Dziś kolejne starcie w wojnie o WCD

Radosław Górecki
opublikowano: 2004-07-27 00:00

Dziś sąd zdecyduje o losach Warszawskiego Centrum Dystrybucyjnego, które upadło w tajemniczych okolicznościach w 2003 r.

Być może już dziś rozstrzygnie się los Warszawskiego Centrum Dystrybucyjnego — firmy, której bankructwo w ubiegłym roku sąd ogłosił na wniosek Lehman Brothers i Raiffeisen Zentralbank Österreich z Wiednia. Na posiedzeniu niejawnym sąd rozpatrzy teraz zażalenie na to postanowienie. Jak twierdzi Piotr Kukułka, prezes spółki, to obrona „polskiego interesu przed przejęciem przez zagraniczne banki”. Będzie próbował udowodnić, że banki, które są wierzycielami spółek (WCD i Centrum Biznesu Ożarów), złamały polskie prawo dewizowe, udzielając pożyczek w latach 1997-98. Ale po kolei.

O co poszło

Batalia przed polskimi sądami o centra dystrybucyjne trwa już od ponad roku. W 1997 r. Raiffeisen pożyczył spółce należącej do Johna Kontrabeckiego (ówcześnie większościowy udziałowiec spółek) pieniądze na budowę centrów magazynowych w Warszawie i Ożarowie. Kolejna pożyczka pojawiła się w 1998 r. i pochodziła z Lehman Brothers. Z tym tylko, że Lehman nie pożyczył pieniędzy bezpośrednio polskim spółkom, ale amerykańskiej firmie TKG (The Kontrabecki Group), która w 1998 r. była większościowym udziałowcem w WCD i CBO. Jej zabezpieczeniem były hipoteki WCD i CBO oraz zastaw na udziałach TKG w obu firmach.

Konflikt wybuchł, gdy doszło do podniesienia kapitału w WCD i CBO. Za około 450 tys. zł nowe udziały nabył Piotr Kukułka, w efekcie pakiet TKG zmniejszył się. Po tej operacji — według niego — Raiffeisen nie zgodził się na zastaw na nowych udziałach. Uznał operację za próbę zmniejszenia wartości aktywów, stanowiących zabezpieczenie i zażądał natychmiastowej spłaty kredytu. Spółki nie były w stanie tego zrobić, więc Raiffeisen złożył wniosek o upadłość, do którego dołączył Lehman Brothers.

Gdzie te zezwolenia

Piotr Kukułka jest rozgoryczony.

— Nie rozumiem, jak to się stało, że spółki, które generują zysk i przychody pozwalające na pokrycie bieżących zobowiązań wraz ze spłatą kredytów, mogły zostać postawione w stan upadłości — twierdzi.

Dodaje, że kiedy były zaciągane pożyczki, nie wystąpiono o zezwolenia dewizowe. Jego zdaniem, było to złamanie prawa. Czy na pewno? W postanowieniu sądu rejonowego z 14 lipca 2004 r. dotyczącym ustalenia listy wierzytelności czytamy, że w przypadku Lehman Brothers zezwolenie dewizowe na ustanowienie hipoteki nie było wymagane. Powód: umowa kredytowa została zawarta między dwoma zagranicznymi spółkami.

— Trzymamy się litery tego postanowienia — twierdzi Lech Giliciński z kancelarii Weil, Gotshal & Manges, reprezentującej Lehman Brothers.

Komentarza Raiffeisena nie udało nam się uzyskać.