Polacy nie mogą być niestety dumni z poziomu technologicznego rodzimego przemysłu. Pod względem nowoczesności i innowacyjności produktów odstajemy nie tylko od krajów Unii Europejskiej, ale również Czech i Węgier. Dzieje się tak, mimo że mamy w kraju ponad 20 wyższych uczelni technicznych zatrudniających około 18 tys. pracowników naukowych i kształcących około 300 tys. przyszłych inżynierów.
Polscy przedsiębiorcy widzą potrzebę unowocześniania swoich zakładów produkcyjnych i usługowych. Mają oni świadomość, że pozostając na obecnym poziomie, skazują się na przegraną w walce o utrzymanie się na rynku.
— Nadążanie za postępem technologicznym jest warunkiem funkcjonowania przedsiębiorstwa. Bez nowinek technicznych nie ma postępu. Przedsiębiorstwa nie rozumiejące tej prostej zależności pozostają na szarym końcu wyścigu o klienta. Ten jest bowiem z reguły bardzo dobrze zorientowany w zaletach najnowszych rozwiązań i nie lubi marnować swoich pieniędzy na towar z „poprzedniej epoki” — mówi Bolesław Szybist, prezes firmy Herb, projektującej i produkującej przewody elastyczne i części złączne do pojazdów samochodowych.
Konieczność podnoszenia innowacyjności produktów jeszcze bardziej widoczna jest w firmach świadczących usługi typu IT. Tutaj postęp następuje szalenie szybko, a silna konkurencja nie śpi.
— Postęp technologiczny w naszej branży jest w dużym stopniu wymuszony przez bardzo wymagający rynek. Nasi klienci dużo czytają, śledzą najnowsze osiągnięcia i bardzo szybko decydują się na ich wprowadzanie we własnych firmach. Są wśród nich również tacy, którzy podążają za technologią równie szybko jak my. Każda zwłoka z wprowadzeniem przez nas do oferty najnowszych rozwiązań wiązałaby się z utratą tej grupy partnerów — twierdzi Henryk Nester, kierownik działu systemów zarządzania w firmie Wonlok, opracowującej oprogramowanie księgowe dla przedsiębiorstw, oparte na bazach Oracle.
Podkreśla on, że praktycznie z dnia na dzień rośnie grono przedsiębiorców traktujących wydatek na nowoczesną technologię jako dobrą inwestycję, a nie koszt dla firmy. Rośnie świadomość tego, że nie inwestując w unowocześnianie firmy traci się, zamiast oszczędzać.
Mimo stosunkowo dużej świadomości potrzeby podnoszenia innowacyjności oraz otwartości przedsiębiorców na wszelkiego rodzaju nowinki techniczne, nasza gospodarka nadal jeszcze pozostaje, delikatnie mówiąc, na nie zadowalającym poziomie. Niestety, do unowocześnienia parku maszynowego przedsiębiorstwa nie wystarczą dobre chęci. Niezbędne są tu znacznych rozmiarów nakłady finansowe, na które większość polskich przedsiębiorstw nie może sobie pozwolić.
— Podstawowymi barierami rozwoju technologicznego polskiej przedsiębiorczości jest niedostateczna dostępność zewnętrznych źródeł finansowania inwestycji oraz brak ubezpieczeń od ryzyka związanego z wdrożeniem nowej technologii. W pokonaniu pierwszej z wymienionych barier miała pomagać powołana do życia w 1997 r. Agencja Techniki i Technologii. Niestety, nie udało jej się spełnić pokładanych w niej nadziei i oczekiwań. W ciągu czterech lat działalności dofinansowała ona zaledwie 73 projekty. Wynikało to przede wszystkim ze zbyt małej ilości środków finansowych przeznaczanych do jej dyspozycji. Był też V Program Ramowy Unii Europejskiej (obecnie kontynuowany w ramach VI Programu Ramowego), mający na celu pobudzenie aktywności badawczej małych i średnich przedsiębiorstw. Jednak również z tej możliwości skorzystało bardzo niewiele podmiotów. Jedyną branżą nadążającą w tej chwili za postępem światowym jest IT. Jednak i tutaj możemy mówić jedynie o działalności odtwórczej, a nie innowacyjnej — twierdzi Ewa Mankiewicz-Cudny, wiceprezes Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych NOT.
Badanie na temat barier utrudniających wdrażanie nowoczesnych technologii przeprowadził ostatnio Instytut Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym. Obok takich problemów jak utrudniony dostęp do nowych technologii, brak kapitału, wskazuje on również na problemy z pozyskaniem pracowników o odpowiednich kwalifikacjach.
— Właściwe kwalifikacje mają szczególnie duże znaczenie w przypadku firm stosujących nowoczesne technologie, w których sukces wdrażanych innowacji zależy od jakości kapitału ludzkiego. Do największych trudności w tym zakresie przedsiębiorcy zaliczyli brak pracowników o wysokich profesjonalnych i ogólnych kwalifikacjach dostępnych dla firmy od zaraz i nadających się do przeszkolenia w firmie. Trzecim czynnikiem był zbyt wygórowany poziom wymagań co do zarobków, stawianych przez potencjalnych kandydatów — mówi Anna Szcześniak z Instytutu Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym.
Przedsiębiorcy posiadający w swoich firmach wysokiej klasy technologie twierdzą zgodnie, że polski system edukacji w szkołach o profilu technicznym absolutnie nie przystaje do wymagań dzisiejszej rzeczywistości. Większość absolwentów nie posiada żadnej wiedzy praktycznej, w wyniku czego pracodawca zmuszony jest poddawać gruntownemu przeszkoleniu każdego nowo zatrudnianego pracownika.
— Ludzie kończący studia nie nadają się do podjęcia jakiejkolwiek pracy wymagającej kontaktu z nowoczesnymi technologiami. Nowo zatrudnionych pracowników musimy edukować praktycznie od podstaw — narzeka Marcin Pokora, dyrektor ds. współpracy z zagranicą w firmie Centrum Techniki Laserowej.
Zapowiada się, że problem odpowiednio wykwalifikowanej kadry inżynierskiej będzie się w Polsce coraz bardziej pogłębiał. Z roku na rok na podjęcie studiów technicznych decyduje się coraz mniej osób. Pogorszeniu ulega również ogólna wartość intelektualna studentów tych kierunków.
— Jesteśmy przerażeni szalenie małym zainteresowaniem polskich studentów stypendiami przeznaczanymi dla osób realizujących własny projekt badawczy. Problem niskiego poziomu polskiej innowacyjności nie tkwi jedynie w niewystarczającej ilości środków finansowych na badania naukowe, ale w braku kreatywności i chęci do działania. Myślę, że jedną z przyczyn takiego stanu jest program studiów technicznych. Politechniki zniechęcają młodych ludzi do samodzielnego myślenia i skłaniają ich do przyjęcia postawy biernego kopisty. Studenci rozwiązują setki zadań, uczą się definicji, nie widząc jednak związku posiadanej wiedzy z otaczającą rzeczywistością — ubolewa Maciej Grabski, prezes Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej.