Elektrownie: brak szans na udaną prywatyzację

Agnieszka Berger
opublikowano: 2003-06-05 00:00

Jeśli nie powiedzie się prywatyzacja Zespołu Elektrowni Ostrołęka — a na to się zanosi — spółka może trafić do Południowego Koncernu Energetycznego lub do grupy Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Nie wiadomo natomiast, jaki los spotka Elektrownię Kozienice, jeżeli z przetargu wycofają się Brytyjczycy, jedyni konkurenci Electrabela.

Jak pisaliśmy, brytyjskie International Power, które obok Elektrowni Połaniec (kontrolowanej przez belgijskiego Electrabela) złożyło wstępną ofertę w przetargu na Elektrownię Kozienice, uzależnia swój udział w prywatyzacji spółki od planów polskich władz w zakresie pionowej konsolidacji energetyki. Z nieoficjalnych informacji wynika, że właśnie z tego powodu opóźnia się due diligence Kozienic. Brytyjski inwestor, który obawia się administracyjnego tworzenia w Polsce koncernów produkcyjno-dystrybucyjnych, nie chce przystąpić do badania spółki, dopóki nie otrzyma jasnej deklaracji resortu skarbu.

— Prawdopodobnie nie otrzyma jej wcale, co może oznaczać, że International Power wycofa się z przetargu, pozostawiając na placu boju tylko Belgów z Electrabela. To z kolei spowoduje prawdopodobnie unieważnienie całej procedury — twierdzi anonimowy przedstawiciel jednej z firm doradczych.

Wszystko wskazuje na to, że podobny los spotka podszczeciński Zespół Elektrowni Dolna Odra (ZEDO), na który Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) otrzymało tylko jedną ważną ofertę — również od kontrolowanego przez Belgów Połańca.

— Apetyt na Dolną Odrę ma Południowy Koncern Energetyczny (PKE). Jednak w przypadku ZEDO konsolidacja nie wydaje się konieczna. Lepszym rozwiązaniem może być przeczekanie złych czasów i ponowienie próby indywidualnej prywatyzacji. To samo dotyczy Kozienic, największej w kraju elektrowni opalanej węglem kamiennym — komentuje ekspert.

Najtrudniejszym problemem wydaje się los Zespołu Elektrowni Ostrołęka (ZEO) — najmniejszej spośród aktualnie prywatyzowanych firm z sektora.

ZEO boryka się z przerostem mocy produkcyjnych i zatrudnienia (około 1,3 tys. osób). Problemem są również wysokie koszty transportu węgla do elektrowni położonej w tak dużym oddaleniu od Śląska. Dodatnia wartość spółki wynika niemal wyłącznie z jej lokalizacji w krajowym systemie energetycznym, która sprawia, że ZEO jest jedynym dostawcą prądu dla północno-wschodniej części Polski. Tylko dlatego zainteresował się nią jedyny zakwalifikowany do przetargu oferent — Electrabel (występujący oczywiście, jak zwykle, za pośrednictwem Połańca). Nieoficjalnie mówi się jednak, że Belgowie zaoferowali za spółkę zaledwie równowartość jej rocznej amortyzacji — co oczywiście jest nie do przyjęcia dla sprzedającego.

Ponadto sprzedaży ZEO Electrabelowi wciąż ostro sprzeciwiają się ostrołęccy związkowcy — w obawie przed zwolnieniami, które po prywatyzacji będą nieuniknione. Związkom zawodowym nie podoba się też drugi potencjalny inwestor — producent papieru Intercell, który jest największym klientem należącej do ZEO elektrociepłowni. Oferta Intercella została wstępnie zdyskwalifikowana przez MSP.

— Inwestor był zainteresowany tylko zakupem elektrociepłowni. Wraz z nią gotów był przejąć około połowy załogi, z której pozostawiłby najwyżej 200 osób — mówi Barbara Osińska, szefowa związku energetyków w ZEO.

Związkowcy chcieliby, żeby ich spółka dołączyła do Południowego Koncernu Energetycznego, bo — w ich ocenie — zapewniłoby to utrzymanie miejsc pracy. Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że opóźniłoby to tylko konieczne zmiany. Mówi się również o możliwości włączenia ZEO do grupy Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE) — a konkretnie do kontrolowanych przez operatora Elektrowni Szczytowo-Pompowych (ESP).

— Wtedy zniknęłaby motywacja do budowy linii przesyłowej Białystok-Olsztyn umożliwiającej wyeliminowanie ZEO z krajowego systemu. Jednak po ewentualnym przejęciu przez PSE elektrownia cały czas stałaby w rezerwie, co oznacza, że znalazłoby się w niej zajęcie najwyżej dla 50 pracowników — mówi doradca.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface