Negocjacje płotki z wielorybem nastręczałyby pewnie sporo trudności. Podobnie jest w przypadku rozmów przedsiębiorcy z dostawcą energii.
W Polsce nawet drobny przedsiębiorca — np. korzystający ze spawarki mechanik samochodowy —teoretycznie ma możliwość zakupu energii na wolnym rynku, czyli od dystrybutora, który dostarczy ją najtaniej. W praktyce jednak z koncepcji TPA (patrz ramka) korzysta ledwie około 80 z ponad prawie 1,7 mln uprawnionych firm i instytucji, które dostęp do wolnego rynku zakupu energii — zgodnie z unijną dyrektywą 2003/54/WE — zyskały w połowie ubiegłego roku.
Dlaczego nie TPA?
— Możliwość kupna tańszej energii na wolnym rynku i osiągnięcia 15 proc. i większych oszczędności istnieje. Jednak mechanizm jest tak skomplikowany i wymaga tak dużej wiedzy, że małe i średnie firmy praktycznie w ogóle nie mogą z tego skorzystać — mówi Michał Skrzypczak, szef firmy Vert Energy Consulting.
Przekonał się o tym Jarosław Szacik, kierownik zarządzania aktywami firmy Cadbury Wedel, która ze względu na swoją wielkość wydaje się ważnym odbiorcą energii.
— Próbowaliśmy wejść na wolny rynek zakupu energii (TPA), jednak szybko okazało się, że zamawiający ponosi dużo większe ryzyko, niż gdy kupuje energię w ramach jednej z ustalonych przez dostawcę taryf — informuje Jarosław Szacik.
Ryzyko związane jest przede wszystkim z prognozowaniem zużycia energii, które z dystrybutora zostaje przerzucone na odbiorcę. Ilość prądu, jaki firma zużyje, należy określić dzień przed dostawą. Cadbury mógł więc kupić prąd taniej. Nawet za 100 zł/MWh w dzień albo za 60 zł w nocy, ale w razie przeszacowania lub niedoszacowania poboru, energię musiałby nabyć znacznie drożej na tzw. rynku bilansującym. A rynkiem tym rządzi prosta zasada — kto jest w nagłej potrzebie, płaci jak za zboże (drożej niż w taryfie), a kto ma nadmiar sprzedaje taniej, niż kupił, bo chce się prądu pozbyć.
— TPA to rynek dla dużych zakładów, w których nie występują większe wahania poziomu i sezonowość produkcji. Żeby wszystko dograć, musielibyśmy stworzyć stanowisko dla człowieka, który śledziłby ceny i prognozował zużycie. Oczywiście są na giełdzie energii firmy pośredniczące w sprzedaży, tzw. maklerzy, które jednak nie biorą odpowiedzialności za szacowanie zużycia, choć często obiecują złote góry — twierdzi Jarosław Szacik.
O takiej nieudanej współpracy było ostatnio w branży dość głośno. Pośrednicząca w obrocie energią spółka z Rudy Śląskiej brała pieniądze od hipermarketów, a dystrybutorzy ich nie dostawali. Sprawa wyszła na jaw, gdy do sklepów przyszli instalatorzy, aby odciąć prąd.
— W przypadku małych i średnich firm po prostu nie da się zaistnieć w TPA i nie róbmy tu sobie żadnych złudzeń — podsumowuje Witold Szwagrun z Agencji Rynku Energii.
Tym bardziej że na wolnym rynku zamówić można nie mniej niż 1 MW na każdą godzinę, co jest wielkością dla obrotu hurtowego.
Czy są zatem jakiekolwiek możliwości obniżenia kosztów związanych z zakupem energii dla małych i średnich?
Negocjacje na taryfie
Cadbury Wedel koniec końców wrócił do macierzystego dystrybutora, ale na lepszych warunkach.
— Pobieramy 19 tys. MWh miesięcznie na dwa zakłady. W renegocjacjach umowy udało się ugrać korzystniejszą taryfę oraz lepszy termin płatności — mówi Jarosław Szacik.
— Istnieją inne możliwości obniżenia kosztów zakupu energii przez przedsiębiorców. Głównie w dostosowywaniu istniejących umów do rzeczywistych potrzeb odbiorcy poprzez odpowiedni wybór zamówionej mocy i taryfy. Czasami opłaca się wybudować własny transformator i przejść na dostawę o średnim napięciu np. 6 kilowoltów, czy 11 kV. Oczywiście wszystko to wiąże się ze zmianami w organizacji zarządzenia energią — mówi Michał Skrzypczak. Aby móc zaoszczędzić, trzeba przeprowadzić analizę poboru energii, a następnie zharmonizować taryfę ze swoimi potrzebami.
Posłużmy się przykładem. Firma Alfa ma taryfę dzienno-nocną: 177 zł za megawatogodzinę (MWh) w dzień, 112 zł w nocy, a dużo produkuje w nocy, lub mogłaby produkować dużo, bo załoga i tak przychodzi na zmiany. Alfa przechodzi więc na taryfę trzystopniową i płaci 155 zł za MWh przed południem, 181 zł po południu i 108 zł w nocy.
— Tym sposobem da się zaoszczędzić nawet kilka procent — przekonuje Michał Skrzypczak.
— Sami nie możemy obniżać cen. Taryfy są zatwierdzane przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki — tłumaczy dystrybutorów Marek Kleszczewski, dyrektor ds. sprzedaży Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego.
Doradzają przedsiębiorcom
Obecna sytuacja na rynku energii musi się jednak zmienić. Już dziś prawie każdy z dystrybutorów energii ma specjalne komórki do obsługi klientów biznesowych.
— Od początku ubiegłego roku każdy z klientów biznesowych jest obsługiwany przez odpowiedzialnego pracownika. Doradza on w wielu kwestiach mających wpływ na ostateczną cenę naszych usług, m.in. jak najlepiej dostosować moc umowną do potrzeb — mówi Iwona Jarzębska, rzecznik prasowy Stoenu.