Unia Europejska stoi na krawędzi recesji — w pierwszym kwartale 2003 r. rozwijała się w tempie zbliżonym do zera. To powinna być zła wiadomość dla Polski, której wzrost zależy głównie od eksportu do UE. Ale nie jest.
Gospodarka 12 krajów strefy euro znajdowała się w trzech pierwszych miesiącach tego roku w fazie stagnacji. Produkt krajowy brutto w Niemczech spadł o 0,2 proc., we Włoszech — o 0,1 proc. i w Holandii — o 0,3 proc. Eksperci Komisji Europejskiej oceniają, że w całym 2003 r. dynamika wzrostu będzie bliska 1 proc.
Gospodarka Eurolandu coraz bardziej odczuwa skutki zwiększania się w Europie liczby osób bez pracy, spadku wydatków konsumentów i słabnącego eksportu. Bezrobocie w strefie euro wzrosło w marcu do najwyższego poziomu od ponad trzech lat. Zdaniem ministrów finansów krajów strefy euro, konieczne jest obniżenie stóp przez Europejski Bank Centralny. Ma to pobudzić konsumpcję i inwestycje oraz przyhamować wzrost wartości euro.
Negatywne informacje napływające z krajów UE powinny martwić polskich eksporterów i analityków. Wszak od dwóch lat eksport jest motorem napędowym naszej gospodarki i jedynie dzięki sprzedaży zagranicznej PKB Polski przekracza 1 proc.
Jednak wszyscy wykazują duży optymizm, mający swoje podłoże w obserwacji rynku w kilkunastu ostatnich miesiącach.
— Praktyka pokazuje, że kryzys w UE nie przekłada się negatywnie na wyniki polskich eksporterów. Nie ma więc podstaw do pisania czarnego scenariusza po słabych wynikach strefy euro w I kwartale 2003 r. — uważa Agata Urbańska, ekonomistka ING Banku Śląskiego.
Polskich producentów cieszy też wysoki kurs euro, który zapewnia większe zyski.
— Dziś zbieramy owoce potężnych inwestycji bezpośrednich, które znacząco poprawiły naszą konkurencyjność. Po wynikach eksportu widać również, że nasze firmy same inwestowały w siebie i dziś mamy pozytywne efekty — dodaje Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BPH PBK.
Zdaniem analityków, recesja w najbogatszych krajach nie powinna nas niepokoić. Przeciwnie — stwarza szansę na ugruntowanie, a nawet wzmocnienie naszej pozycji na tych rynkach.
— Kraj przeżywający trudności będzie poszukiwał nowych, tańszych dostawców. Tutaj rodzi się szansa dla krajów słabiej rozwiniętych, które technologicznie są już w stanie sprostać wymaganiom unijnego klienta, a jednocześnie zaoferować dużo niższą cenę za swoje towary i usługi — twierdzi Agata Urbańska.
Z punktu widzenia polskiej gospodarki, zagrożeniem jest jedynie możliwość ograniczenia zagranicznych inwestycji bezpośrednich, związana z zapaścią u naszych partnerów. Jednak i to nie jest przesądzone.
Okiem eksperta
Nie ma obaw
Zła sytuacja w Niemczech nie wpłynie negatywnie na polski eksport. Niemieckie firmy już teraz przysyłają do Polski półprodukty i tu poprzez spółki zależne wytwarzają gotowe towary, które potem trafiają z powrotem do Niemiec i innych państw. Dlatego spodziewam się dalszego przesunięcia produkcji z Niemiec do Polski, gdzie siła robocza jest tańsza. Oznacza to zwiększenie możliwości polskiego eksportu.
Herbert Quelle
radca handlowy Niemiec