Ich komin stoi w polskiej stacji polarnej na Spitsbergenie. Jego elementy są tak estetyczne, że zdarzało się, iż kupowano je jako ogrodzenie.
— Komin sześćdziesięciometrowy? Proszę bardzo. Choć 90 proc. naszej produkcji jest montowana w budownictwie jedno- i wielorodzinnym. Dzisiaj co trzeci nowo powstający w kraju dom ma montowany nasz system kominowy — nie ukrywa dumy Rudolf Kania, prezes zarządu spółki Schiedel.
Firma jest największym producentem systemów kominowych w Polsce.
Początki
— Kiedyś spotkałem dwóch biznesmenów, którzy chcieli powołać w Polsce firmę sprzedającą systemy kominowe. Pełniłem wówczas rolę tłumacza, panowie poprosili mnie o przygotowanie dokumentów do rejestracji spółki i wyszukanie odpowiedniego miejsca do jej funkcjonowania. Chyba dobrze wywiązałem się z zadania, bo wkrótce zaproponowali mi stałą pracę, a później stanowisko dyrektora i prezesa — opowiada Rudolf Kania.
W 1995 roku otwarto w Opolu przedstawicielstwo handlowe Schiedel. Trzy lata później kolejne biuro handlowe powstało w Toruniu. Sprzedaż rosła dynamicznie i dość szybko zapadła decyzja o budowie fabryki.
— I znów Opole, ponieważ w tej części kraju mieliśmy największy zbyt. W dwa lata postawiliśmy zakład. W 1999 roku rozpoczęliśmy produkcję. Wcześniej tu były łąki — pokazuje prezes.
Wkrótce w opolskiej fabryce wyczerpały się moce produkcyjne.
— W 2003 roku uruchomiliśmy nasz drugi zakład produkcyjny, w Lubiczu Dolnym koło Torunia. Tym razem zaadaptowaliśmy już istniejące pomieszczenia, zajęło nam to zaledwie dziewięć miesięcy — wspomina Rudolf Kania.
To z tego zakładu najwięcej firma eksportuje na Litwę i Łotwę, wkrótce zamierza również zdobyć rynek fiński.
Czyścić trzeba nawet złoto
Odbiorcami Schiedla w Polsce są głównie hurtownie materiałów budowlanych (około 600 partnerów), kominiarze oraz firmy budowlane. Są one szkolone z zakresu instalacji systemów kominowych.
— Tylko wtedy będziemy mieć pewność, że nasze kominy będą znacznie trwalsze niż udzielana 30--letnia gwarancja — mówi prezes Kania.
Manewrujemy na placu załadunkowym, by zatrzymać się przy keramzycie. To drobna glinka wypalana w specjalnej technologii. Jest niezwykle lekka.
— Dostarczają ją miejscowe przedsiębiorstwa, tak samo jak cement, piasek, wełnę mineralną, elementy metalowe i dodatki uszlachetniające. Z Czech i Niemiec przywozimy wysokogatunkową ceramikę — wymienia Rudolf Kania.
Import stanowi dziś zaledwie jedną trzecią całości sprzedaży, co świadczy o dużej samodzielności i regionalizacji firmy. Firma ściśle współpracuje z kominiarzami i architektami, którzy wskazują umiejscowienie systemu kominowego w bryle budynku.
— Każdy komin trzeba czyścić i nie można tego lekceważyć. Co roku dziesiątki ludzi zaniedbanie przypłaca życiem. Naturalnie, obecne kominy z gładką powierzchnią nie zatrzymują takich ilości sadzy, jak stare ceglane, ale myślę, że kominiarz to zawód z przyszłością — wyrokuje Rudolf Kania.
Nowoczesna tradycyjność
Postęp, jaki dokonał się w latach osiemdziesiątych w sposobie ogrzewania mieszkań, odcisnął wyraźne piętno na budowie systemów kominowych i wentylacyjnych. Pojawiająca się w kominie wilgoć podczas spalania gazu i oleju powstała w wyniku obniżenia temperatury spalin poniżej ich punktu rosy, łączy się z substancjami spalania, tworząc m.in. kwas siarkawy.
— Proszę sobie wyobrazić, co by się działo z tradycyjnym kominem, który nie jest odporny na te substancje? Nowoczesny komin musi być kwasoodporny, gazoszczelny i ognioodporny. Między piecem a kominem musi istnieć swoista harmonia — tłumaczy prezes Kania.
Nie martwi się o przyszłość przedsiębiorstwa. Od roku szefuje też firmie Schiedel na Litwie.
— W Polsce trwa koniunktura w budownictwie, a przed nami otwierają się rynki wschodnie. Tam, gdzie istnieją jeszcze ślady polskiej myśli budowlanej sprzed lat, domy mają podobne rozwiązania do tych w Polsce. Nasze plany to Ukraina i Rosja — zdradza Rudolf Kania.
Już w latach 70. w Europie Zachodniej zaczęto stosować kotły z zamkniętą komorą spalania. Coraz częściej są one montowane w Polsce.
— Zgodnie z tradycją budowlaną, spaliny z takiego kotła powinny być wyprowadzone ponad dach przez kominy typu SPS, czyli systemy powietrzno-spalinowe. Jednak zdarza się, że wyprowadzane są także rurą przez ścianę na zewnątrz. Niestety, po czasie pojawiają się kłopoty, m.in. zniszczona elewacja. Nie widzę przyszłości przed takim rozwiązaniem u nas, w kraju. Jesteśmy tradycjonalistami i estetami — mówi Rudolf Kania.
Podchodzimy do betonowych elementów. Prezes niemal bez wysiłku podnosi spore bloczki.
— To dzięki moim wizytom w siłowni. Całymi dniami przesiaduję w pracy, więc czas wolny muszę spędzać aktywnie. Syn mnie mobilizuje, razem biegamy i gramy w ringo. Kalorie też trzeba spalać — uśmiecha się Rudolf Kania.
