Efekt własnego podwórka

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-05-04 00:00

To, że Polacy wolą inwestować czy grać (to jednak dwa zupełnie różne sposoby operowania kapitałem i akcjami) na polskiej giełdzie niż na rynkach zagranicznych, jest oczywiste. Znamy nasze spółki, znamy naszych polityków i wiemy, jak wygląda nasza gospodarka. Nie musimy interpretować sytuacji czytając dane makro — wychodzimy na ulicę, rozmawiamy ze znajomymi i oni czasem szybciej poinformują nas o tym niż ekonomiści. Wiemy, co dzieje się w gospodarce. Komunikacja z domami maklerskimi jest prosta, bo wszyscy mówimy po polsku.

Zapewne napiszę coś, o czym pisać nie wypada, ale wiadomo, że na polskiej giełdzie handel informacjami poufnymi jest normą, a prawo i organy ścigania są zupełnie bezradne. Nie można nie doceniać tego elementu. Jeśli ktoś, tak jak ja, od 11 lat patrzy codziennie, praktycznie bez przerwy, na notowania, to może zobaczyć, jak często kursy spółek czy kontraktów terminowych reagują na istotne wydarzenia jeszcze przed opublikowaniem oficjalnej informacji. Polacy się do tego przyzwyczaili. Na Zachodzie tego nie ma.