramion noszą, przybijają, mocują. Młode, silne chłopaki, jak w relacjach „Trybuny Ludu” z otwarcia huty stali.

Transporterem do GS-u

Głównych bohaterów jest kilkunastu — to rozstawione w dwóch rzędach dziki. Wyglądają, jakby przed chwilą przeszedł przez nie huraganowy ogień. Osmolone, posępne, niczym wraki. Bujają się, dopiero co postawione na zawieszenie od włoskiej terenówki. A przy tym uderzają swoimi rozmiarami i zwartością. Pokazują, że ogrom energii w nie włożony odeprze równie wielką siłę.

— Dzik nie zszedł z deski kreślarskiej włoskiego stylisty, rodził się w naszych głowach, ma być funkcjonalny i bezpieczny — zaznacza Dariusz Fabisiak.

Stąd toporny kształt bryły samochodu, przypominający taran. Wykapany dzik. Nawet poprowadzić się da. Wsiadamy.

— Moja żona, metr sześćdziesiąt wzrostu, poradziła sobie — uspokaja Dariusz Fabisiak.

Pierwsze wrażenie — kierownica, pedały, fotel — wszystko wygodne, prawie jak w audi. A że „prawie” robi widoczną różnicę? Przednia szyba zasłania sporo, tym bardziej że na wąskim kawałku pancernego szkła wisi krata. Przyspieszenie — jak w maluchu, ale w końcu to nie bolid F1. No i te biegi — trzeba mieć krzepę, bo przekładnia działa opornie. Trochę jak w starze wiozącym oranżadę do GS-u.

Mielenie błota

Zalety wychodzą, kiedy wjeżdżamy na okoliczne błota i doły. Dzik kocha teren i to czuć. Lekko hasa sobie po polu, szybko i sprawnie mieląc kilogramy błota. Ale na szpan się nie nadaje, łokcia na zewnątrz się nie wystawi. Okna nie można otworzyć, a otwór strzelniczy jest na takie przyjemności za wąski. Przestronne wnętrze powinno zmieścić kilkunastu chłopa. Z tyłu dwa rzędy ławek, tapicerka. Jest radio, ale tylko do łączności między wozami, bez CD. Utylitaryzm przede wszystkim. Bez efekciarstwa. Jak się podoba Irakijczykom?

— Podoba się. Jeśli zgłaszają usterki, to zwykle dlatego że nie umieją czytać, stąd instrukcja jest dla niektórych tajemnicą — podkreśla Dariusz Fabisiak.

A Dzik kontra legenda, czyli Hummer? Ten drugi ma np. automatyczną skrzynię biegów i wieloletnie doświadczenie. Polski wóz jest ciągle ulepszany, a automatu to sami Irakijczycy nie chcieli, bo za drogo. Pojazd z Kutna z legendą wygrywa ceną. I ma apetyt na więcej. W prototypowni powstaje Dzik-5 i jego wersja cywilna. Taki polski Land Rover Defender, mechaniczny łowca przygód. n

Polskie pancerne zoo

Pojazdy kołowe służące polskim — i nie tylko — wojskowym mają inklinacje zoologiczne. Podczas powstania warszawskiego, obok legendarnego Kubusia, zasłużył się transporter opancerzony Szary Wilk, czyli przerobiony, zdobyczny, półgąsienicowy pojazd Dywizji Pancernej SS Wiking. Ostatnio głośno było o rosomaku. Za bojowego ssaka z rodziny łasicowatych przebrał się ośmiokołowy pojazd pancerny zaprojektowany w Finlandii. Prędkość maksymalna to ponad 100 km/h, a w wersji bojowej mieści 11 osób. Jak trzeba, to i po Bałtyku popływa. Podobnie jak jego starszy, aczkolwiek mniejszy brat, czyli ryś. To modernizacja starego SKOT-a z silnikiem 350 KM. Militarnych zwierzaków jest jeszcze więcej, np. pojazdy Żbik i Skorpion czy helikopter Sokół.

Petrodolary w Kutnie

Przed halami AMZ w Kutnie uwagę zwracają żółte ciężarówki z czerwonym półksiężycem. Trafią one do Arabii Saudyjskiej. Umowa obejmuje dostawę setki pojazdów terenowych, przystosowanych do potrzeb służb specjalistycznych, m.in. dowodzenia, medycznych i karetek. Być może kontrakt zostanie powiększony, co oznacza dostawę kolejnych 400 aut.

Szybki zwierzak

Król Szwecji, Karol Gustaw, ma swojego leoparda. Amerykańska wytwórnia filmowa Fox też zamówiła to cacko. Chodzi o dwuosobowy roadster, zaprojektowany i produkowany od dwóch lat w Mielcu przez Zbysława i Maksymiliana Szwajów. Skonstruowanie jednego samochodu zajmuje im miesiąc. Na wyobraźnię działa jego silnik, prosto od corvetty. W samochodzie montowana jest jednostka o pojemności 6 L V8. Cabrio w skórze, z wbudowanym modułem GPS, aż zachęca do przejażdżki. Niestety w ciepłe i słoneczne dni. Ale wkrótce powstanie leopard coupé, z dachem.

Dziki i zły

Dzik europejski (Sus scrofa). Gatunek z rzędu parzystokopytnych. W Polsce podlega sezonowej ochronie. Największe samce, w Karpatach, osiągają 350 kg i 1,5 m wysokości w kłębie. Dzik jest dziki, ale w dzień odpoczywa w barłogach lub tarza się w błocie. W stadzie bardzo lubią czyścić sobie skórę, czochrając się o pnie drzew. Słaby wzrok dzików wspomaga doskonały węch i słuch.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy