Eksport firm spożywczych w pierwszym kwartale rósł trzy razy wolniej niż w 2006 r. Cierpią zwłaszcza mleczarze.
Sektor rolno-spożywczy, który od czasu wejścia Polski do UE przyzwyczaił nas do kilkudziesięcioprocentowych wzrostów sprzedaży eksportowej w skali roku, traci impet. Z danych Zespołu Monitoringu Zagranicznych Rynków Rolnych (FAMMU/FAPA) wynika, że w I kw. nasz eksport rolno-spożywczy wzrósł tylko o 12 proc. (patrz wykres), wobec 36- -procentowego wzrostu w analogicznym okresie 2006 r. W tym samym czasie import wzrósł o 21 proc., co zmniejszyło nasze dodatnie saldo w handlu zagranicznym żywnością (z 388 do 296 mln EUR).
Eksperci FAMMU/FAPA oceniają, że do zmniejszenia dynamiki przyczyniły się, m.in. mocny złoty, wyczerpywanie się prostych przewag cenowych polskich towarów, ale także wzrost spożycia w kraju.
Duże wyhamowanie eksportu odczuła m.in. branża mleczarska. Ilościowy wzrost eksportu tego sektora w ciągu pierwszych czterech miesięcy roku wyniósł — według Związku Prywatnych Przetwórców Mleka (ZPPM) — zaledwie 0,1 proc. Nieco lepiej wyglądała dynamika wartości (13,9 proc.).
— Tak znacząca różnica między wzrostem eksportu w ujęciu ilościowym a wartościowym spowodowana była gwałtownym wzrostem cen produktów mleczarskich — tłumaczy Elżbieta Nitecka, dyrektor ZPPM.
Jeśli przyjrzeć się bliżej statystykom eksportowym branży mleczarskiej, to widać, że nie dzieje się dobrze. Eksport wielu grup produktowych (np. mleko w proszku, sery dojrzewające) dotknęły dwucyfrowe spadki. Nieco lepiej sytuacja wygląda w innych branżach.
— Spodziewamy się, że w tym roku udział eksportu w sprzedaży wzrośnie z 8 do 11- -12 proc. Przyczyni się do tego m.in. uruchomienie sprzedaży na Ukrainę. Rozmawiamy też o współpracy z zachodnimi sieciami handlowymi — mówi Kazimierz Kustra, dyrektor spółki rybnej Seko.