Efektywność przedsiębiorstw wcale się nie pogarsza

Andrzej Arendarski
opublikowano: 2000-05-23 00:00

Andrzej Arendarski: Efektywność przedsiębiorstw wcale się nie pogarsza

EFEKTYWNOŚĆ I POLITYKA: Polskim firmom trzeba zapewnić warunki porównywalne do tych, jakimi dysponują ich rywale z krajów Unii — dowodzi Andrzej Arendarski. fot. GK

Wraz z narastaniem zagrożenia kryzysem walutowym coraz częściej słyszy się, że dzieje się tak za sprawą pogarszania się efektywności gospodarowania w polskich przedsiębiorstwach. Właśnie to, jakoby, ma powodować niezdolność do zdobywania nowych rynków, a nawet do utrzymywania dotychczasowych. Także krajowych. Od lat przecież eksport rośnie wolniej niż import. W rezultacie — doszło do powstania ogromnego ujemnego salda na rachunku obrotów bieżących, sięgającego obecnie aż 8,3 proc. w relacji do PKB. Deficyt ten od dawna jest tak duży, że można go sfinansować jedynie dzięki wielkiemu napływowi inwestycji zagranicznych. Już nie tylko tych bezpiecznych, bezpośrednich, ale i ryzykownych, czyli spekulacyjnych.

ZŁA SYTUACJA w handlu zagranicznym Polski ma dowodzić, że coraz gorsza jest efektywność polskich przedsiębiorstw. Tymczasem bliższe przyjrzenie się faktom ujawnia, że opinia ta, choć powszechna, bardzo odległa jest od prawdy. Przedsiębiorstwa bowiem w sposób zdecydowany poprawiają efektywność gospodarowania czynnikami produkcji, a nie — jak się twierdzi — pogarszają. Koszty robocizny oraz zużycie materiałów i energii, a przede wszystkim wydajność pracy stale poprawiają się. Udział kosztów robocizny i surowców oraz energii w przychodach zmniejsza się systematycznie od czterech lat. Jeśli w 1994 r. nakłady na pracę oraz nakłady materiałowe i na energię stanowiły razem 45,7 proc., to w ub. roku już tylko 38,8 proc. Płace i narzuty na płace, mimo wielkiej presji naszego niezamożnego społeczeństwa, spadły w tym czasie z 15,9 do 14,0 proc. Natomiast zużycie materiałów i energii — spadło jeszcze wyraźniej: z 30 proc. w roku 1994 — do 24,4 proc. w 1999 r.

JESZCZE JASKRAWSZY wyraz poprawy efektywności gospodarowania przedsiębiorstw znajdujemy w silnym wzroście wydajności pracy, trwającym od lat. Na przykład w I kwartale 2000 był on tak duży, że cały, ponad 10-proc. przyrost produkcji przemysłowej uzyskano bez przyrostu zatrudnienia. Ze zdumieniem przyjęli to ci, którzy z ożywieniem w produkcji wiązali nadzieję na spadek bezrobocia. Tymczasem bezrobocie powiększyło się, także z tego powodu, że firmy silnie zwiększyły wydajność pracy.

FAKTY WIĘC dowodzą, że w latach 1994-1999 przychody przedsiębiorstw wzrosły 3,4 razy, a zużycie materiałów i energii — 2,7 razy. Koszty robocizny zaś — 2,9 razy. Mogłoby to wskazywać na poprawę sytuacji finansowej przedsiębiorstw, ale tak, niestety, nie jest. Zwiększył się bowiem udział pozostałych kosztów w przychodach — przede wszystkim gwałtownie rosną koszty finansowe. Jeszcze w latach 1994-97 wszystkie koszty w relacji do przychodów stanowiły 96,6 proc., ale już w 1998 roku — 98,1 proc., a w 1999 — nawet 98,8 proc.

DANE TE pokazują, że efekty poprawy gospodarowania czynnikami produkcji zostały „wypompowane” z firm. Przede wszystkim do sektora bankowo-finansowego. A więc to nie z powodu pogarszania się efektywności przedsiębiorstw, ale z warunków, jakie im są tworzone przez politykę gospodarczą i pieniężną, wynika ich dziś kiepska kondycja finansowa i coraz gorsza pozycja konkurencyjna. Właśnie pozycja konkurencyjna, którą wyznacza się z zewnątrz przedsiębiorstwom, decyduje o tym, że przegrywają one w walce o zbyt na rynkach zagranicznych i na rynku krajowym. Oczywiście, wiele jest jeszcze słabości w funkcjonowaniu naszych firm, ale nie da się udowodnić, że dzisiejsze zaburzenia w handlu zagranicznym — to efekt jedynie złego funkcjonowania przedsiębiorstw, a nie polityki gospodarczej i pieniężnej, oderwanej od realnej gospodarki.

Andrzej Arendarski jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej