Emerytalny ból głowy rządu

Rząd da zielone światło obniżce wieku emerytalnego. Na prezydencki projekt nas nie stać, więc czeka go modyfikacja.

Obietnice wyborcze prezydenta nie mają szczęścia. Ustawa frankowa wciąż nie opuściła pałacu, na podwyżkę kwoty wolnej nas nie stać, podobnie obniżkę wieku emerytalnego. Ten ostatni projekt jest w Sejmie od końca ubiegłego roku, do tej pory posłowie nie poświęcili mu większej uwagi. Trafił do prac w podkomisji, która nie spieszy się z jego procedowaniem. Tę okazję rząd próbuje wykorzystać, żeby inicjatywę głowy państwa poprawić. Jak? Przede wszystkim, żeby nie rujnowała finansów publicznych. Tym, że świadczenia emerytalne będą po obniżce niższe, nikt na razie nie zaprząta sobie głowy.

Pomysły głowy państwa Andrzeja Dudy wywołują najwięcej kontrowersji wśród ekspertów, bo są nierealne budżetowo albo szkodliwe dla gospodarki i podatników. Dlatego rząd podchodzi do nich ostrożnie i próbuje im nadać strawny dla finansów wymiar.
Zobacz więcej

POPRAWIANIE PREZYDENTA:

Pomysły głowy państwa Andrzeja Dudy wywołują najwięcej kontrowersji wśród ekspertów, bo są nierealne budżetowo albo szkodliwe dla gospodarki i podatników. Dlatego rząd podchodzi do nich ostrożnie i próbuje im nadać strawny dla finansów wymiar. Grzegorz Kawecki

Wiele pomysłów

Przy ul. Świętokrzyskiej od dawna ostrzegają, że na konsumpcję całego wyborczego menu nie starczy kasy państwa, tym bardziej że musi się w niej znaleźć 23 mld zł na pokrycie programu 500+. Dlatego kolejna kosztowna obietnica — obniżka wieku emerytalnego, musi poczekać albo przejść modyfikację.

— Rząd stał się zakładnikiem tego pomysłu. Nie stać nas na pomysł prezydenta nawet w krótkim horyzoncie. Inną kwestią jest to, czy w ogóle ma on sens z punktu widzenia wydłużającego się życia i trwania w zdrowiu — mówi jeden z ministrów chcących zachować anonimowość. Nad Wisłą rysują się coraz lepsze trendy, jeśli chodzi o długość i jakość życia na emeryturze, chociaż odstajemy jeszcze od najbardziej rozwiniętych państw UE czy nawet średniej. Wyjątek stanowią Niemcy, w których kobiety i mężczyźni 65+ żyją dłużej niż Polki i Polacy, ale okres życia w zdrowiu jest krótszy. Mimo opóźnień rząd nie zamierza już odkładać prezydenckiej obietnicy. W czwartek rekomendacją dla niej zajmie się Stały Komitet Rady Ministrów (SKRM).

— Wracamy do 60/65 lat. Nadal trwa jeszcze dyskusja dotycząca połączenia tego ze stażem — mówi Henryk Kowalczyk, szef SKRM. W grę wchodzą pozytywna opinia do projektu głowy państwa,jego modyfikacje i połączenie ze stażem pracy lub wariant, w którym staż byłby alternatywą dla wieku emerytalnego. Szczegółów minister nie ujawnia.

Inicjatywa fiskusa

Szefowa rządu zapewniła już, że do końca roku parlament projekt przyjmie, choć nie wskazała, kiedy zacznie on obowiązywać. Dlatego jako pierwszy do jego naprawiania zabrał się Paweł Szałamacha, minister finansów.

W planie finansowym przesłanym do Brukseli argumentował, że dla kondycji kasy państwa dobrze byłoby zamrozić wiek emerytalny na poziomie, który osiągniemy pod koniec roku, czyli 66 lat dla mężczyzn i 61 lat dla kobiet. Z wyliczeń Ministerstwa Finansów (MF) wynikało, że w pierwszym roku koszt tego rozwiązania zamknie się w około 2 mld zł, a w kolejnych latach dziura w finansach będzie się pogłębiała wolniej niż przy

Jak to robią w Europie

projekcie Andrzeja Dudy. Ten o prawdziwy ból głowy przyprawi rządzących dopiero za kilka lat, gdy deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych będzie rósł nawet o kilka miliardów złotych rocznie. Fiskus wyliczył, że proste odwrócenie reformy emerytalnej będzie kosztowało już w pierwszym roku 8,6 mld zł.

To, co podobało się resortowi finansów, zyskało też akceptację ekspertów partnerów społecznych. Ostatecznie projekt trafił do kosza, gdy zaczęto okraszać go m.in. możliwością wcześniejszejszego uzyskania świadczenia po wypracowaniu odpowiedniego okresu składkowego. Paweł Szałamacha nie złożył broni. Przy pracach nad założeniami do budżetu na 2017 r. przesłał związkowcom i pracodawcom kolejny pomysł na wyjście z emerytalnego pata.

Chodzi o obniżenie wieku emerytalnego do 60/65 lat i połączenie z minimalnym stażem pracy ubezpieczonego: 35 lat dla kobiet i 40 lat dla mężczyzn. Z informacji „PB” wynika, że wyliczenia dla tego wariantu są obiecujące i mogą dać na początku większe oszczędności niż zamrożenie wieku emerytalnego. Znów jednak głównie w krótkim terminie, ale fiskusowi to wystarczy do utrzymania deficytu w ryzach.

„To pozwoli na zachowanie równowagi pomiędzy stabilnością finansową systemu a adekwatnością świadczeń” — czytamy w piśmie MF do partnerów społecznych. Pomysł budzi jednak silny opór związków zawodowych. Eksperci zaś przekonują, że przed dłuższą pracą nie ma odwrotu, a rząd powinien skupić się na zwiększaniu aktywności zawodowej, a nie obniżaniu wieku emerytalnego. © Ⓟ

Niemcy podnieśli wiek emerytalny do 67. roku życia w perspektywie 2029 r. z wyjątkiem osób, które przez 45 lat opłacały składki i mogą wcześniej uzyskać świadczenie. We Francji jest elastyczny wiek emerytalny — w przedziale 60-65 lat dla tych, którzy podlegają ubezpieczeniu co najmniej 41 lat. W Wielkiej Brytanii podwyższono i zrównano wiek emerytalny — 66 lat dla mężczyzn od 2016 r. i kobiet w latach 2018-20. Wymagany staż pracy to odpowiednio 44 i 39 lat. W Szwecji dla urodzonych po 1953 r., objętych systemem kapitałowym i osiągających określone dochody, istnieje możliwość przejścia na emeryturę między 61. a 67. rokiem życia. Bruksela rekomenduje zaś, aby zmianę wieku emerytalnego dokonywać w zależności od oczekiwanego okresu życia, zrównać go ustawowo dla mężczyzn i kobiet i ograniczyć wcześniejsze opuszczanie rynku pracy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu