Aż trudno uwierzyć, że tak doświadczeni politycy, jak premier José Maria Aznar i minister Ana Palacio, popełnili fatalny błąd socjotechniczny, który ich Partię Ludową (PP) kosztował utratę rządów! Wmawiając Hiszpanii i całemu światu, że za tragiczny zamach z 11 marca odpowiada na pewno ETA i zbyt nachalnie odwracając uwagę od wątku irackiego — sami przerzucili kilka procent elektoratu na Hiszpańską Socjalistyczną Partię Robotniczą (PSOE).
Powracający zrządzeniem losu do władzy socjaliści rządzili w latach 1982-96 i zostali odsunięci jako wyjątkowi gospodarczy nieudacznicy, na dodatek umoczeni w afery korupcyjne. Chadecko-liberalnej PP pod wodzą Aznara udało się mozolnie, w ciągu ośmiu lat, przywrócić w Hiszpanii ekonomiczną równowagę, radykalnie zmniejszyć bezrobocie i zapewnić stały wzrost gospodarczy. Kontrowersyjny i dzielący społeczeństwo pozostawał natomiast jej proamerykanizm.
Zarówno włączenie się Hiszpanii do wyprawy na Irak, jak i sprzeciw wobec zastąpienia przez UE nicejskiego systemu głosów ważonych zasadą podwójnej większości — uczyniły z prawicowego rządu PP sojusznika lewicowego rządu SLD-UP. Podczas ostatniej bytności José Marii Aznara w Polsce — który 17 stycznia odebrał nagrodę Business Centre Club — Leszek Miller wynosił zasługi hiszpańskiego kolegi pod niebiosa, zwłaszcza zaś jego dbałość o dyscyplinę budżetową. I wszystko to najprawdziwsza prawda! Jednak werdykt elektoratu skłania do refleksji i skorygowania hasła wyborczego Billa Clintona: „gospodarka, głupku!”. Okazuje się, że nie tylko...
Wyniki wyborów w Hiszpanii frasowały nas już dawno (patrz wydzierka obok). Być może na placu boju o Niceę wkrótce Polska pozostanie całkiem osamotniona. I wtedy trzeba się będzie poważnie zastanowić, czy warto za nią umierać...