Energetyka, która dopiero nadejdzie

ADAM CZYŻEWSKI
27-09-2013, 00:00

Nie potrafimy produkować energii. Transformujemy jedynie jej pierwotne formy, występujące, naturze w takie, z których bezpośrednio korzystamy.

Dyskutując o przyszłości światowego miksu energetycznego, nie powinniśmy zatem utożsamiać energii z surowcami czy odnawialnymi źródłami, lecz zwracać uwagę na technologie służące ich przetwarzaniu. Nie możemy również umieszczać osi dyskusji dotyczącej rozwiązań stosowanych w energetyce wyłącznie w kontekście ekologii. Takie ujęcie hamuje rozwój tych technologii, które w przyszłości decydować będą o dostępności, cenie i emisyjności energii. Możemy być bowiem pewni, że światowy rynek energetyczny zostanie ukształtowany przez rozwiązania, których dotychczas nie wynaleziono. To wnioski płynące z opublikowanego właśnie przez PKN Orlen raportu „Energetyka — środowisko — rozwój. Cele, które nie muszą być w opozycji”. Jest to kolejna publikacja z cyklu Future Fuelled by Knowledge, która swoją premierę ma dzisiaj, w ostatnim dniu Europejskiego Forum Nowych Idei.

Z postulatem dotyczącym konieczności ochrony klimatu i stałego zmniejszania oddziaływania przemysłu na środowisko trudno dyskutować. Jednak droga, która ma prowadzić do realizacji tych celów, nie jest oczywista. Przede wszystkim musimy zdać sobie sprawę, że nie da się ich osiągnąć w izolacji. Nawet przy założeniu, że Europa stosowałaby wyłącznie czyste, niskoemisyjne technologie — co zresztą wiązałoby się z ogromnym obciążeniem dla gospodarki — bez wsparcia reszty świata nie będzie w stanie doprowadzić do odczuwalnych w skali globalnej redukcji emisji.

Kolejną kwestią jest koszt uzyskania energii. Paradygmat zrównoważonej energii nie kładzie bowiem nacisku wyłącznie na kwestie środowiskowe, lecz nakazuje rozpatrywanie ich przez pryzmat zapewnienia ciągłości dostaw z jednej strony oraz pełnego kosztu dostarczenia energii finalnym odbiorcom z drugiej. Wysokie koszty wytwarzania mają bowiem konsekwencje nie tylko gospodarcze, ale także społeczne: przekładają się na zwiększenie obszaru ubóstwa i wykluczenia społecznego oraz powodują przenoszenie produkcji na obszary, gdzie energia jest po prostu tańsza. Konsekwencją jest utrata miejsc pracy i dochodu tam, gdzie za energię płaci się dużo — bez względu na przyczyny stojące za wysokimi cenami. Warto pamiętać o tym argumencie choćby w kontekście toczącej się obecnie debaty o potrzebie reindustrializacji Starego Kontynentu.

Przełomowe, innowacyjne technologie w ostatecznym rozrachunku zawsze obniżają koszty wytwarzania energii.

Jednak europejskie regulacje nie sprzyjają innowacyjności, wspierając jedynie rozwiązania, które kiedyś zostały uznane za słuszne. Problem polega na tym, że nawet najbardziej zaawansowane technologie korzystania z OZE, generujące łącznie ponad 10 proc. energii zużywanej na świecie, wciąż wymagają subsydiowania z publicznych pieniędzy. Nie można więc liczyć na to, że w sposób rewolucyjny rozwiążą one wszystkie nasze problemy.

Aby zatem energetyka mogła stać się kołem zamachowym europejskiej gospodarki, potrzebujemy przede wszystkim zmiany klimatu — politycznego i regulacyjnego. Klimatu, który będzie wspierał poszukiwanie nowych, rewolucyjnych technologii. Systemu nie koncentrującego się na tym, co już powstało, ale poszukującego tego, czego jeszcze nie wynaleziono.

ADAM CZYŻEWSKI

Główny Ekonomista PKN Orlen

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ADAM CZYŻEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ekologia / Energetyka, która dopiero nadejdzie