Rusza kolejny w tej kadencji rządowej konkurs na prezesa państwowej firmy. Wczoraj ogłosiła go rada nadzorcza energetycznej Enei.
Tradycyjna giełda nazwisk już wystartowała, wskazując m.in. na Michała Jarczyńskiego, prezesa Arctic Paper, a od niedawna również członka rady nadzorczej Enei. Z menedżerem nie udało nam się wczoraj skontaktować. Łatwo jednak wskazać kilka jego mocnych punktów: to menedżer z sektora prywatnego, zarządzający spółką giełdową i cieszący się dobrą opinią na rynku. Energetyka mu nieobca — Arctic Paper, poza papierniami, ma w portfelu również elektrownie wodne. Ponadto papiernicza spółka, podobnie jak Enea, centralę ma w Poznaniu.
Doradca pomoże nadzorcom
Nadzór Enei, podobnie jak w przypadku poprzednich konkursów ogłaszanych przez spółki kontrolowane przez skarb państwa, wspiera się usługami firmy headhunterskiej. Doradzi mu amerykańska Spencer & Stuart.
To zgodne z wizją ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego, który w początkach swojej kadencji zalecił, aby w kluczowychspółkach z pomocą w sprawach personalnych służyły firmy headhunterskie. Wizja, choć w zamyśle słuszna, w praktyce ocierała i ociera się o hipokryzję. Tak przynajmniej uważa wielu menedżerów, związanych obecnie lub w przeszłości ze skarbem państwa.
— Może powinniśmy skończyć z hipokryzją konkursów w spółkach skarbu państwa? Przecież w istocie to nie rada nadzorcza wybiera zarząd, niby niezależnie, tylko skarb wskazuje tego, kogo chce. A zatrudnianie kosztownych headhunterów jest już szczytem hipokryzji — mówił Michał Machlejd, prezes Dalkia Warszawa (dawniej SPEC), na niedawnym spotkaniu organizacji Executive Club.
Czy uniknie hipokryzji?
Michał Machlejd przez większość życia zawodowego związany był ze spółkami kontrolowanymi przez skarb lub jednostki samorządowe.
— Mam w pamięci niezliczoną liczbę konkursów. Zawsze wygrywał ten, kto miał wygrać — zauważa szczerze Michał Machlejd. Wtóruje mu Andrzej Klesyk, prezes PZU. Nie krytykuje, ale apeluje o rozsądek.
— Przecież niezbywalnym prawem właściciela jest wybór lub wymiana menedżera. Dlatego przestańmy być niewolnikami absurdalnej transparentności — przekonuje Andrzej Klesyk. Igor Chalupec, prezes Icentisa, wcześniej m.in. prezes PKN Orlen, uważa, że skarb powinien jasno wskazywać swoich kandydatów w konkursach.
— Skoro skarb ma władzę, powinien też brać za nią odpowiedzialność. Dlaczego nie może jasno powiedzieć: to jest mój kandydat i uważam, że jest najlepszy — proponuje Igor Chalupec. Na przepisy wskazuje jednak Leszek Koziorowski, partner w kancelarii Gessel. Argumentuje, że hipokryzja wynika w zasadzie z kodeksu spółek handlowych (k.s.h.). — Kodeks wskazuje, że nadzorcy reprezentują interesy spółki, podczas gdy każdy rozsądny obserwator widzi, że reprezentują interesy tego akcjonariusza, który ich powołał. Może należy zatem zmienić k.s.h? — rozważa Leszek Koziorowski.
Piętnowana przez menedżerów hipokryzjama swoją cenę, równą kosztom konkursu. A te zawierają wynagrodzenie headhunterów. W ich branży stosuje się najczęściej stawkę wynoszącą ok. 1/3 miesięcznego wynagrodzenia rekrutowanego menedżera. W przypadku Enei, której były prezes zarobił w 2011 r. 412 tys. zł, wynagrodzenie head- -huntera można więc szacować na 136 tys. zł.
Branża podkreśla jednak, że choć w spółkach państwowych i tak konkurs wygrywają często menedżerowie wskazani przez właściciela, to doradca pomaga uniknąć wpadki. — Nasze badania pomagają sprawdzić, czy na rynku na pewno nie ma nikogo lepszego, a także uniknąć wybrania kogoś, za kim ciągną się niewyjaśnione sprawy — zauważa Piotr Wielgomas, szef Bigrama.