Ostatniego dnia notowań posiadacze akcji Elektrimu stracili ducha walki. Akcje ulubionej spółki spekulantów potaniały o 12,88 proc. do 6,01 zł. Obroty sięgnęły 11,09 mln zł.
Przed sesją informację o sprzedaży posiadanych akcji podał giełdowy Stormm, w którym udziały ma znana inwestorka Elżbieta Sjöblom. Natomiast ona sama —jak się dowiedział „PB” — zatrzymała własny pakiet walorów, stanowiący ponad 5 proc. udziałów w kapitale spółki.
— Nie odpowiedziałem na wezwanie. Nie chcę jednak komentować teraz tej decyzji — powiedział „PB” Maciej Niebrzydowski, zarządzający portfelem swojej matki, Elżbiety Sjöblom.
Sprawa honoru
Czy chodzi o prestiż? Przypomnijmy, że
kilka miesięcy temu właśnie na łamach „Pulsu Biznesu” inwestor przyznał, że
kupuje akcje Elektrimu. Wierzył, że spółka, do której nadal należą cenne aktywa,
może odzyskać jeszcze dawną wielkość i zapewnił, że będzie to długofalowa
inwestycja. Akcje wycenił na 45 zł — w najgorszym scenariuszu. W najlepszym
miały osiągnąć wartość trzycyfrową. Jednak okazało się, że przyjęty przez niego
wariant wcale nie jest najczarniejszy.
Sporą część posiadanych akcji Maciej Niebrzydowski kupował, kiedy kosztowały powyżej 10 zł. To oznacza, że na inwestycji mógł stracić kilkadziesiąt procent.
Stormm bez akcji
Giełdowy Stormm, w którym Elżbieta
Sjöblom ma 33 proc. udziałów, ogłosił wczoraj, że odpowie na wezwanie. Ze
sprzedaży 2,3 mln akcji Elektrimu Stormm uzyska blisko 18 mln zł. Według
wyliczeń zarządu, zarobił na tej inwestycji 3,7 mln zł.
— To niewielka suma w porównaniu z naszymi aktywami. Przeznaczymy ją na nowe projekty związane z inwestycjami kapitałowymi — mówi Krzysztof Kosiorek-Sobolewski, prezes i właściciel kolejnych 33 proc. Stormmu.
O żadnych szczegółach prezes nie chce mówić. Decyzje w tej sprawie mają zapaść na przełomie stycznia i lutego. Czy Stormm dokupi akcje Jago?
— Mogę jedynie powtórzyć, że inwestycję w tę spółkę traktujemy priorytetowo i nie wykluczamy zwiększenia zaangażowania —dodaje Krzysztof Kosiorek-Sobolewski.
Drobni wciąż wierzą
Wokół Elektrimu zawsze istniała
grupa oddanych spółce drobnych akcjonariuszy. Część z nich nie odpowiedziała na
wezwanie i nadal wierzy, że w przyszłości zarobią na walorach Elektrimu. Na
forach internetowych iskrą nadziei ma być tzw. sprawa Staszaka. W 2003 roku
powiązany z Elektrimem Dariusz Staszak na podstawie nabytej niewielkiej
wierzytelności wniósł przeciwko spółce powództwo, jednocześnie domagał się
unieważnienia umowy powierniczej. W listopadzie poznański sąd stwierdził
nieważność umowy powierniczej z 15 listopada 2002 r.
Wyrok nadal nie jest
prawomocny. Niektórzy inwestorzy liczą, że na tej podstawie okaże się, że
Elektrim nie musi spłacać obligatariuszy i zniknie powód upadłości.