Prawie każdy ściągnął na swój telefon komórkowy dzwonek lub grę, nie zdając sobie sprawy, że uczestniczy w złotym interesie.
Znudził ci się dzwonek komórki? Ściągnij nowy! Przeszedłeś wszystkie poziomy zainstalowanej w telefonie gry? Pobierz sobie inną! Chcesz mieć szaloną żabę na wyświetlaczu? Wyślij SMS-a. Dzwonki, tapety i gry na telefony komórkowe mają służyć rozrywce użytkownika, ale przede wszystkim cieszą się sprzedający tzw. multimedia — z zysków. Według przedstawicieli firm działających na tym rynku, polski sektor usług premium wart jest 400-500 mln złotych i suma ta rokrocznie rośnie o kilkanaście procent. Do usług premium — czyli opartych na numerach o podwyższonej opłacie za połączenie — zalicza się infolinie 0-700 i skrócone numery w sieciach komórkowych. Te blisko półmiliardowe przychody przyniosły obydwie kategorie. Elementy, które można ściągać na komórki, czyli dzwonki, gry i grafiki dają około 40 proc. przychodów z usług premium. Oznacza to kwotę 160-200 milionów złotych, które trafiają do podmiotów rynku mobilnych multimediów. Następne 40 proc. przychodu dają konkursy organizowane przez stacje telewizyjne i radiowe. A 20 proc. — inna działalność z wykorzystaniem numerów o podwyższonej wartości, np. akcje marketingowe.
— Cały rynek rośnie około 10-15 proc. rocznie — twierdzi Robert Grażdan Knaź, prezes E-muzyka.pl, firmy działającej w m-biznesie.
Prehistoria
Historia polskiego biznesu treści komórkowych nie jest zbyt długa. Po raz pierwszy na większą skalę m-biznes objawił się w 2001 r. wraz z pierwszą edycją Big Brothera. Autorzy programu starali się, żeby widzowie mieli wpływ na reality show, a najprostszym medium okazały się SMS-y. Oczywiście, już wcześniej możliwe było ściągnięcie czarno-białego logo na komórkę lub prostej melodyjki, jednak to program TVN uświadomił, jaki potencjał biznesowy drzemie w treściach przekazywanych do telefonów przenośnych. Zawartość przesyłek przeznaczonych do ściągania bardzo zmieniła się w czasie tych paru lat. Dzwonki z najprostszych, z których często trudno było wyłowić obiecywaną melodię, zmieniły się w pliki muzyczne, o wysokiej jakości, takie same jak wydawane na płytach artystów. Tapety są kolorowymi zdjęciami o dużej rozdzielczości. I to nie koniec ewolucji. Kolejnym krokiem mają być wideotapety i możliwość oglądania ściągniętych filmików lub nawet telewizji na żywo. Dziś największe firmy równolegle z premierą gry na peceta wprowadzają wersję na telefony komórkowe. Oczywiście prostsze od „starszych braci”, ze względu na wielkość ekranu aparatu i uproszczone sterowanie, jednak zapewniające porównywalną dozę rozrywki.
Sam szczyt
SMS wysłany po dzwonek trafia do e-dystrybutora. Tak nazywa się firmy tworzące i gromadzące pliki do ściągnięcia. Zatrudnieni w tego typu przedsiębiorstwach pracownicy przerabiają np. popularny utwór muzyczny na format dostosowany do konkretnej komórki. Przy otaczającej nas mnogości modeli aparatów należy utworzyć kilkanaście plików. E-dystrybutor gromadzi je w swojej bazie danych, liczącej nieraz kilkadziesiąt tysięcy różnorodnych treści. To z niej użytkownik pobiera dzwonek. Pieniądze za wysłanie SMS-a z kodem oznaczającym wybrany utwór trafiają do operatora sieci telefonii komórkowej, który dzieli się nimi z e-dystrybutorami sprawiedliwie, przeważnie po połowie. Ze swoich pięćdziesięciu procent dystrybutor dzwonka pokrywa koszty działalności i dzieli się z partnerami, jeśli tacy byli.
— W szczytowym momencie w 2003 r. ponad 120 podmiotów na rynku miało umowy z operatorami. Wszyscy myśleli, że e-dystrybucja to prosta działalność. Życie zweryfikowało ich poglądy. Dziś pozostało około 50 firm, lecz ich liczba maleje. Rynek się krystalizuje, normalnieje — twierdzi Artur Strychalski, członek zarządu spółki Avantis.
E-dystrybutorzy najczęściej sprzedają swoje produkty za pośrednictwem internetu — utrzymują witryny. Inną drogą dotarcia do klientów są reklamy prasowe. Największe przychody ze sprzedaży dzwonków, tapet i gier notują firmy: CT Creative Team (jej produkty są sprzedawane za pośrednictwem internetowego serwisu Wapster), MNI (Moje logo), Bauer (Mobila) oraz inni liczący się gracze: EL2 (Wapacz), Telecom Media (Spotler) i zmierzające do połączenia się Avantis z Emisją (Papla, Mobista). Telewizje — TVN i Polsat. Oczywiście ważnymi graczami są operatorzy komórkowi, którzy sprzedają pliki, kreując własne marki: PTC — Omnix, PTK Centertel — Orange World i Polkomtel — Mega Muza. O sile rodzimych graczy naszego rynku może świadczyć fakt, że niemiecka Jamba, bardzo promowana przez stację muzyczną Viva, po roku działalności prawdopodobnie zakończy polską przygodę.
Koło zamachowe
E-dystrybutorzy przekonują, że siłę napędową rynku stanowi ciągle rosnąca liczba użytkowników telefonii komórkowej. Na koniec roku penetracja wynosiła ponad 75 proc., podczas gdy u naszych południowych sąsiadów przekroczyła już 100 proc. A większa liczba telefonów oznacza większy rynek dla e-dystrybutorów.
— Innym motorem m-biznesu jest wzrastająca liczba multimedialnych telefonów, czyli takich z kolorowym wyświetlaczem, obsługujących gry Java i pliki mp3. Obecnie stanowią 30-40 proc. wszystkich użytkowanych telefonów, ale praktycznie wszystkie nowo kupowane komórki można zaliczyć do multimedialnych. To dobrze prognozuje naszej działalności — przekonuje Artur Strychalski.
O pochodzeniu kontentu
Najpopularniejsze z komórkowych treści są dzwonki. Dobrze wypromowana melodia może być ściągnięta nawet setki tysięcy razy. Pliki muzyczne zapewniają e-dystry-butorom około 40 proc. przychodów. Grafiki i gry są podobnie popularne, dają po 30 procent zysków. Wystawienie grafiki na sprzedaż jest najprostsze. Wystarczy zatrudnić grafika lub kupić gotowy zbiór obrazków. Z grami nie jest już tak prosto, ponieważ należy zdobyć autoryzację producenta gier. A komórkowymi grami zainteresowały się najpoważniejsze firmy, znane z rynku pecetów lub konsoli.
— Światowy rynek gier mobilnych konsoliduje się. Więksi kupują mniejszych, np. Electronic Arts, największy na świecie producent gier komputerowych, wydał 680 mln dolarów na przejęcie Jamdat Mobile, jednego z liderów na światowym rynku mobilnych gier. Inni łączą się i zaczynają działać w grupie — informuje Tomasz Witt, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Mobile Entertainment Europe, firmie produkującej m-gry.
Gdy uda się nawiązać współpracę z producentem gry, rola e-dystrybutora jest ograniczona jedynie do udostępniania gry i inkasowania opłat. Sprawę praw autorskich reguluje umowa z producentem gry.
Trudne dźwięki
Z najbardziej popularnymi wśród odbiorców dzwonkami jest też największy kłopot.
— Można domniemywać, że spora część dzwonków jest sprzedawana bez wiedzy wykonawców i wytwórni fonograficznych i bez uiszczania im stosownych opłat wynikających z praw pokrewnych. Uprawnieni do nich beneficjenci są przy podziale wpływów pomijani — twierdzi Piotr Misiło, prezes spółki OnePlayFrame.
Rozwiązanie tej sytuacji proponują firmy nazywające siebie „agregatorami kontentu” — E-muzyka.pl i OnePlayFrame. Pomysłem jest zajęcie się kontrolą dystrybucji licencji, swojego rodzaju pośredniczenie między wytwórniami fonograficznymi, producentami plików przystosowanych do działania na telefonach komórkowych oraz Zaiksem a e-dystry- butorami.
— Chcemy działać w imieniu dysponentów praw, zarówno autorskich, jak i pokrewnych, eksploatowanych w produkcji i sprzedaży dzwonków do telefonów komórkowych, oraz dysponentów praw do obiektów typu grafiki, tapety, animacje, gry Java. Naszym podstawowym celem jest wprowadzenie transparentnego modelu współpracy między dysponentami licencji a e-dystrybutorami — rozumianymi jako podmioty, które są agregatorami lub sprzedają obiekty multimedialne bezpośrednio do konsumenta — informuje Piotr Misiło.
Jak twierdzi, e-dystrybutor, nawiązując współpracę z agregatorem, zyskuje w ten sposób, że nie musi starać się w kilku instytucjach o zgodę na wykorzystanie praw przynależnych utworowi muzycznemu i powstałemu na jego podstawie dzwonkowi. Jak na razie to kwestia przyszłości. E-muzyka przyznaje się do kilkunastu umów partnerskich, OnePlayFrame do kilku. Na razie panuje w tej dziedzinie dość duża swoboda.
Idzie nowe
Coraz bardziej popularne jako dzwonki stają się pliki w formacie mp3. A prawa do nich często mają wytwórnie płytowe. Czy oznacza to, że za jakiś czas wytwórnie przejmą m-biznes?
— Raczej nie, bo żadna z nich nie ma 100 proc. rynku, a klienci wolą wybierać z jednego, oferującego wiele różnorodnych utworów, miejsca. To oznacza pole do działalności dla e-dystrybutorów, integrujących treści z różnych źródeł — twierdzi Artur Strychalski.