Enea ma atomowe ambicje

Agnieszka Berger
opublikowano: 19-04-2010, 00:00

Nowy-stary szef Enei zapewnia, że budowa własnej atomówki to nie haczyk na inwestorów, lecz realny plan.

Grupa energetyczna z Poznania chce startować po drugą lokalizację dla elektrowni jądrowej

Nowy-stary szef Enei zapewnia, że budowa własnej atomówki to nie haczyk na inwestorów, lecz realny plan.

Polska Grupa Energetyczna (PGE) może mieć konkurenta do realizacji programu atomowego? Tak twierdzi Maciej Owczarek, prezes Enei powołany w piątek na kolejną kadencję. Giełdowa firma z Poznania zamierza starać się o prawo budowy drugiej siłowni jądrowej w Polsce.

— PGE nie ma wyłączności na realizację programu jądrowego. Rząd zapewnił jej jedynie pierwszeństwo zagospodarowania pierwszej lokalizacji. Konsultowaliśmy się w tej sprawie z resortami skarbu i gospodarki oraz pełnomocnikiem rządu do spraw energetyki jądrowej. Nie dostaliśmy czerwonego światła i to nam na razie wystarczy. Teraz musimy poczekać na uchwalenie prawa atomowego. Ma być gotowe do połowy roku. Wtedy poznamy szczegółowe zasady i będziemy mogli rozpocząć starania o udział w programie — mówi Maciej Owczarek.

Jądrowy magnes

Eneę interesują szczególnie dwie lokalizacje umieszczone na liście przygotowanej przez Ministerstwo Gospodarki — Klempicz i Kozienice.

— Podpoznański Klempicz jest dla nas atrakcyjny, bo znajduje się na obszarze objętym naszą siecią dystrybucyjną. Ze względu na uwarunkowania ekologiczne nie ma tam miejsca na konwencjonalną elektrownię, a na jądrową — jak najbardziej. Problem w tym, że w Klempiczu musielibyśmy budować infrastrukturę od zera. W Kozienicach, gdzie istnieje już nasza elektrownia węglowa, wszystko mamy gotowe, co może znacząco przyspieszyć realizację projektu — ocenia szef Enei.

Udział w programie jądrowym może okazać się magnesem, który przyciągnie do Enei potencjalnych inwestorów. Na razie dokończenie prywatyzacji grupy z udziałem inwestora branżowego — planowane już na ubiegły rok — stoi pod znakiem zapytania. W 2009 r. w przetargu wystartował tylko jeden koncern energetyczny — niemiecki RWE — który wycofał się przed finałem, informując, że zakup poznańskiej grupy nie mieści się już w jego strategii. W szranki nie stanął wówczas szwedzki Vattenfall, właściciel drugiego co do wielkości pakietu akcji Enei. Ministerstwo skarbu jest zdeterminowane, żeby sprzedać spółkę przed końcem roku. Inaczej nie ma szans na realizację planowanych przychodów z prywatyzacji, podczas gdy w założeniach resortu ma paść rekord wszechczasów. Maciej Owczarek jest jednak dobrej myśli w sprawie prywatyzacji grupy i zapewnia, że jego atomowe ambicje to poważna sprawa, a nie desperacka próba przyciągnięcia inwestorów do spółki. Jego zdaniem, Enea będzie zdolna finansować taki projekt.

EBITDA razy dwa

— Mamy ogromne możliwości finansowania inwestycji długiem. Kluczowy będzie poziom zysku EBITDA. Jego podwojenie (obecnie 1,17 mld zł — red.) w ciągu 5 lat nie powinno być wielkim wyzwaniem dla menedżera. Sądzę, że możemy zadłużyć się nawet do poziomu 4 razy EBITDA. To powinno wystarczyć, bo nasze nakłady inwestycyjne będą rozłożone w czasie — uważa prezes.

Najpilniejszym wydatkiem Enei będzie budowa nowego bloku węglowego w Kozienicach, której koszt spółka szacuje na 5,5-6 mld zł. Firma jest również zainteresowana udziałem w prywatyzacji Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin i zasilających go kopalni.

Agnieszka

Berger

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu