Ograniczenie przywilejów emerytalnych miało być pierwszym sukcesem rządu. Nie będzie, bo uległ nauczycielom.
Nie chwal dnia przed zachodem słońca — ta stara prawda znów okazała się prawdziwa. Gdy dwa miesiące temu Agnieszka Chłoń-Domińczak, wiceminister pracy i polityki społecznej, zaprezentowała projekt ustawy o emeryturach pomostowych, eksperci nie szczędzili pochwał. Projekt ograniczał liczbę uprawnionych do wcześniejszego zakończenia pracy z 1,2 mln do 244 tys. osób, a wydatki budżetowe z dzisiejszych 15 mld zł rocznie do 12,7 mld zł w ciągu 31 lat. Pochwały okazały się przedwczesne. Wczoraj Zbigniew Chlebowski, szef klubu PO, przyznał, że rząd zmiękł i zezwoli nauczycielom na wcześniejsze przechodzenie na emeryturę do 2020 r. Nie obejdzie się bez komplikacji systemu: obok emerytur powszechnych, pomostowych pojawią się specjalne nauczycielskie, nazwane "przejściowymi".
— Reforma nawet w takim kształcie wciąż oznacza oszczędności dla budżetu, ale nie podoba mi się, że kolejna grupa branżowa dostaje przywileje — mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan.
Poseł Chlebowski oszacował koszt ustępstwa rządu na 4 mld zł.