Ekonomiści spierają się o dług

19-10-2010, 14:49

Zmiana unijnej metodologii to zbawienie, czy zagrożenie polskich finansów? Zdania są podzielone.

Wojciech Misiąg, ekonomista Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR) i były wiceminister finansów, ma nadzieję, że Unia Europejska nie przychyli się do polskich postulatów zmiany na naszą korzyść metodologii liczenia długu publicznego. Jego zdaniem, jeśli Eurostat zacznie odejmować od długu koszty reformy emerytalnej, nie tylko nie zmieni to sytuacji polskich finansów publicznych, ale będzie wręcz dla nich groźne.

- Zmiana metodologii nie będzie neutralna, ona będzie szkodliwa. Zobowiązania państwa pozostaną dokładnie te same, ale kilku ważnych ludzi w Polsce uzna, że ma na kolejna parę lat alibi, żeby nie wprowadzać żadnych reform. Wtedy za jakiś czas wyjdą te same problemy co obecnie, tylko w jeszcze większym nasileniu – powiedział Wojciech Misiąg na IV Forum Finansowym, organizowanym przez IBnGR i PTE AXA.

Przeciwnego zdania jest Jerzy Osiatyński, ekonomista Polskiej Akademii Nauk i były minister finansów. Jego zdaniem, reguły finansowe obowiązujące w UE nie odpowiadają rzeczywistości.

- Traktujemy czasem kryteria z Maastricht, mówiące o dopuszczalnych wskaźnikach fiskalnych państw członkowskich, jak dane nam razem z tablicami Mojżeszowymi. Miejmy świadomość, że one były ustalane w latach, kiedy nikt nie mógł przypuszczać, że pojawi się kiedyś problem wpływu reformy emerytalnej na dług publiczny. Polski postulat ma ekonomiczne uzasadnienie – argumentuje Jerzy Osiatyński.

Szacuje się, że proponowane przez Polskę rozwiązania obniżyłyby - przynajmniej na papierze - nasz dług publiczny z 50 proc. PKB do około 35 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Ekonomiści spierają się o dług