Eksportujemy. I to że aż miło!

Marek Knitter
opublikowano: 2003-08-01 00:00

Eksport nadal rośnie, jednak słaby import potwierdza, że popyt wewnętrzny i inwestycyjny wciąż drzemie. Na szczęście deficyt na rachunku bieżącym jest niski — kryzys walutowy więc nam nie grozi.

Tego nie spodziewali się nawet najwięksi optymiści — deficyt na rachunku obrotów bieżących w czerwcu wyniósł jedynie 83 mln EUR wobec prognoz na poziomie 300 mln EUR.

— Tak niski jego poziom wynika przede wszystkim z niższego salda obrotów towarowych — mówi Emilia Skrok, analityk Pekao SA.

— Zanotowano też istotną nadwyżkę niesklasyfikowanych obrotów bieżących. Związany jest on głównie z handlem przygranicznym, a także eksportem tzw. walizkowym i pozostawieniem w Polsce przez osoby przyjezdne w kantorach walut — dodaje Łukasz Tarnawa, główny analityk PKO BP.

Dodatkowo nie doszło do nasilenia przez zachodnie firmy działające w Polsce przelewów zysków za granicę za 2002 r. Należy również zauważyć, że spadła znacznie w porównaniu z rokiem ubiegłym turystyka zagraniczna — Polacy mniej pieniędzy wywożą za granicę.

— Roczny deficyt na koniec czerwca spadł do 2,7 proc. PKB. I tak już raczej zostanie: liczymy, że na koniec roku wzrośnie najwyżej do 3 proc. PKB — mówi Emilia Skrok.

Eksport, wyrażony w euro, wzrósł w czerwcu o 7,8 proc. wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. Silne euro sprzyja z pewnością wyższej dynamice. Świadczy to również o rosnącej konkurencyjności polskich firm — mimo nie najlepszej sytuacji gospodarczej u naszych partnerów — zwłaszcza Niemiec.

— Dynamika eksportu nadal będzie wysoka. Spodziewamy się tylko lekkiego spadku w IV kwartale, który będzie wynikał głównie z efektu niskiej bazy statystycznej — mówi Emilia Skrok.

W czerwcu udało się też zahamować spadek importu — w porównaniu z rokiem ubiegłym wzrósł on o 0,3 proc. Jednak za wcześnie, by mówić o większej poprawie sytuacji gospodarczej w Polsce.

— Ten lekki wzrost importu dotyczy przede wszystkim zaopatrzenia. Przedsiębiorstwa produkujące głównie na eksport potrzebują komponentów, które muszą sprowadzać z zagranicy. Niestety, nie świadczy to jeszcze o znaczącym wzroście inwestycji ani pobudzeniu popytu wewnętrznego — uważa Łukasz Tarnawa.