Na szybką liberalizację nieba między Polską a Ukrainą na razie nie ma co liczyć.
Wydawało się, że drzwi do realizacji każdej inwestycji związanej z EURO 2012 r. staną otworem. Na fali entuzjazmu oraz wzrastającego zainteresowania przewoźników lotniczych uruchomieniem połączeń z Ukrainą polskie władze przystąpiły do rozmów na temat otwarcia nieba. Liczono na szybkie porozumienie. Nadzieje okazały się płonne.
— Podczas spotkania, które odbyło się 16 i 17 maja w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego (ULC), strona ukraińska poinformowała, że podpisany 27 października 2005 r. protokół zmieniający umowę o komunikacji lotniczej między obu krajami z 20 stycznia 1994 r. nie może wejść w życie z powodu braku podstaw prawnych po stronie ukraińskiej oraz w związku ze zmianą polityki władz ukraińskich w zakresie liberalizacji rynku lotniczego — tłumaczy Katarzyna Krasnodębska z ULC.
Na podstawie dotychczasowego porozumienia w ruchu między Polską a Ukrainą istnieją ograniczenia w zakresie liczby punktów po obu stronach, z których mogą być wykonywane przewozy lotnicze. Muszą być one uzgadniane między wyznaczonymi przewoźnikami oraz zatwierdzane przez władze lotnicze. Po stronie ukraińskiej są to obecnie Kijów, Lwów i Odessa, po stronie polskiej — Warszawa i dwa dodatkowe punkty do wyboru. Umowa zawiera standardowe zapisy obligujące przewoźników wyznaczonych przez polskie władze do zawierania porozumień handlowych z przewoźnikami ukraińskimi, a także restrykcyjne regulacje dotyczące taryf lotniczych. Zapisy takie w praktyce utrudniają wykonywanie połączeń przez tanie linie.
Ruch pasażerski między obu krajami w latach 2004-06 był jednak niewielki i stanowił zaledwie 1-1,5 proc. całości ruchu lotniczego Polski. Otwarciem tras interesowały się m.in.: LOT (właściciel Centralwings), SkyEurope, SkyExpress i WizzAir.