Elektronika nie zawsze gwarantuje bezpieczeństwo
Procesory, układy scalone oraz elektroniczne czujniki to już praktycznie norma jeśli chodzi o wyposażenie samochodu. Niemal wszyscy producenci bezpieczeństwo pasażerów swoich aut powierzają elektronice, która niestety nie zawsze wystarcza.
Od wielu lat inżynierowie z koncernów samochodowych sukcesywnie wzbogacają projektowane pojazdy o kolejne dodatki elektroniczne. System ABS, który kilka lat temu był jeszcze nowością, teraz jest już standardem i nie robi na nikim większego wrażenia. Obecnie jednak technika pozwala wyposażyć pojazd nawet w kilka systemów elektronicznych, które wspomagają układ hamulcowy, układ napędowy lub zawieszenie pojazdu.
Zbytek czy potrzeba
Oczywiście wszystkie innowacje wprowadzane są w jakimś celu. Jeśli chodzi o samochody to najważniejszą kwestią jest bezpieczeństwo podróżujących. Montowanie w autach silników osiągających moc od 200 KM w górę musi pociągnąć za sobą modernizację praktycznie wszystkich elementów pojazdu. Dlatego właśnie samochody wyposażane są w komputery, które w mniejszym lub większym stopniu kontrolują poczynania kierowcy. Większość z tych systemów posiada możliwość samoczynnej regulacji niektórych procesów, jak na przykład rozdział siły hamowania zależnie od podłoża, po którym porusza się samochód, lub regulacja momentu obrotowego przenoszonego na koła.
Podobno wiara czyni cuda , niestety jeśli spojrzy się na nasze drogi, a szczególnie na samochody biorące udział wypadkach, teoria ta szybko upada. Oczywiście nie jest to krytyka konstrukcji wyposażonych w najnowsze zdobycze techniki, ale raczej niefrasobliwości ich użytkowników. Większość osób kupujących nowe, luksusowe auto bardzo szczegółowo zapoznaje się z ofertą wyposażenia pojazdu. Wtedy właśnie dowiadują się o niezwykłych systemach bezpieczeństwa zamontowanych w aucie. Potem scenariusz jest już dość prosty — prędkość drogowa ponad 150 km/h, ułamek sekundy i nieszczęście. Większość kierowców, którzy mają to szczęście, że przeżyją, tłumaczy potem całe zdarzenie awarią jakiegoś systemu czy urządzenia. Niestety prawie nikt nie przyznaje, że zawiodła go wyobraźnia, poczucie zdrowego rozsądku i bezgraniczna wiara w niezawodność samochodu.
Trzeba umieć
Wypadki zdarzają się zawsze, należy jednak pamiętać, że nie zawsze elektroniczne systemy są w stanie pomóc wyjść cało z opresji. Zabezpieczenia te nie są polisą na życie, a jedynie ułatwieniem w prowadzeniu samochodu. Wielu kierowców mających dobre auta lekceważy swój brak umiejętności i zamiast je doskonalić, liczy na technikę. Obecnie w wielu miastach powstają szkoły jazdy, które nie uczą zasad ruchu, lecz pozwalają podciągnąć umiejętności kierowania. Głównym zadaniem instruktorów w tych szkołach jest nauczenie prowadzących, że można jeździć po każdej — nawet śliskiej nawierzchni — tylko trzeba wiedzieć, jak. Andrzej Czerczak, jeden z organizatorów Akademii Bezpiecznej Jazdy, twierdzi, że kierowcy przychodzący na kurs doszkalający nie potrafią sobie radzić w sytuacjach ekstremalnych.
— Nasi instruktorzy pokazują kursantom, jak radzić sobie w sytuacjach awaryjnych, jak np. nagłe hamowanie na śliskiej nawierzchni, omijanie przeszkód lub wyprowadzanie samochodu z poślizgów — informuje Andrzej Czerczak.
Zdaniem specjalistów, to kierowca a nie samochód ma być gwarancją bezpiecznej jazdy.
Krzysztof Kluska