Tydzień temu Komisja Europejska zatwierdziła Program Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW) na lata 2014–20, w ramach którego do wykorzystania będzie 13,5 mld EUR. Polska, jak chwali się nasz resort rolnictwa, jest jednym z trzech krajów, które zakończyły negocjacje. Autorzy PROW stwierdzają, że pomimo szybkiego rozwoju rolnictwa ekologicznego na rynek trafia zbyt mało ekoproduktów, także przetworzonych.

Diametralna zmiana
Na co będą ostatecznie mogli liczyć ekologiczni rolnicy? Na bardziej korzystne limity wsparcia niż w pierwotnej wersji projektu.
Z ogromnym sprzeciwem spotkały się zaproponowane poziomy stawek degresywnych, w których wysokość pomocy uzależniona była od wielkości powierzchni objętej wsparciem. W proponowanym projekcie 100 proc. płatności miały otrzymywać tylko gospodarstwa do 10-20 ha (zależnie od rodzaju prowadzonych upraw). W ostatecznej wersji PROW jest limit 50 ha.
Większe gospodarstwa, ale do 100 ha, mogą liczyć na 75 proc. stawki podstawowej, a największe — 60 proc. Podobne poziomy obowiązują w okresie konwersji, a więc w gospodarstwach, które dopiero przestawiają się na ekoprodukcję.
— Poziomy degresywności zmieniły się diametralnie, z czego na pewno wszyscy są zadowoleni. Ważne jest również, to, że nie ma górnego limitu powierzchni gospodarstwa. Uważamy jednak, że zaproponowane stawki na hektar są zbyt niskie. Przy ustalaniu ich wysokości wzięto pod uwagę — jak czytamy –„oszczędności w środkach do produkcji”. Jest to niesłuszne założenie. Ekorolnik używa do produkcji środków ekologicznych, które mogą być nawet droższe niż zwykłe — komentuje Dorota Metera, prezes jednostki certyfikującej Bioekspert.
Pozbawieni płatności
Zdaniem Doroty Metery, niekorzystny dla rolników jest obowiązek odpowiedniego przeznaczania plonu. W dokumencie wymienia się przetwórstwo, sprzedaż, przekazanie do innych gospodarstw i spasanie.
— Praktycznie każde gospodarstwo przeznacza przecież swoją produkcję również na potrzeby własnej rodziny. Rolnicy mają ponadto gospodarstwa agroturystyczne, w których również oferują gościom to, co sami wyprodukują. Nie ma powodu, by byli za to karani i nie dostawali płatności za te powierzchnie. Równie nieżyciowy jest obowiązek uprawy drzew i krzewów w okresie owocowania. Jeśli plantacja np. porzeczek lub malin nie będzie owocowała w pierwszym roku po posadzeniu, to rolnik będzie pozbawiony płatności przez pięć lat trwania programu — tłumaczy Dorota Metera.
Poza wsparciem za każdy hektar ekologiczni rolnicy mogą liczyć na: szkolenia (m.in. dotyczące technologii i organizacji produkcji w gospodarstwie, w tym produkcji ekologicznej), doradztwo w zakresie konkurencyjności, wsparcie na przystępowanie do systemów jakości czy wsparcie działań informacyjnych i promocyjnych realizowanych przez grupy producentów na rynku wewnętrznym.
W wielu przypadkach nie są wyodrębnieni z grupy wszystkich rolników, którzy mogą się o to ubiegać, ale mogą liczyć na preferencje. W przypadku działań promocyjnych zaznaczono, że wsparcie obejmuje m.in. branże, w których przetwarzane są produkty ekologiczne, a w ramach kryteriów wyboru preferowani są wnioskodawcy, którzy nabywają produkty rolne, pochodzące bezpośrednio z gospodarstw ekologicznych.
Podobnie w przetwórstwie i marketingu produktów rolnych wśród kryteriów wyboru może pojawić się przetwarzanie produktów rolnych pochodzących bezpośrednio od producentów ekologicznych. Decyzja o produkcji ekologicznej może przesądzić również o pozytywnym rozpatrzeniu wniosku o pomoc na rozpoczęcie działalności gospodarczej.
Ze wsparcia w ramach modernizacji gospodarstw rolnych wykluczeni są natomiast hodowcy drobiu, chyba że jest to produkcja ekologiczna albo gospodarstwo weźmie pieniądze na zmianę sposobu chowu z konwencjonalnego na ekologiczny. Podobnie jest w przypadku pomocy w rozpoczęciu działalności gospodarczej na rzecz młodych rolników.
Za mało przetwórców
„Rolnictwo ekologiczne jest szansą na rozwój gospodarstw dla wielu rolników, w tym tych posiadających niewielkie gospodarstwa, oparte głównie o własne zasoby siły roboczej. Wytwarzanie produktów ekologicznych przyczynia się do zwiększenia na rynku podaży produktów o wysokiej jakości, coraz częściej poszukiwanych przez konsumentów” — można przeczytać w PROW.
W ostatnich tygodniach przed zatwierdzeniem PROW Zofia Szalczyk, wiceminister rolnictwa, zapowiadała, że na szczególne względy w nowym programie będą mogli liczyć ekologiczni rolnicy organizujący się w grupy. W ostatecznej wersji dokumentu są zapisy, dotyczące preferencji np. dla organizacji zrzeszających producentów wyrobów wysokiej jakości, m.in. produktów rolnictwa ekologicznego.
W opublikowanym w sierpniu Planie Działań dla Żywności i Rolnictwa Ekologicznego w Polsce na lata 2014-20 resort rolnictwa wylicza, że m.in. mamy wciąż mało ekologicznych zakładów przetwórczych. W 2013 r. było to 407, wobec 9183 działających Niemczech, 8957 we Francji czy 5873 we Włoszech. W Polsce, wedle prognoz resortu, ma ich być 700 w 2020 r. Ekologiczne metody produkcji, jak przekonują jego autorzy, pełnią podwójną funkcję społeczną.
„Z jednej strony dostarczają towarów na specyficzny rynek kształtowany przez popyt na produkty ekologiczne, a z drugiej strony są działaniem w interesie publicznym, ponieważ przyczyniają się do ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt i zrównoważonego rozwoju obszarów wiejskich oraz stwarzają miejsca pracy” — napisano w PROW. Poza wsparciem w ramach PROW ekoprodukcja może liczyć na fundusze krajowe.
Resort rolnictwa deklaruje utrzymanie do 2020 r. wsparcia w zakresie badań dotyczących rolnictwa ekologicznego, finansowanie doradztwa i prowadzenie działań informacyjnych i promocyjnych. Sporo w prawie ekologicznym działo się też ostatnio na rynku krajowym. W poniedziałek znowelizowaną ustawę o rolnictwie ekologicznym podpisał prezydent. Odejmuje ona nieco papierkowej roboty jednostkom certyfikującym ekoproducentów.
Chodzi o to, aby nie musiały informować o zmianach nieistotnych z punktu widzenia nadzoru nad produkcją ekologiczną. Zmniejszona została liczba zapisów dotyczących sprawozdawczości gospodarstw ekologicznych. Sprawozdania będzie można przekazywać przez internet, z zastosowaniem podpisu elektronicznego.
Ekobranża ma jednak sporo zastrzeżeń do nowych przepisów. Nasi rozmówcy krytykują (zastrzegając sobie anonimowość) ciągłe regulowanie zawodu inspektora rolnictwa ekologicznego i zwiększoną rolę urzędu nadzoru, a więc Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.
Według danych na koniec 2013 r., w Polsce kontrolą jednostek certyfikujących objętych było 27 tys. producentów ekologicznych, w tym 26,6 tys. gospodarstw prowadzonych na około 670 tys. hektarów.