Dziś przemówi Grzegorz Kołodko

Wiktor Krzyżanowski, Marek Knitter
opublikowano: 2002-07-16 00:00

Rynek boi się, że w prezentowanym dziś programie ministra finansów znajdą się pomysły automatycznego oddłużenia wszystkich firm, które zalegają z płatnościami wobec Skarbu Państwa. Członkowie rządu uspokajają i zapewniają, że Grzegorz Kołodko przemówi po posiedzeniu rządu.

Przez rynek i media przetoczyła się fala krytyki planowanych posunięć rządu — mimo że mają one być zaprezentowane dopiero dzisiaj. Jednak w niedzielę w rozmowie radiowej premier Leszek Miller zapowiedział, że dziś Grzegorz Kołodko, nowy minister finansów, przedstawi plan ratunkowy dla najbardziej zagrożonych i zadłużonych firm. Leszek Miller wspomniał też o możliwości oddłużenia firm, które zalegają z płatnościami wobec Skarbu Państwa. I to najbardziej zaniepokoiło ekonomistów i analityków. Zaległości z tytułu niepłaconych podatków czy składek na ZUS szacuje się na ponad 30 mld zł. Ich umorzenie byłoby więc olbrzymim obciążeniem dla budżetu, byłoby także demobilizujące dla firm, które regularnie płacą swoje zobowiązania.

Według przedstawicieli rządu, w programie Kołodki nie ma tymczasem pomysłu wprowadzenia podatku importowego, czego obawiali się analitycy. Sam wicepremier i minister finansów ma przedstawić plan rządowi na posiedzeniu, które rozpoczyna się dziś w samo południe. Ma uczestniczyć w konferencji po spotkaniu Rady Ministrów.

Boimy się wielkiego umarzania

Iwona

Pugacewicz-Kowalska

główny ekonomista CA IB

- Pojawiające się ostatnio w mediach wypowiedzi premiera bardziej miały charakter polityczny niż ekonomiczny. Najbardziej obawiam się, jak nowy minister finansów rozwiąże sprawę oddłużenia przedsiębiorstw. Potrzebna jest z pewnością pomoc finansowa dla firm, które są zadłużone, ale generują zyski lub mają na to szansę. Jeżeli jednak rząd zdecyduje się na oddłużenie wszystkich przedsiębiorstw, nawet tych wysoko deficytowych, to będą to zmarnowane pieniądze. Wzrosną wydatki budżetowe, które w większości przypadków nie powrócą w postaci podatków.

Leszek

Waliszewski

prezes Delphi Polska

- Obawiam się, że działania nowego ministra, mające na celu ratowanie polskich przedsiębiorstw przed upadłością, mogą podatników zbyt dużo kosztować. Faktem jest jednak, że zamykanie zakładów też dużo kosztuje, więc minister finansów powinien zaproponować program naprawczy tańszy niż procedury upadłościowe. Uważam ponadto, że wiele przedsiębiorstw państwowych jest źle kierowanych i niezbędna wydaje się zmiana wielu zarządów.

Od nowego ministra oczekiwałbym ponadto działań prowadzących do osłabienia złotego, a następnie do ustabilizowania jego kursu, utrzymania niskiej inflacji oraz obniżenia oprocentowania kredytów. Mam nadzieję, że nie zdecyduje się on natomiast na wprowadzenie podatku importowego, co mogłoby przynieść fatalne skutki dla gospodarki.

Marcin Mróz

starszy ekonomista Societe Generale

- Bardzo potrzebne są decyzje dotyczące uelastycznienia rynku pracy, wyrównania szans na linii pracodawca — fiskus i stworzenie bardziej przyjaznych warunków dla inwestorów zagranicznych. Z pewnością decyzje nie powinny zmierzać w kierunku zwiększenia obciążeń fiskalnych i pozafiskalnych dla przedsiębiorców. Obawiam się zwiększenia roli państwa w gospodarce. Bardziej opiekuńcze państwo przełoży się na zwiększenie wydatków. Podobnie w przypadku oddłużenia przedsiębiorstw zachodzi obawa o znaczne zwiększenie deficytu w średnim terminie, który i tak jest już na wysokim poziomie. Kolejny ważny aspekt dotyczy kursu walutowego. Obawiam się, że może dojść do dewaluacji złotego, a później usztywnienia kursu.

Mirosław Gronicki

główny ekonomista BIG BG

- Moim zdaniem, propozycje ministra finansów będą dotyczyły bardziej sfery mikro niż makro. Zachodzi obawa, że może nastąpić próba wyprowadzenia środków np. z ZUS i innych instytucji państwowych, a nie z budżetu. Rząd ma jednak wąskie pole manewru, dlatego bardzo trudno będzie coś rozsądnego przedstawić, chyba że założenia do budżetu na 2003 r. zostaną zmienione. Jakie będą konkretne decyzje nowego ministra, pozostaje czystą spekulacją.

Janusz

Jankowiak

główny ekonomista BRE Bank

- Przede wszystkim niezbędne byłoby w tej chwili przedstawienie programu sanacji finansów publicznych. Natomiast obawiam się, że te zapowiedzi premiera spowodują, że za wdrożenie planów oddłużeniowych polskich przedsiębiorstw zapłacą wyłącznie polscy podatnicy. Jest wiele firm, zarówno prywatnych, jak i państwowych, które mimo ciężkiej sytuacji płaciły swoje zobowiązania. Jeżeli upowszechni się program oddłużeniowy, to wiele przedsiębiorstw po prostu nie będzie regulować na czas swoich zobowiązań, czekając na pomoc państwa.

Dariusz

Filar

główny ekonomista Pekao SA

- Procedury upadłościowe w naszym kraju rzeczywiście trwają zbyt długo i hamują skuteczną restrukturyzację wielu przedsiębiorstw. Obawiam się jednak, czy system prawny jest na tyle elastyczny. Dotyczy to systemu egzekucji prawa gospodarczego. Dobrze, że zauważa się problem z zadłużeniem przedsiębiorstw. Jednak samo oddłużenie z czegoś trzeba sfinansować. Jeśli nastąpi to tylko z budżetu, to wpłynie na wysokość inflacji. Należy poczekać na konkretne propozycje, skąd będą pochodziły środki i na jakich zasadach realizowane będzie oddłużenie.

Krzysztof Rybiński

główny ekonomista BPH PBK

- Jestem zaniepokojony słowami premiera i tym, co może przedstawić nowy minister. Jeszcze nie wiemy, jaką drogą ma nastąpić oddłużenie przedsiębiorstw. Istnieje przecież dobra droga, polegająca na sekurytyzacji zobowiązań, ale przynosi to efekty firmom, które rokują wyjście z kryzysu. Jeżeli natomiast oddłużenie będzie polegać wyłącznie na darowaniu długu wszystkim przedsiębiorstwom, to wpłynie tylko na zwiększenie popularności rządu. W dłuższym terminie, firmy, które nie przynosiły dochodu albo nie rokowały żadnych nadziei na poprawę, upadną. W obecnej sytuacji potrzebne są decyzje dotyczące zbilansowania budżetu, uelastycznienia rynku pracy i dalszej prywatyzacji przedsiębiorstw. Nie są to decyzje zbyt popularne.

Mateusz Szczurek

główny ekonomista ING Bank

- Polskie przedsiębiorstwa od wielu lat borykają się z trudnościami natury finansowej. Szczególnie widać to w firmach z udziałem Skarbu Państwa. Wiele z tych przedsiębiorstw nie traktuje swoich budżetów jako coś, co je ogranicza. Mają bowiem nadzieję, że wcześniej czy później i tak zostaną oddłużone. Powinno dojść do wzmocnienia świadomości wśród tych firm, że dług pozostaje i należy go spłacać. Jeżeli upowszechni się oddłużenie, to problem jeszcze bardziej się pogłębi. To, co należy zrobić, wielokrotnie było powtarzane i szkoda, że nie jest realizowane.