Kiedy w piątek w Zurychu, na zakończenie obiadu z uczestnikami dorocznej sesji The Institute of International Finance (IIF), usłyszałem wypowiedź Kazimierza Marcinkiewicza — zacytowaną dosłownie u góry tej strony — z wrażenia tak mnie zatkało, że o deserze nie było już mowy. Przecież premier obalił całą argumentację PiS za skróceniem kadencji Sejmu! Ciekawe, jak tę woltę oceni jego pryncypał Jarosław Kaczyński...
Wystąpienie szefa rządu do finansowej elity, odczytane po angielsku (brzmiało mniej więcej jak polszczyzna Benedykta XVI, ale wszyscy rozumieli), składało się z dwóch części. Pierwsza była odbiciem sejmowego exposé i zapraszała inwestorów zagranicznych do Polski. Celem drugiej było natomiast danie propagandowego odporu wrażym komentarzom mediów, wmawiającym rządowi „demony nacjonalizmu”. Trzy charakterystyczne próbki przytaczamy powyżej.
Lejtmotyw wizyty premiera w obcym mu środowisku brzmiał: „Czemu mają słuchać tylko jego, przecież ja też mogę!”. „On”, czyli prezes Leszek Balcerowicz, uczestniczył w obradach IIF od godziny 8.45 do 10.15 i wyjechał, premier Kazimierz Marcinkiewicz gościł zaś od 12.00 do 14.00. Co o takiej demonstracyjnej „mijance” pomyślała światowa finansjera? A była świetna okazja, by przynajmniej na powrót do kraju szef rządu zaprosił szefa banku centralnego na pokład rządowego Tupolewa. Obaj panowie zamknęliby się w saloniku i wysoko pod niebem, oderwani od ziemskich przypadłości, wreszcie odbyliby szczerą, męską rozmowę — dla dobra Polski. Ale widocznie nie jest ona możliwa...