Ekwador Marcina Paruzela

28-12-2017, 22:00

Prezes RES Polska proponuje, by zwiedzanie Ameryki Południowej zacząć od Ekwadoru, który ma wszystko, co oferuje kontynent, a jest bezpieczny, tani, niezepsuty turystyką. Najlepiej pozna się kraj i ludzi, podróżując komunikacją publiczną.

Postanowiłem połączyć wyjazd i zwiedzanie z nauką języka. Hiszpański jest drugim najpopularniejszym językiem na świecie, dlaczego więc nie postawić na edukację tam, gdzie nim mówią? Plusem jest cena kursu i pobytu w Ekwadorze. Można zwiedzić Amerykę Południową, a jednocześnie mieć poczucie, że się zainwestowało w siebie i nie przeznaczyło całego miesiąca wyłącznie na wakacje. Cztery godziny nauki dziennie, a przy okazji wejście w kulturę, relacje z miejscowymi, rozmowy z nimi, przebywanie wśród nich. Dostaje się wiedzę, której zwykły turysta nie nabędzie, a w każdym razie nie od razu. Na przykład w Quito, stolicy Ekwadoru, nocą najlepiej jeździć taksówką, ale najpierw trzeba spytać o taksometr. I jeśli go nie ma, po prostu nie wsiadać, bo turyście zawsze policzą drożej. Pierwszy raz byłem w Ameryce Południowej w 2011 r., drugi — na przełomie listopada i grudnia 2017 r. Na początek polecam Ekwador — ze względu na bezpieczeństwo podróżowania, epidemiologiczne i inne powody. Można stamtąd pojechać do Peru, Kolumbii, dla mnie za każdym razem było to zwiedzanie trzech krajów. Ekwador to Ameryka Południowa w pigułce. Ma wybrzeże (costa) z fantastycznymi, jeszcze nie skomercjalizowanymi plażami, Amazonię i góry (sierrę). Należą do niego również Wyspy Galapagos.

Manta i Montanita. W Mancie odbyłem pierwszy kurs w 2011 r. To miasto portowe, z basenem pełnym różnej wielkości jednostek, małymi stoczniami remontowymi i nabrzeżami do załadunku. I naturalnie także z obiektami turystycznymi, dużą piaszczystą plażą i zapleczem gastronomicznym. W kwietniu 2016 r. Manta ucierpiała z powodu trzęsienia ziemi. Zginęło ponad 200 osób (kilkaset w całym Ekwadorze), wiele budynków runęło, a jeszcze więcej zostało uszkodzonych. W 2011 r. zaplanowałem, że drugi kurs odbędę w Montanicie. W tym roku plan zrealizowałem. To miasteczko turystyczne nad Oceanem Spokojnym. Kolorowe, w stylu hippie, pełne barów i restauracji. Ma piękne plaże. Mała lokalna społeczność, wszyscy się znają, panuje przyjacielska atmosfera. Bardzo dobre miejsce na naukę języka... i do surfowania oraz innych wodnych atrakcji. Największe miasto Ekwadoru to Guayaquil — nie polecam. Moloch, z tą zaletą, że terminal autobusowy jest przyklejony do lotniska. Czytelny, logiczny, schludny i bezpieczny. Oferuje bardzo dobre połączenia z całym Ekwadorem. W 2011 r. szef szkoły językowej odradzał nawet przylot do Guayaquil, dzisiaj już jest wystarczająco bezpiecznie na transfer, ale nocleg w mieście... hmm, taksówką i trzeba na siebie uważać.

Autobusem i pieszo. Po kursie miałem wielką przyjemność samodzielnego przejechania kraju i dogadywania się po hiszpańsku z jego mieszkańcami. Mieszkałem w hostelach, hotelach, a na wybrzeżu w tzw. cabanias, czyli chatkach z trzciny i bambusa. Noclegi są tanie, standard do przyjęcia, jeśli ktoś nie ma dużych wymagań.

Niesamowitym przeżyciem było podróżowanie ekwadorskimi drogami, zwłaszcza górskimi. Są niebezpieczne. Łatwo o wypadek przeładowanych autobusów. Zresztą poruszanie się autobusem po Ameryce Łacińskiej to wielka przygoda. Poznaje się nie tylko okolice, ale również ludzi. Kierowca nie liczy, ile biletów sprzedał. Nie ma sensu pytać o numer miejsca. W autobusach, również miejskich, kwitnie handel obwoźny. W dalekobieżnych można obejrzeć najnowsze produkcje hollywoodzkie, najpierw tłumaczone na język rosyjski, a na kopiach są hiszpańskie napisy. Można też posłuchać śpiewu. Oczywiście są i nowoczesne klimatyzowane autobusy dalekobieżne, ale wolę te tradycyjne, bo tu jest „folklor”.

Małe Galapagos. Isla de la Plata zwana jest Galapagos dla ubogich albo Małe Galapagos. Przejazd z Ekwadoru kosztuje około tysiąca dolarów, przeloty organizują firmy zobligowane limitami osób, które mogą przebywać na wyspach jednocześnie — Isla de la Plata jest tańszą opcją. Oferuje podobne krajobrazy do Galapagos, a przy tym fantastyczne możliwości nurkowania. Fauna morska przyprawia o zawrót głowy. Gigantyczne żółwie, ławice kolorowych ryb, wieloryby, delfiny, lwy morskie... Do tego wiele gatunków ptaków: głuptaki czerwononogie i niebieskonogie, fregaty wielkie z czerwonymi brzuchami, albatrosy... Wyspa jest niezamieszkała i także obowiązują tam limity wjazdu, a przewodnicy kontrolują ruch na szlakach. Dopływa się łodzią, np. z Puerto Lopez. Rejs trwa około godziny.

Amazonia i sierra. W ekwadorskiej części Amazonii drogi szutrowe sięgają głęboko w dżunglę, która jest częściowo zamieszkała przez Indian. Ale jeśli się pojedzie głębiej w las, zaczyna się uczta dla oczu — małpy, węże, kajmany, żółwie i niezliczona ilość ptaków: tukanów, papug, kolibrów. Nie boją się ludzi.

Rzeki Amazonii oferują fantastyczny rafting, a las, wodospady, okazy przyrody — niezapomnianą radość wędrówki. Dalej zaczyna się sierra z wulkanem Cotopaxi o regularnym stożkowatym kształcie. To jeden z najwyższych wulkanów na świecie, około 6000 m npm. Na szczycie zawsze ośnieżony. Bywa zachmurzony, więc nie zawsze daje się zobaczyć. Jest ciągle czynny. Wybuchał kilkadziesiąt razy, ostatnio w 2015 r. Najsilniejsza erupcja miała miejsce w XVI w. Góra znajduje się na terenie Parku Narodowego Cotopaxi, który częściowo obrasta równikowy las górski, przechodzący wyżej w tzw. paramo, czyli wysokogórskie krzewy, a od mniej więcej 4300 m zaczyna się strefa wiecznego śniegu. W parku żyją typowe zwierzęta andyjskie: lama, kozioł śnieżny, kondor... Wulkan Sangay w wysokich Andach, około 160 km od Quito, należy do tzw. drogi wulkanów. To około 30 czynnych stożków skupionych na niewielkim terenie. Piekielna rodzina.

Cuenca. Trafiłem do pięknego postkolonialnego miasteczka Cuenca — bogatego w pozostałości kultury inkaskiej, architektury prekolumbijskiej. Stare miasto jak z filmów przygodowych — wypicie kawy w takim otoczeniu to fajne przeżycie. Przed dalszą podróżą konieczna jest aklimatyzacja, więc warto kilka dni pobyć w Cuence, na wysokości 2600-2700 m. Tu wyrabia się słynne kapelusze panamy. Można też kupić inne lokalne wyroby, m.in. ze srebra. W okolicy jest kilka takich przypominających skanseny miejscowości. Panuje w nich niepowtarzalny klimat. Panie chodzą w kapeluszach, ponczach, charakterystycznych spódnicach, panowie też w tradycyjnych strojach. Ich wielobarwność cieszy oczy. Ciekawym przeżyciem jest przejazd z Cuenki do Quito, czyli już w Andach. Po drodze ogląda się całą galerię szczytów, wiele to wulkany, m.in. Cotopaxi i Pichincha (u jego stóp leży Quito). Najwyższy szczyt Ekwadoru, Chimburazo (wygasły wulkan, ponad 6300 m npm) jest w całości parkiem narodowym. Widoki bajeczne, czuje się wysokość, a jednocześnie choć to właściwie równik, przed oczami ma się śnieg.

W cieniu wulkanu. Quito leży w górach, w kotlinie zamkniętej skalnymi ścianami. Otoczone wulkanami (zbudowane na zboczach czynnego wulkanu Pichincha), żyje w stałym zagrożeniu. To chyba jedyne takie miasto na świecie. Malownicze, pełne klimatu, z licznymi nawiązaniami do czasów konkwisty (mury obronne) i pokolonialnych pamiątek. Kolorowe przedmieścia rozlewają się bezładnie po zboczach. Kilka lat temu była tam strefa specjalnie dla turystów, nazywali ją Gringolandia, dzisiaj jest Antigua i Zona, gdzie niby nocą jest bezpiecznie… Ale jest też wiele dzielnic, gdzie cudzoziemiec jest ciekawostką. W niektórych miejscach po zmroku się nie spaceruje, chociaż generalnie miasto nie jest szczególnie niebezpieczne. Jest nowe lotnisko i nie trzeba już lądować po kaskadersku jak jeszcze parę lat temu. Jest nieco oddalone od centrum i taryfa za dojazd do miasta — nie podlegająca negocjacjom — wynosi 26 dolarów.

Dodatkowe wrażenia zapewnia kolejka linowa z miasta na szczyt Cruz Loma — z wysokości około 2800 m npm wjeżdza się na 4000 m i organizm od razu o tym informuje.

Jedzenie i pamiątki. Trudno liczyć w Ekwadorze na bardzo wyszukaną kuchnię. W sprawach jedzenia zdałem się na porady autochtonów. Na wybrzeżu — ryby i owoce morza. Im dalej w głąb lądu, tym więcej je się płodów ziemi. Bardzo dużo ryżu, kukurydzy. Różne gatunki ziemniaków i coś w rodzaju naszej soczewicy. Ciekawym doświadczeniem jest jedzenia gotowanej jukki jako dodatku do obiadu. Są fantastyczne restauracje, podobne do naszych barów mlecznych, z pełnym obiadem (zupa, drugie danie i sok) za trzy, cztery dolary. Śniadanie kosztuje dwa dolary. Na co dzień je się różne rodzaje bananów, m.in. smażone platany. Zresztą Ekwador jest jednym z największych na świecie eksporterów bananów. Jest tam jednak bardzo dużo przeróżnych owoców, wielu nazw nawet nie znam. Podają wyciskane z nich pyszne soki. Wyjeżdżając, wypycham walizkę pamiątkami. Z Ekwadoru pochodzi alpaka, czyli wełna zwierzęcia przypominającego lamę, ale należącego do wielbłądowatych, żyjącego wysoko w górach. Może mieć różne kolory: od białego przez beże i brązy po czarny. Ma wyjątkowe właściwości termiczne. Wytwarza się z niej koce, kołdry o właściwościach zdrowotnych, poncza i garderobę najwyższej jakości. Drugi produkt narodowy Ekwadoru to kapelusz panama. Nazwa wzięła się od nakrycia głowy pracowników zatrudnionych przy budowie Kanału Panamskiego. Byli to m.in. Ekwadorczycy, a z nimi przyjechały ich kapelusze. Wyplata się je z liści łyczkowca, a liczba włókien w splocie stanowi o jakości wyrobu i jego cenie. Największym producentem panam jest Cuenca, chociaż najpopularniejszym ośrodkiem produkcji (tu też wysoka jakość) jest miasto Montecristi. &

Marcin Paruzel

Absolwent Wydziału Mechanicznego Technologicznego Politechniki Śląskiej i Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prezes RES Polska, firmy świadczącej serwis inżynierski, zapewniający ciągłość procesów produkcyjnych. Pasjonat podróży, psów, muzyki rockowej, jazdy na nartach i cross fitu.

Atrakcje. Park Narodowy Cajas, 35 km od miasta Cuenca, wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO ze względu na zabytkową architekturą centrum, port rybacki w mieście Manta nad Oceanem Spokojnym, papugi w dżungli amazońskiej — to tylko ułamek tego, co czeka na turystę w Ekwadorze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Danuta Hernik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ekwador Marcina Paruzela