Klarna w ciągu kilka lat wstrząsnęła systemem płatniczym w Skandynawii i wyrusza na podbój reszty Europy. Jest rozwiązaniem płatniczym w sektorze e-commerce umożliwiającym kupującym online przeprowadzenie płatności po wcześniejszym rzeczywistym zapoznaniu się kupującego z zamawianymi dobrami.
Skąd wziął się pomysł na Klarnę?
Życie jest pełne przypadków i pewnych spraw nie można do końca zaplanować. Wraz z jednym ze współzałożycieli Klarny podróżowaliśmy dookoła świata, nie korzystając z połączeń lotniczych. Statki kontenerowe, pociągi i inne środki lokomocji. W pewnym momencie dotarliśmy do Australii, skąd planowaliśmy złapać kontenerowiec do USA. Niestety przegapiliśmy naszą okazję, a następny statek wypływał dopiero za miesiąc. Postanowiliśmy spędzić dodatkowy miesiąc w Australii, co jednak oznaczało, że nie wrócę na czas na uczelnię i będę musiał zrobić roczną przerwę w nauce. Po zakończeniu podróży wróciłem do Szwecji. Początkowo nie mogłem znaleźć pracy, aż w końcu załapałem się na sprzedawcę w firmie zajmującej się fakturowaniem. Tam właśnie zdobyłem doświadczenie w branży płatniczej i przekonałem się, że jest niezagospodarowana przestrzeń, przede wszystkim w sektorze e-commerce, którą będzie można wypełnić. Po roku przerwy wróciłem na studia, ale pomysł o stworzeniu firmy pozostał.
Założył pan firmę wraz z kolegami ze studiów. Niektórzy twierdzą, że przyjaźnie kończą się, gdy zaczyna się biznes. Jak jest naprawdę?
Zawsze istnieją potencjalne problemy związane z taką formą działania. Nas na szczęście to nie dotyczy. Na początku byliśmy bez grosza, pracowaliśmy niezwykle ciężko i mogę z pewnością powiedzieć, że staliśmy się jak bracia. Byliśmy zawsze szczerzy i uczciwi wobec siebie. Poza tym znaliśmy się doskonale, wszystkie nasze zalety i wady, to wszystko zaowocowało udaną współpracą.
Kiedy pana biznes stał się rentowny?
Podczas pierwszej rundy finansowania otrzymaliśmy 60 tys. EUR, po wykorzystaniu zaledwie połowy tej sumy zaczęliśmy być rentowni. Firma zaczęła przynosić zyski. Początek był jednak trudny. Osobiście nie zarabialiśmy żadnych pieniędzy, dopiero w ostatnich trzech latach Klarna zaczęła nabierać wiatru w żagle i nasza sytuacja finansowa się ustabilizowała.
Kiedy pana biznesem zaczęły się interesować fundusze Venture Capital?
To jest interesujące. Nikt się nami nie zainteresował. Globalni gracze, m.in. Sequoia, nie zwracali na nas uwagi. W 2007 r. staraliśmy się zdobyć finansowanie, ale okazało się to niezwykle trudne. Nasze wyniki były fantastyczne, ale w niczym to nie pomagało. Uznaliśmy więc, że sami musimy wykonać ruch. Skontaktowałem się z kolegą w Sztokholmie, który współpracował z funduszem Sequoia. Wybraliśmy się na lunch i zapytałem, czy Sequoia byłaby zainteresowana zainwestowaniem w Klarnę. Nie ma szans — usłyszałem. Dwa miesiące później jeden z przedstawicieli funduszu zadzwonił do mojego przyjaciela i zapytał się, czy nie orientuje się, czy w Skandynawii znajdują się młode spółki oferujące rozwiązania płatnicze. Oczywiście polecona została Klarna. Reszta jest już historią.
Wielu właścicieli małych firm w Polsce nie chce słyszeć o wsparciu ze strony funduszy Venture Capital, bo nie chcą dzielić się swym ukochanym dzieckiem. Co by pan im poradził?
Niestety fundusze Venture Capital nie cieszą się najlepszą reputacją. Wiele osób „sparzyło” się na współpracy z nimi. Młodzi przedsiębiorcy podchodzą sceptycznie do kontaktu z ich przedstawicielami. Z drugiej strony, jeżeli masz pomysł, który działa, to potrzebujesz funduszy na globalną ekspansję. Do tego potrzebne są pieniądze, którymi dysponują właśnie takiefundusze. Niezbędne przy tej współpracy jest wzajemne zaufanie pomiędzy pomysłodawcą projektu i funduszem inwestycyjnym. Jeżeli jednak nie potrzebujesz finansowania z zewnątrz, to zainteresowanie funduszy Ventre Capital nie jest do niczego potrzebne.
Klarna rozwija się dynamicznie na rynkach UE, i w Izraelu. Co dalej?
Jesteśmy skoncentrowani na rozwoju w Europie, dlatego że mamy licencję bankową, którą możemy wykorzystywać w krajach europejskich, ale poza granicami Unii Europejskiej nasza licencja nie obowiązuje. W Izraelu z kolei mamy departament rozwoju, ośrodek badań oraz grupę inżynierów. Rynek w Europie jest potężny, jest wiele możliwości rozwoju, dlatego jesteśmy skoncentrowani właśnie na nim. Jesteśmy obecni w krajach nordyckich, Holandii, Niemczech i Austrii. Naszym priorytetem jest teraz rozwój w Niemczech.
Kiedy przychodzi czas, że właściciel i założyciel firmy dojrzewa do tego, by ostatecznie rozstać się ze swoim dzieckiem? Czy to jest konieczne i nieuniknione?
Nie, definitywnie nie. Mógłbym zarządzać Klarną przez następne 40 lat. W moim odczuciu będzie to biznes rodzinny. Sposób, w jaki firma jest budowana, pozwala nam planować na przyszłość.
Czy ma pan biznesowe plany poza Klarną?
Były bardzo ambitne plany, by każdego roku tworzyć coś nowego. Razem z Nicolasem (współzałożyciel Klarny) w dwa lata po założeniu tej firmy otworzyliśmy kolejną. Klarna rośnie jednak w oszałamiającym tempie, dlatego postanowiłem sprzedać udziały w pozostałych spółkach i skoncentrować się wyłącznie na niej.