Mija równo tydzień od momentu, kiedy cztery polskie firmy energetyczne — PGE, Enea, Energa i PGNiG Termika — złożyły wstępną ofertę na polskie aktywa wystawione na sprzedaż przez francuski koncern EDF. Nadal nie wiadomo, czy zostanie przyjęta.
— EDF zapoznaje się z ofertą i ją analizuje — poinformowało nas źródło zbliżone do Francuzów. EDF od wielu miesięcy prowadzi proces sprzedaży elektrowni Rybnik (produkuje 7 proc. krajowego prądu), a także grupę kilku elektrociepłowni, m.in. we Wrocławiu, Trójmieście i Zielonej Górze. Na brak chętnych nie narzeka — od wielu miesięcy w procesie uczestniczy m.in. czeski EPH oraz fundusz IFM w sojuszu z Veolią. Tydzień temu, tuż po złożeniu oferty, z kręgów EDF płynęły sygnały o braku entuzjazmu dla polskich warunków. Od tego czasu entuzjazm nie urósł. Nasze źródło podkreśla, że polskie firmy zgłosiły się po terminie, mimo że do udziału w procesie były przez EDF regularnie zachęcane, i to od początku roku. W tym czasie zgłosiły się natomiast firmy zagraniczne.
— Gracze, którzy się zgłosili, to poważne i solidne podmioty, mają długoterminową wizję, wierzą w polską gospodarkę i dają gwarancje związane z bezpieczeństwem energetycznym kraju — stwierdza nasze źródło. Te wypowiedzi można interpretować jako budowanie przez Francuzów pozycji przed ewentualnymi negocjacjami ze stroną polską. Polacy mają bowiem silny argument w postaci prawa ministra energii do wyrażenia sprzeciwu wobec nabywcy tych aktywów. Krzysztof Tchórzewski, minister energii, może mieć ochotę z niego skorzystać, skoro przedwczoraj mówił dziennikarzom, że patrzy na cały proces „sceptycznie”.
— Gdyby sprzedaż miała podlegać warunkom wolnorynkowym, to pojawia się kwestia bezpieczeństwa energetycznego, które warunkom wolnorynkowym nie podlega — mówił Krzysztof Tchórzewski.