Gazowy biznes to w Polsce gra dla wytrwałych lub pełnych wiary. Paweł Kamiński wytrwały jest, ale wiary w polski rynek gazu już nie ma. Ten były prezes gazowego PGNiG przez kilka lat rozwijał własną firmę Egesa, doprowadzając ją do pozycji największego na rynku niezależnego sprzedawcę gazu. I odpuścił.



— Zmieniłem model działania i wycofałem się z Polski, bo jest regulacyjnie nieprzewidywalna. Teraz działamy w Niemczech — mówi Paweł Kamiński.
PGNiG nie oddaje rynku
Ruch Egesy ma duże znaczenie, bo to lider wśród niezależnych sprzedawców gazu. Na koniec 2013 r. udział firmy w rynku wynosił 1,17 proc. Mało, ale pamiętajmy, że to rynek trudny, w powijakach i zdominowany przez PGNiG, z udziałem w krajowej sprzedaży na poziomie 94,42 proc. Jego udział wprawdzie topnieje, ale w żółwim tempie — w 2012 r. wynosił 95,22 proc. Tempo liberalizacji rynku jest powolne, bo po pierwsze — PGNiG, naturalnie, broni swojej pozycji, a po drugie — tempo zależy m.in. od działań regulatora, czyli Urzędu Regulacji Energetyki. A ten z jednej strony chętnie by gaz uwolnił, ale z drugiej strony dba o szeroko rozumiane interesy państwa. I tak np. w 2013 r. gazownicy dostali od urzędu taryfy de facto zamrażające rozwój konkurencji, bo w hurcie gaz był droższy niż w detalu. W 2014 r. system taryfowy odzyskał logikę, ale różnica nie dawała niezależnym sprzedawcom wielkiego pola do popisu. Szybkich zmian na lepsze nie należy się spodziewać.
— Zwiększenie różnicy pomiędzy ceną hurtową gazu a ceną detaliczną jest naszym celem, jednak musimy uwzględniać bieżącą sytuację i otoczenie rynkowe. Decydująca jest dywersyfikacja kierunków i źródeł dostaw, wynikającą z potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa — zauważa Maciej Bando, prezes URE.
Z Niemiec do Polski
Niepewne perspektywy uwolnienia rynku gazu zniechęciły w końcu Egesę. Na początku roku oddała konkurencji praktycznie cały portfel klientów — największych odbiorców przemysłowych przejęło PGNiG, mniejszych wziął giełdowy Duon.
Teraz Egesa zaopatruje dwóch klientów, których nazw nie ujawnia. Na rynku słychać, że chodzi o Puławy i Orlen. — Pracujemy nad kontraktami na przyszły rok. Myślę, że w 2015 r. będziemy mieć trzech-czterech klientów — zapowiada Paweł Kamiński. Egesa działa dziś w Niemczech, kupuje gaz na niemieckiej giełdzie i dostarcza odbiorcom w Polsce. Nie obowiązują jej polskie reguły taryfowe. O nowym modelu biznesowym Egesy prezes nie mówi wiele, ale przekonuje, że to obecnie jedyna sensowna droga na rynku gazowym. — Polskie regulacje są nieprzewidywalne. Nie sądzę, by zmieniły się w najbliższych dwóch latach — uważa Paweł Kamiński.
Gaz łatwiej idzie z prądem
Nieco większy optymizm słychać u Bernarda Rutkowskiego, członka zarządu VNG Polska, właściciela Handen (z udziałem 0,69 proc. był w 2013 r. drugim graczem na rynku).
— Egesa nie jest pierwszą firmą, która wycofała się z polskiego rynku, ale ze względu na pozycję rynkową jej ruch faktycznie jest znamienny. Nie dopatrywałbym się w tym jednak przyczyn zewnętrznych. Uważamy, że zmiany na rynku gazu idą w dobrym kierunku, giełda gazu się rozwija, a więcej podmiotów na rynek wchodzi, niż go porzuca — uważa Bernard Rutkowski. Grupa VNG sprzedaje dziś tylko gaz, ale myśli też o wprowadzeniu do sprzedaży energii elektrycznej. Na sprzedaży dwóch paliw bazuje zresztą większość firm na gazowym rynku, również ci nowo wchodzący. Egesa bazowała zaś tylko na gazie.
— Nasz model biznesowy obejmuje dwa produkty, gaz i energię. Na samej energii dałoby się wyżyć, natomiast na samym gazie byłoby mniej stabilnie. Regulacje rynkowe owocują niepewnością — uważa Krzysztof Noga, wiceprezes Duonu (0,54 proc., trzecie miejsce na rynku gazu).