Ekonomiści analizowali przyczyny kryzysu

Jarosław Sroka
21-06-2002, 00:00

Premier Leszek Miller zaprosił wczoraj ekonomistów i analityków, którzy na co dzień na łamach „Pulsu Biznesu”, komentują najważniejsze problemy polskiego i międzynarodowego życia gospodarczego. Rekomendują też konkretne rozwiązania uczestnikom tego procesu, czyli przedsiębiorcom i instytucjom finansowym czy organizacjom gospodarczym. „Puls Biznesu” ma przyjemność gościć ich w siedzibie redakcji regularnie co kwartał.

Owocem tych posiedzeń jest bardzo konkretna diagnoza stanu gospodarki oraz — co szczególnie cenne — lista propozycji rozwiązania najbardziej palących problemów. Dlatego też, nieco z przymrużeniem oka, nazwaliśmy tę grupę gabinetem cieni. Szczególną satysfakcję zaś sprawił nam fakt, że pomysł ten przypadł do gustu konkurencyjnym dziennikom, które kopiują nasz pomysł w różnych mutacjach.

Tym bardziej cieszymy się, że także szef polskiego rządu traktuje nasz młody, ale dynamiczny dziennik, jako miejsce, w którym stale gości kompetentna wymiana poglądów na temat kierunków i możliwości rozwoju gospodarki. Wczorajsza dyskusja dowodzi, że palących tematów nie brakuje. Za obecną, nie najlepszą kondycję gospodarki winić należy spowolnienie na świecie — mówią jedni, i każą przeczekać. Jak długo? Na pewno do końca roku. Sami sobie jesteśmy winni obecnego bałaganu i zanim zaczniemy oglądać się na innych, musimy sporo zrobić na własnym podwórku — ripostują inni. Namawiają do bardziej zdecydowanych kroków na polu prywatyzacji, uproszczenia przepisów w celu podniesienia konkurencyjności rodzimych przedsiębiorstw, by mogły stawiać czoła zagranicznej konkurencji — szczególnie po wejściu Polski do Unii Europejskiej.

Przedstawiciele funduszy emerytalnych zwracali wczoraj uwagę na paradoks, iż rodzimy kapitalizm rozwija się w oparciu o zbyt kruche kapitały — stąd obecność zagranicznych pieniędzy, często spekulacyjnych — a z drugiej strony, kasy funduszy emerytalnych puchną od nadmiaru gotówki, której nie ma gdzie sensownie zainwestować. Okazuje się bowiem — to kolejny paradoks — że warszawska giełda nie potrafi skojarzyć tych, którzy pieniędzy pilnie potrzebują, z tymi, którzy niekoniecznie chcą je zamrażać np. w spółkach zdominowanych przez zagraniczny kapitał państwowy (przypadek związku TP SA i France Telecom). Bo w ten sposób pieniądze te wcześniej czy później i tak z kraju wypłyną. To tylko jeden z ciekawszych wątków naszej czwartkowej dyskusji.

Generalnie jednak, nasi goście próbowali odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, by Polska ruszyła wreszcie z miejsca i by wzrost był trwały, by nie wyważać nieistniejących drzwi, a czerpać to co najcenniejsze z doświadczenia krajów lepiej rozwiniętych. Więcej — jak to zrobić, by nie zachwiać kruchej równowagi ekonomicznej, nie prowokować dalszego wzrostu bezrobocia i nie nadwyrężać naszej reputacji na rynkach międzynarodowych, nadwątlonej choćby ostatnim konfliktem rządu z Radą Polityki Pieniężnej.

Trudno było spodziewać się, by jednoznaczne odpowiedzi na te pytania pojawiły się w trakcie dwugodzinnej dyskusji. Nie brakowało jednak postulatów, których rząd nie powinien lekceważyć: prywatyzować, nie dusić przedsiębiorstw zbędnymi przepisami, liberalizować przepływy pieniężne i politykę handlową.

Zawsze lepiej rozmawiać niż nie rozmawiać. I dobrze, jeśli są różne punkty widzenia, bo tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, najczęściej nikt nie myśli zbyt wiele. Ta krótka wymiana poglądów dowodzi, że różnie myślimy, ale to tym lepiej, bo wtedy łatwiej dojść do właściwych wniosków. A na pewno łatwiej nie popełnić błędu — podsumował premier.

Jednocześnie Leszek Miller wyraził ochotę na kolejne spotkania w tym gronie. W imieniu naszych gości trzymamy za słowo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Sroka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Ekonomiści analizowali przyczyny kryzysu