Edbud prawomocnie został bankrutem

Dawid Tokarz
opublikowano: 2011-04-06 00:00

Prokuratura już bada, czy upadłość to efekt kryzysu czy błędów i niegospodarności zarządu spółki.

Jeden z największych stołecznych deweloperów ugiął się pod garbem ponad 110 mln zł długów

Prokuratura już bada, czy upadłość to efekt kryzysu czy błędów i niegospodarności zarządu spółki.

Jeszcze w 2008 r. Edbud wykazywał zyski, a przychody ze sprzedaży mieszkań, przekraczające 350 mln zł, dawały mu pozycję jednego z największych i najbardziej znanych stołecznych deweloperów. Tymczasem w połowie marca 2011 r. warszawski sąd okręgowy odrzucił zażalenie zarządu spółki na postanowienie o ogłoszeniu jej upadłości i Edbud, już prawomocnie, został bankrutem.

"Nie" dla układu

Do Edwarda Gierwiałły, prezesa i największego akcjonariusza firmy (drugi: Edward Mazur zmarł w 2009 r.), nie udało nam się dotrzeć. Od członka jego rodziny i syndyka Edbudu uzyskaliśmy informację, że jest w szpitalu. W skierowanym do sądu okręgowego zażaleniu twierdził, że problemy spółki to efekt kryzysu na rynku nieruchomości i drastycznego przykręcenia przez banki kurka z pieniędzmi. Przekonywał, że działający do tej pory uczciwie zarząd zasługuje na jeszcze jedną szansę: ogłoszenie upadłości z możliwością zawarcia układu.

Sądy dwóch instancji uznały jednak, że lepszym rozwiązaniem będzie upadłość likwidacyjna. Długi Edbudu oszacowano wstępnie na ponad 110 mln zł. Bankom, głównie BGŻ, Edbud winny jest ponad 42 mln zł, ZUS i fiskusowi ponad 4 mln zł, a pracownikom około 2 mln zł. Reszta to wierzytelności ponad 100 podwykonawców budów i ponad 40 klientów. Na ich zaspokojenie nie wystarczy majątek spółki, głównie nieruchomości, wart bilansowo 20 mln zł, a rynkowo, zdaniem zarządu spółki, około 75 mln zł.

— Przejąłem dokumenty i przygotowuję bilans otwarcia upadłości. Jest za wcześnie, by przesądzać, w jakim stopniu uda się zaspokoić wierzycieli — mówi Maciej Pasek, syndyk Edbudu.

Pod lupą śledczych

Sądy zdecydowały się na upadłość likwidacyjną m.in. dlatego, że zarząd Edbudu wcześniej nie zgłosił wniosku o upadłość, choć już dawno powinien (fiskusowi zalegał od 2008 r., pracownikom od połowy 2009 r., a problemy z wypłacalnością, zdaniem sądu, miał od… 2003 r.). Wątpliwości wzbudzały też wydarzenia z 2010 r., kiedy różni wierzyciele złożyli sześć kolejnych wniosków o upadłość Edbudu, a następnie wszystkie je wycofali. Sąd podejrzewał, że deweloper spłacał najbardziej niecierpliwych, co krzywdziło innych. Tylko od 1 czerwca do 20 grudnia 2010 r. wypłynęło ze spółki ponad 15 mln zł. Do kogo? M. in. właśnie to bada stołeczna prokuratura.

— W sprawie Edbudu prowadzimy dwa postępowania. W pierwszym, dotyczącym niegospodarności, badamy, czy decyzje ekonomiczne podejmowane przez władze spółki w latach 2009-10 były uzasadnione jej interesem i dobrem. Drugie prowadzone jest w sprawie udaremniania zaspokojenia wierzycieli. Chodzi o podejrzenie, że mimo grożącej Edbudowi upadłości zarząd zbywał i darowywał jego majątek, działając na szkodę wierzycieli — ujawnia Paweł Wierzchołowski, szef Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów.

Zaznacza, że do tej pory nikomu nie przedstawiono żadnych zarzutów.

— Zaspokajanie wybranych wierzycieli, ustanawianie hipotek lekką ręką, zakup dużego gruntu, na którym nie można nic wybudować, czy sprzedaż części majątku osobom powiązanym z Edbudem to tylko część spraw badanych przez śledczych — precyzuje nasz informator.

Śledztwo prokuratury to niejedyny problem władz Edbudu. Już w maju sąd upadłościowy zdecyduje, czy Edward Gierwiałło zasługuje na zakaz prowadzenia działalności gospodarczej na 10 lat. O tak surową karę wystąpił jeden z wierzycieli, a uzasadnieniem było niezłożenie w terminie wniosku o upadłość spółki.

Tarapaty klientów

Bankructwo dewelopera to często katastrofa dla jego klientów. Mieszkania niesprzedane notarialnie wchodzą wtedy do masy upadłości. Tak stało się z inwestycją Edbudu przy ul. Borzymowskiej na warszawskim Targówku. Nabywcy mieszkań zapłacili za nie ponad 22 mln zł i zostali z niczym. Ich sytuację utrudnia to, że Edbud był inwestorem powierniczym, a wieloletnim dzierżawcą gruntu jest inna spółka. Syndyk Edbudu obiecuje, że poszuka rozwiązania, które pozwoli co najmniej na ograniczenie strat klientów.

Więcej szczęścia mieli klienci Edbudu, którzy kupili mieszkania w położonym tuż obok bloku przy ul. Motyckiej. Udało im się podpisać akty notarialne i skończyło się jedynie sporym opóźnieniem (obecnie czekają na pozwolenie na użytkowanie budynku).

Na swoje, choć też ze sporym poślizgiem, wyjdą również nabywcy mieszkań przy ul. Bartoka na warszawskim Ursynowie. Kiedy Edbud popadł w tarapaty, zrobili dodatkową zrzutkę i sami dokończyli budowę. Jednocześnie dobrze się zabezpieczyli na nieruchomościach Edbudu i teraz zapewne odzyskają włożone pieniądze.