Ekolodzy patrzą energetyce na ręce

Z decyzjami środowiskowymi energetyka już dziś ma problemy. Przepisy są skomplikowane, a ekolodzy — czujni.

Jan Kulczyk chce postawić w Pelplinie dwa bloki węglowe o mocy od 780 MW do 1050 MW każdy i kończy właśnie przetarg na wybór wykonawcy. To przetarg dużego kalibru — wartość całego projektu szacuje się nawet na 12 mld zł. Szyki krzyżują mu jednak ekolodzy, a wśród nich — prężna fundacja ClientEarth. Doprowadziła właśnie do tego, że Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku uchylił decyzję wojewody pomorskiegoo pozwoleniu na budowę Elektrowni Północ. Przedstawiciele Jana Kulczyka bagatelizują sprawę.

— Pozwolenie zostało uchylone jedynie ze względu na uchybienia proceduralne, a nie z powodów merytorycznych. Nie zmienia to harmonogramu naszej inwestycji — zapewnia Marta Wysocka-Antonsen, rzeczniczka Kulczyk Investments. Tymczasem ekolodzy widzą w decyzji sądu poważniejsze konsekwencje.

— Uchylenie pozwolenia na budowę oznacza, że konieczne będzie przeprowadzenie ponownej oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko — podkreśla Robert Rybski, prawnik ClientEarth.

Ta sama fundacja zmusiła wcześniej PGE do wstrzymania gigantycznej inwestycji w Opolu (też dwa bloki warte około 11 mld zł). Doprowadziła do uchylenia decyzji środowiskowej dla tego projektu. Dziś, rok po podpisaniu umowy z wykonawcami, nie dzieje się nic. Wrocławska organizacja Eko-Unia zaskarżyła natomiast decyzję środowiskową dla Elektrowni Turów (też grupa PGE). Czy nowa dyrektywa wydłuży cykl inwestycyjny? — Trudno powiedzieć nie znając szczegółów. Duże inwestycje w energetyce i tak przygotowuje się przez lata, a długie procedowanie nad decyzją środowiskową jest uwzględnione w cyklu inwestycyjnym — mówi Dariusz Lubera, prezes Tauronu.

Obecnie wydanie decyzji, przy której konieczne jest opracowanie raportu środowiskowego i opiniowanie go, trwa około sześciu miesięcy, jeśli nie występują dodatkowe problemy ekologiczne. Potem czeka się na jej uprawomocnienie. Jednak niemal za każdym razem okazuje się, że wydanie decyzji to dopiero połowa drogi. Dalej trzeba przeprowadzić sądową batalię o jej legalność. W obszernej dokumentacji nietrudno znaleźć powód, by raz jeszcze zastanowić się nad prawidłowością powstawania takiego dokumentu. Czas ucieka, a instalacje się starzeją i czekają na modernizację. Ekolodzy chętnie podkreślają, że długie procedury środowiskowe są często winą inwestorów.

— Nie są w stanie odpowiednio przygotować raportów o ocenie oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko — mówi Robert Rybski. Nowe przepisy — według założeń — mają być przyjęte w połowie przyszłego roku, a wdrożone w krajach członkowskich do połowy 2016 r.

— To bardzo ważna dyrektywa i bardzo ważne, by jej przepisy były rozsądne. Dziś decyzja środowiskowa, szczególnie dla dużych inwestycji, jak energetyczne, jest największym utrapieniem dla inwestorów — mówi Robert Oppenheim, p.o. prezesa Polimeksu-Mostostalu (ta firma będzie wykonawcą m.in. bloków w Opolu).

OKIEM ENERGETYKA

Im dłużej, tym gorzej

RJOANNA SCHMID

wiceprezes ds. strategii i rozwoju Tauron

Procedura prowadząca do uzyskania decyzji środowiskowej już dziś jest długotrwała. Uwzględniając konieczność opracowania raportu środowiskowego wraz z opinią, trzeba na nią przewidywać około 6 miesięcy, o ile nie występują problemy natury ekologicznej. Następnie decyzja, której wydanie poprzedzone jest pracami przygotowawczymi, czeka na uprawomocnienie. Dalsze przeciąganie tej procedury istotnie wpłynęłoby na harmonogram nowych inwestycji, który już teraz wydłuża oczekiwanie na liczne zgody i decyzje, nie tylko środowiskowe. Byłoby to niekorzystne dla branży, która musi odbudowywać moce wytwórcze.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska, Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Ekolodzy patrzą energetyce na ręce