Czy były polski udziałowiec spółki join venture może oczekiwać, że prawny spadkobierca do nazwy jego zagranicznego partnera, działając obecnie wspólnie z innym przedsiębiorstwem, nie zarejestruje w Polsce ponownie firmy o nazwie identycznej z nazwą spółki, która działała wcześniej? Tego właśnie żąda Emerson Polska z Piotrkowa Trybunalskiego od spółki Samindruk z Brodnicy i francusko-niemieckiej grupy Eppe-Drescher.
W X Wydziale Gospodarczym Sądu Okręgowego w Łodzi na wyznaczenie terminu rozprawy czeka sprawa z powództwa firmy Emerson Polska z Piotrkowa Trybunalskiego przeciwko spółkom Drescher Polska z Nowego Miasta Lubawskiego i Samindruk z Brodnicy. Emerson oskarża te przedsiębiorstwa o nieuczciwą konkurencję polegającą na podszywaniu się pod wizerunek produktów, jaki został stworzony w Piotrkowie i żąda m.in. odszkodowania wysokości 0,5 mln zł wraz z ustawowymi odsetkami od dnia wniesienia powództwa do dnia zapłaty.
Cała sprawa ma też aspekt karny. Jeszcze przed złożeniem pozwu cywilnego Emerson skierował bowiem do Prokuratury Rejonowej Łódź-Bałuty zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z wnioskiem o podjęcie ścigania, dotyczące tego samego problemu. Łódzcy prokuratorzy uznali się jednak za niewłaściwych do prowadzenia sprawy i przekazali ją do Prokuratury Rejonowej w Nowym Mieście Lubawskim. Ta zaś, ze względu na nieliczną obsadę kadrową poprosiła o pomoc Prokuraturę Okręgową w Elblągu, która wszczęła postępowanie na podstawie artykułu 305 ust. 1 i 3 ustawy Prawo własności przemysłowej. Przepisy karne dotyczące artykułu 305 ust. 1 i 3 tej ustawy przewidują nawet 5 lat pozbawienia wolności. O samym konflikcie prokurator prowadzący sprawę nie chce się jednak wypowiadać.
— Rolą prokuratury jest wyjaśnienie, czy zaszło przestępstwo. Ocenę prawną czynu będącego przedmiotem postępowania zawrę w orzeczeniu kończącym. Postępowanie wszcząłem 12 kwietnia 2002 r., a na jego prowadzenie mam trzy miesiące. Dodatkowo okres ten może być przedłużony przez Prokuraturę Apelacyjną w Gdańsku — informuje Roman Kaczor z Prokuratury Okręgowej w Elblągu.
Pretekstem do wystąpienia przeciwko konkurentom na drogę prawną stały się dla Emersona ogłoszenia, jakie Drescher Polska z Nowego Miasta Lubawskiego i Samindruk zamieściły 14 grudnia 2001 r. w dzienniku „Rzeczpospolita” oraz ulotki reklamowe o tej samej treści rozsyłane przez te dwie firmy do potencjalnych kontrahentów. Treść reklamy prasowej i ulotek sprowadzała się zasadniczo do poinformowania o nawiązaniu współpracy przez grupę Eppe-Drescher z Samindrukiem i zawiązania przez nie spółki Drescher Polska z siedzibą w Nowym Mieście Lubawskim. Całość była przy tym w oczywisty sposób nastawiona na wyeksponowanie marki Drescher. W różnych konfiguracjach słowo „Drescher” pojawiało się w tekście reklamy 13 razy, podczas gdy nazwy Eppe i Samindruk odpowiednio tylko 5 i 3 razy. Całość uzupełniały trzy zdjęcia papieru, w tym rolek do faksów i tzw. składanki komputerowej. W nich właśnie właściciel Emersona dopatrzył się własnych produktów z okresu, gdy w spółce Drescher Polska z Piotrkowa Trybunalskiego miał 49-100 proc. udziałów oraz z czasów, gdy działał już, co prawda, pod nazwą Emerson, ale wciąż miał prawo do oznaczania produktów logo Drescher.
— Wygląda to tak, jakby kupili nasze produkty w jakimś sklepie lub hurtowni, zrobili im zdjęcia i umieścili je w swojej reklamie. Późniejsza wersja etykiet moich konkurentów, do której zresztą mam te same zastrzeżenia, jest już bowiem minimalnie zmieniona —podkreśla Adam Banaszczyk, właściciel Emerson Polska.
Inaczej sprawę starają się przedstawić oponenci Adama Banaszczyka. Ich zdaniem, podobieństwo etykiet z reklamy do produktów wywodzących się z firmy, w której Adam Banaszczyk miał w różnych okresach 49-100 proc. udziałów, to problem drugorzędny. Nie chcą jednak wyjaśnić, dlaczego produkty, których zdjęcia znajdują się w ich reklamie są tak podobne do wyrobów ich konkurenta.
Agnieszka Kowarska-Bersz, prokurentka Samindruku, twierdzi przy tym, że jedną trzecią etykiety zajmuje logo Drescher. Jej zdaniem osią konfliktu jest fakt utraty przez piotrkowską firmę prawa do oznaczania wyrobów znakiem Drescher. Podkreśla ona, że potwierdza to fakt, iż firma Emerson wciąż korzysta z domen internetowych drescher.pl i drescher.com.pl, choć ani się tak nie nazywa, ani nie może tą marką oznaczać swoich produktów.
Właściciel Emersona nie kwestionuje prawa do używania przez swoich konkurentów marki Drescher. W swoim pozwie żąda jednak nakazania spółce Drescher Polska z Nowego Miasta Lubawskiego „zmiany oznaczenia firmy spółki przez zastąpienie nazwy Drescher Polska inną do niej niepodobną”. Jak twierdzi, po akcji reklamowej spółek Drescher Polska z Nowego Miasta Lubawskiego i Samindruk, niektórzy klienci zwracali się do niego z pytaniem, czy przeniósł swą siedzibę z Piotrkowa Trybunalskiego do Nowego Miasta Lubawskiego i czy wrócił do nazwy Drescher Polska.
— Czym innym jest używanie marki Drescher do oznaczania produktów, a czym innym jest nazwanie firmy tak samo jak przez wiele lat nazywało się moje przedsiębiorstwo. Nie chodzi mi przy tym, aby moi konkurenci nie używali w ogóle słowa Drescher w nazwie swojej firmy, ale o to, by nie była ona identyczna z nazwą firmy, której byłem znaczącym, a później jedynym, udziałowcem. Swoją spółkę mogą np. nazwać Drescher-Papier Komputerowy — wyjaśnia Adam Banaszczyk.
Jego zdaniem, w korzystaniu przez Emersona z domen internetowych drescher.pl i drescher.com.pl nie ma też nic nagannego.
— Domena to po prostu adres, który pozwala do nas trafić klientom. Nie ma nic wspólnego z używaniem słowa Drescher w nazwie firmy lub do oznaczenia produktów. Domeny zarejestrowaliśmy legalnie i stanowią one nasze prawa majątkowe, którym możemy dysponować tak jak np. samochodem — dodaje Adam Banaszczyk.
Jeśli sądy przyznają jednak rację jego konkurentom, to właśnie właściciel Emersona musi się liczyć z konsekwencjami. Adwokat jego konkurentów wystąpił bowiem z przedprocesowym wezwaniem do zaniechania rozpowszechniania informacji o tym, jakoby dopuszczali się nieuczciwej konkurencji wobec piotrkowskiej spółki i używania domen internetowych związanych z marką Drescher. Zażądał również 50 tys. zł odszkodowania i zamieszczenia w „Rzeczpospolitej” oraz dziennikach lokalnych przeprosin za oczernianie jego klientów.
