Eksporterzy wyszli za próg

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-11-19 00:00

Polscy kupcy przez lata chadzali tylko dobrze znanymi, najkrótszymi szlakami. W końcu zaczynają wyprawiać się w nieznane

Wyniki polskiej gospodarki z ostatnich lat pokazały, że statystyczny rodzimy eksporter bynajmniej nie jest typem globtrotera. Jeśli już sprzedaje towary za granicą, to najlepiej jak najbliżej i stale tym samym odbiorcom. Nie dość, że Polska ma stosunkowo niewielki udział eksportu w relacji do PKB (46 proc.), to jeszcze wysyłamy nasze produkty głównie do Niemiec i innych krajów Unii Europejskiej. Wyprawy za ocean, do Azji lub choćby do Rosji to dla naszych firm prawdziwa egzotyka i stosunkowo rzadko to ryzyko podejmują.

None
None

Spoczęli na laurach

Z danych Eurostatu wynika, że w 2012 r. Polska wysłała poza UE jedynie 23,2 proc. swojej sprzedaży zagranicznej. To jeden z najniższych odsetków w całej wspólnocie, niższy wynik odnotowały tylko trzy małe gospodarki (Słowacja, Luksemburg i Czechy).

Jeszcze gorzej wypadamy, jeśli weźmiemy pod uwagę wielkość, a więc potencjał naszej gospodarki. Polski eksport poza UE to zaledwie 9 proc. w relacji do PKB. To znowu jeden z najniższych wyników w Unii i najniższy z krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Dla porównania, Litwa wysłała poza UE towary o wartości 28 proc. PKB, Estonia — 25 proc., a Bułgaria 22 proc.

— Po przystąpieniu Polski do Unii w 2004 r. polski eksport przeżył prawdziwą ekspansję. Dostęp do jednolitego unijnego rynku sprawił, że nasza zagraniczna sprzedaż w pierwszych latach po akcesji skokowo wzrosła. Problem w tym, że nasi eksporterzy zatrzymali się w swoich podróżach tuż za granicą państwa. Widocznie uznali, że zwycięskiego składu się nie zmienia, i przez kolejne lata nie szukali nowych kierunków — tłumaczy Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight. Polska w 2012 r. aż 40 proc. swojego eksportu kierowała do bezpośrednich sąsiadów. Do Niemiec trafiło 25 proc.

To pokazuje, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od gospodarki naszego zachodniego sąsiada. W UE tylko niewielkie Dania i Czechy są jeszcze bardziej niż Polska zależne od innego państwa. Czechy kierują do Niemiec 32 proc. eksportu, a Dania 30 proc.

— Akurat w ostatnich kryzysowych latach dobrze się stało, że Polska była powiązana z Niemcami, a nie np. Francją czy Włochami, gdzie kryzys był znacznie silniejszy. Na dłuższą metę jednak dobrze jest mieć mocno zdywersyfikowany eksport. Im więcej mamy powiązań handlowych z różnymi regionami świata, tym bardziej stabilna jest nasza wymiana handlowa i cała gospodarka — mówi Adam Czerniak.

Zachciało się podróży

Na szczęście, ostatnio coś drgnęło. Polscy eksporterzy powoli, ale systematycznie rozszerzają sprzedaż na nowe, dotychczas nieeksplorowane rynki zbytu. Po trzech kwartałach 2013 r. eksport poza UE stanowił już 25,4 proc. całej zagranicznej sprzedaży (o 2,2 pkt proc. więcej niż w całym 2012 r.). Sprzedaż do bogatych krajów zachodniej Europy właściwie stanęła w miejscu, a szybko zaczęła rosnąć do biedniejszych rejonów z innych częściświata. Dynamika eksportu do strefy euro wyniosła tylko 2,5 proc. rok do roku, a do krajów z kategorii „rozwijające się” — o 17,6 proc.

— Polskie firmy nie traktują już Unii jako zamkniętego, samowystarczalnego obszaru, z którego nie ma sensu wychodzić. To bardzo optymistyczna informacja. Każde nowe powiązanie handlowe polskich firm to dobra wiadomość dla gospodarki — mówi prof. Marian Noga, ekonomista Wyższej Szkoły Bankowości we Wrocławiu. Hitem jest eksport do Norwegii (wzrost o 60 proc. w pierwszym półroczu), szybko rośnie też sprzedaż do USA (25 proc.) i na Białoruś (20 proc.). W końcu zaczynamy też powoli wykorzystywać ogromny potencjał Chin (wzrost eksportu o 22 proc. rok do roku). Mamy tu jednak jeszcze sporo do nadrobienia. Polski eksport do Państwa Środka to zaledwie 0,7 proc. PKB, tymczasem w Niemczech to 5,1 proc., a na Słowacji 3,8 proc.

— W ostatnich kwartałach dokonał się pewien mentalny przełom. Recesja w strefie euro uświadomiła polskim przedsiębiorcom, że opierając się na dotychczasowych powiązaniach handlowych, nie są już w stanie silnie zwiększać eksportu. Jeśli chcą iść do przodu, muszą podejmować ryzyko wchodzenia na nowe, mało rozpoznane rynki — mówi Adam Czerniak.

Wszystko wskazuje na to, że ostatni wzrost eksportu poza Unię nie jest tylko jednorazowym zjawiskiem, ale początkiem długotrwałej tendencji.

— Za 10 lat Niemcy i strefa euro nadal będą naszymi głównymi partnerami handlowymi, ale ich udział w całym eksporcie z pewnością będzie niższy niż obecnie — mówi ekonomista Polityki Insight.