Rozmowa z Markiem Krajewskim,
prezesem firmy Emmerson
Marek Krajewski, prezes firmy Emmerson, zapowiada otwarcie sieci biur franczyzowych i kilku nowych oddziałów pod własnym szyldem.
"Puls Biznesu": Emmerson działa już 16 lat. Zaczynaliście skromnie — od pokoju z telefonem, a dziś zmierzacie na giełdę. Osiągnęliście sukces?
Marek Krajewski: Wierzę, że jest jeszcze przed nami. Te 16 lat to długi proces. Zaczynaliśmy od wynajmu, potem stopniowo wchodziliśmy w kolejne sektory rynku. Naszą siłą napędową stał się rynek pierwotny. Uczyliśmy się na błędach swoich i cudzych.
Przetrwaliście co najmniej dwa kryzysy na rynku nieruchomości. Który był trudniejszy?
Jeden i drugi udowodnił, że jesteśmy w stanie sobie radzić w najtrudniejszych sytuacjach. Nic tak nie cementuje firmy, jak piętrzące się problemy, które wymagają wyrzeczeń i wiary, że będzie coraz lepiej.
Na pewno jednak pierwszy był dużo trudniejszy, również dlatego, że postawa banków była inna, nieco bardziej restrykcyjna. Obecnie współpraca z instytucjami finansowymi wygląda inaczej — w kredytobiorcach widzą nie tylko dłużników, ale przede wszystkim partnerów, z którymi należy rozwiązać problemy. Sumując — pierwszy kryzys to była matura, obecny to magisterium.
W 2009 r. nie było spektakularnych bankructw, ani przejęć. Czy to oznacza, że poprzedni kryzys czegoś wszystkich nauczył?
Wiemy, co trzeba zrobić, by przetrwać. Na pewno nie należy się bać podejmowania trudnych decyzji. Warto odpowiednio wcześniej zrobić restrukturyzację i niezbędne cięcia. Im wcześniej na to się zdecydujemy, tym lepiej.
Który rynek jest trudniejszy — pierwotny czy wtórny?
Obydwa są bardzo trudne i wymagają wielkiego zaangażowania. Wtórny jest bardziej stabilny i przewidywalny, a więc bardziej odporny na kryzysy. Pierwotny to często duża niewiadoma.
W jaki sposób współpracujecie z deweloperami? Czy poprawiacie nietrafione projekty? A może niektórych odsyłacie z kwitkiem?
Nasza usługa jest na tyle kompleksowa (komercjalizacja, analizy, wyceny, zarządzanie, marketing), że wielu "pacjentów" udaje się wyleczyć, ale tak jak w medycynie, pacjent sam musi tego chcieć i słuchać lekarza.
W czasie dobrej koniunktury wiele firm uwierzyło, że można zostać deweloperem bez doświadczenia na tym rynku. Rezultatem był wysp źle przygotowanych projektów. Zdarza się, że stawiamy diagnozę, po której niektóre firmy rezygnują ze współpracy, ale po jakimś czasie do nas wracają, przyznając nam tym samym rację.
Czy rynek już dojrzał do tego, by prowizja pośrednika była pobierana od jednej strony, czyli od kupującego?
Tak powinno być i do tego należy dążyć, oczywiście uwzględniając prowizję na odpowiednim poziomie. Stabilizacja stawek pośredników jest bardzo ważna. To uporządkuje rynek i podniesie standard obsługi, ale niestety wymaga jeszcze czasu i pracy.
Planujecie wejście na giełdę. Co zrobicie z pozyskanymi śrosdkami? Jakie są wasze plany na 2010 r.?
Planujemy minimalną emisję, dzięki której otworzymy sieć biur franczyzowych w całym kraju — widzimy już spore zainteresowanie. Ponadto chcemy otworzyć kilka własnych biur. Dalej będziemy też rozwijać dotychczasową działalność. Priorytetem będzie sektor komercyjny, przygotowywanie wycen i analiz, a także zarządzanie nieruchomościami.
Czy ożywienie na rynku powróci? A może już jest?
Widać lekkie ożywienie, a w drugim półroczu ceny powinny pójść w górę, ale bez szaleństw. Sytuacja sprzed dwóch, trzech lat na pewno nie wróci.