Z chaosu dyskusji (ekspertów), wystąpień (polityków) i wymownych przemilczeń (prezesów firm energetycznych) wniosek płynie jasny. Energetyka ma z węglem potężny problem, ale państwo go potrzebuje. Z naszych informacji wynika, że padł pomysł, żeby pogodziło ich OKO.

Skarb bez entuzjazmu
OKO to robocza nazwa dla pomysłu, który zakłada zgromadzenie w jednej spółce projektów obejmujących budowę bloków energetycznych opalanych węglem kamiennym w Opolu, Kozienicach i Ostrołęce wartych łącznie blisko 20 mld zł. To projekty prowadzone przez PGE, Eneę i Energę, czyli trzy państwowe grupy energetyczne.
Czy OKO objęłoby również już istniejące bloki węglowe w każdej z tych trzech lokalizacji? Nie jest to jasne. Z naszych informacji wynika, że projekt jest na razie analizowany przez resort skarbu oraz zarządy poszczególnych spółek. Strony nie komentują, choć nieoficjalne źródła wskazują, że to inicjatywa oddolna, która na razie w skarbie nie wzbudziła entuzjazmu.
— Chodzi o stopień skomplikowania tej operacji oraz liczne rodzaje ryzyka — wskazuje nasze źródło w MSP. Ważny dla OKO może być opracowywany właśnie w resorcie gospodarki dokument „Sprawozdanie z wyników monitorowania bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej”. Ministerstwo Gospodarki co dwa lata zbiera wszystkie prognozy, plany i obserwacje od firm, PSE (operator sieci energetycznej), Urzędu Regulacji Energetyki oraz własne.
Z tej syntezy wynika, czy Polsce potrzebne są nowe moce, czy nie. Dwa lata temu wyszło, że potrzebne są bardzo. Co wyjdzie teraz? „Do 31 lipca danego roku Minister Gospodarki zamieszcza ten dokument na stronach internetowych, a do 31 sierpnia przekazuje go Komisji Europejskiej. Ten dokument jest w trakcie przygotowywania” — odpowiedziało nam Ministerstwo Gospodarki.
Eksperci uważają, że w tym przypadku na dwoje babka wróżyła. Jeśli dokument stwierdzi, że nowe moce potrzebne są w mniejszym stopniu, niż wcześniej przewidywano (np. ze względu na dynamiczny rozwój OZE lub działania energooszczędne firm), to projekt OKO nie będzie potrzebny,bo i potrzeba nowych bloków stanie pod znakiem zapytania. Natomiast jeśli zarekomenduje wielkie inwestycje, to OKO dostanie wiatru w żagle.
Nie chcą, ale muszą
Bo dla PGE, Enei i Energi projekty węglowe mają niewiele wspólnego z zarabianiem pieniędzy, choć oficjalnie mówił o tym tylko Krzysztof Kilian, szef PGE. Odrzucił projekt, bo zapowiadał się nierentownie. Ostatnio do niego wrócił, ale z przymusu i w reakcji na rządowe propozycje zachęt inwestycyjnych. Prezes Enei, Krzysztof Zamasz, pytany o rentowność inwestycji w Kozienicach, chętnie zbacza na kwestie bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Mirosław Bieliński, szef Energi, zrzuca natomiast winę na brak partnerów skłonnych do współinwestowania w bloki węglowe. Wszystko przez niskie ceny energii i brak prognoz wskazujących na ich możliwy wzrost. Choć Henryk Majchrzak, prezes PSE, odpowiedzialnego za bezpieczeństwo Krajowego Systemu Elektroenergetycznego, bagatelizuje ten czynnik.
— Obecny spadek cen energii ma charakter przejściowy. Tendencje rynkowe są jasne — obciążenia systemu stale rosną, a w ostatnich dniach czerwca odnotowaliśmy nawet rekord. Nie zmienia tego nawet spowolnienie gospodarcze, bo spadek zapotrzebowania sięga ledwie 1 proc. — tłumaczy Henryk Majchrzak.
Nie chce komentować wypowiedzi prezesów firm energetycznych i podtrzymuje, że nowe bloki są potrzebne. Bo stare będą w najbliższych latach sukcesywnie wyłączane. Ostrołęka jest potrzebna regionowi, Opole — całemu systemowi, a Kozienice — jednemu i drugiemu.
OKO ulży wycenom
Projekt OKO nie obejmuje węglowego projektu Tauronu w Jaworznie (umowa z wykonawcą nie została jeszcze podpisana). Być może dlatego, że prezes Dariusz Lubera od początku jest entuzjastą tej inwestycji, a to dlatego, że portfel elektrowni Tauronu jest wiekowy na tle pozostałych grup energetycznych. Nowych inwestycji potrzebuje jak kania dżdżu. Brak uwzględnienia Jaworzna to niejedyna wątpliwość związana z OKO. Analitycy (patrz ramka) zastanawiają się, jak rząd (najpewniej poprzez Polskie Inwestycje Rozwojowe ze wsparciem Unii Europejskiej) zamierza sfinansować tak potężne inwestycje. Czy pobierze dywidendę z PGE, Enei i Energi i te pieniądze wpompuje w OKO, nie borykając się już z oporem ich zarządów? Nie każdy w to wierzy. Wiadomo natomiast z pewnością, że OKO ulżyłoby wycenom energetycznych spółek, a zatem i ich akcjonariuszom.
Opole
Opole to największa inwestycja w powojennej Polsce. Za 11 mld zł mają stanąć dwa bloki węglowe na 900 MW każdy. Choć PGE podpisała umowę z wykonawcami kilka miesięcy temu, to do prac jeszcze daleko. Inwestycja od niemal dwóch lat toczy się drogą tak wyboistą, że nie raz stawiano na niej krzyżyk. Po interwencji premiera Donald Tuska i ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego, trwają przygotowania do rozpoczęcie prac i włączenia w projekt Kompanii Węglowej, która zapewniając długoterminowe dostawy węgla ze stałą ceną, ma uczynić projekt rentownym.
Kozienice
W Kozienicach Enea buduje za około 6 mld zł blok węglowy o mocy 1075 MW, a zakończenie projektu planowane jest na drugi kwartał 2017 r. Blok jest już w fazie realizacji, choć bardzo wstępnej. Prace na placu budowy dopiero co ruszyły — trwa palowanie, czyli przygotowywanie terenu pod blok. Kozienice uważa się za kluczowe zarówno z punktu widzenia całego systemu, jak i regionalnie — mają pracować dla Warszawy.
Ostrołęka
Ostrołęka to projekt Energi, zakładający budowę bloku węglowego na 850-1000 MW. Najpierw Energa miała go budować samodzielnie, a potem szukała partnera, również wśród firm chińskich. Nie znalazła, bo oferty nie były satysfakcjonujące. Teraz rozważa trzy opcje: zmniejszenie mocy bloku w zmianę paliwa na gaz albo zawieszenie projektu, bo może któryś z oferentów jeszcze zmieni zdanie. Pomysł zmniejszenia mocy popiera Henryk Majchrzak, prezes PSE. Szacuje, że w tym rejonie potrzebny jest dziś blok na około 500 MW.
OKIEM EKSPERTA
Pomysł zbyt piękny, żeby był możliwy
PAWEŁ PUCHALSKI
szef działu analiz DM BZ WBK
Pomysł utworzenia spółki, do której wniesione miałyby zostać projekty nowych bloków węglowych budowanych w Opolu, Kozienicach i Ostrołęce, jest idealny z punktu widzenia udziałowców mniejszościowych PGE i Enei (Energa nie jest jeszcze sprywatyzowana). Powinni się wręcz modlić o jego realizację — obecnie budowa bloków opalanych węglem energetycznym jest jednym z ważniejszych czynników ryzyka w tych spółkach. Wyrzucenie tych projektów poza grupy istotnie podniosłoby zdolność obu spółek do wypłaty ponadprzeciętnych dywidend w średnim terminie. Ale w mojej ocenie to pomysł zbyt piękny, żeby był możliwy. Nie wierzę w jego urzeczywistnienie, czyli w to, że to państwo weźmie na siebie ciężar finansowania tych inwestycji. Mówimy wszakże o 20 mld zł!