Energetyka potrzebuje rynku mocy

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2016-05-15 22:00

Spytaj energetyka o przyszłość, a odpowie: „zależy od rynku mocy”. To nadzieja, ale też oszczędności, które Niemcy i Francuzi wycenili na 470 mln EUR rocznie

Nadzieją na rynek mocy żyją wszyscy właściciele bloków konwencjonalnych, czyli węglowych, gazowych i atomowych (tych ostatnich — poza Polską). Obecnie są one wypychane z rynku przez mniej stabilne źródła energii odnawialnej, które są wspierane przez państwa i korzystają z pierwszeństwa w dostępie do sieci. W efekcie źródła konwencjonalne pracują przez mniej godzin w roku niż kiedyś. Ich przychody maleją i nie zawsze pokrywają koszty. W innych sektorach gospodarki właściciel mógłby podjąć decyzję o zamknięciu nierentownego zakładu.

Henryk Baranowski
Henryk Baranowski
Marek Wiśniewski

W energetyce to trudne, a w Polsce wręcz niemożliwe, bo kryzys z sierpnia 2015 r. pokazał, że źródeł energii mamy na styk. A jeśli upał zbiegnie się z remontem któregoś z bloków, to nawet za mało. Lepiej więc wytwórcom dopłacić, by trzymali nierentowne bloki w gotowości do pracy. Ta pensja za gotowość to właśnie rynek mocy. O rynku mocy dyskutuje cała europejska energetyka. Niemiecko-francuski raport na ten temat zaprezentował w piątek Polski Komitet Energii Elektrycznej, zrzeszający cztery największe państwowe grupy energetyczne, czyli PGE, Tauron, Eneę i Energę. Wszystkie cztery lobbują za rynkiem mocy.

— Wartością tego raportu są wyliczenia dla aż 50 scenariuszy pogodowych — podkreśla Michał Smyk, dyrektor w departamencie strategii w PGE. Poza tym wyliczenia uwzględniają politykę UE w sektorze odnawialnym, a także warianty z ceną maksymalną energii lub bez. Rezultaty pokazują, że konwencjonalni wytwórcy energii w Niemczech i we Francji będą musieli w przyszłości stawić czoło ogromnej zmienności przychodów w zależności od pogody, a ich przychody często nie będą pokrywały kosztów.

Dla inwestora to ogromne ryzyko. Wprowadzenie rynku mocy w jednym lub w obu krajach da zaś wymierne korzyści, wynikające z wypłaszczenia ceny energii w okresie szczytowego zapotrzebowania. Raport mówi o 470 mln EUR redukcji łącznych kosztów rocznie, gdyby wprowadzić rynek mocy w Niemczech i Francji jednocześnie. Korzyści dla obu krajów, choć mniejsze (370 mln EUR rocznie), dałoby też wprowadzenie rynku mocy tylko we Francji.

Polsce się śpieszy

Polskie firmy chętnie się niemiecko-francuskimi wyliczeniami posłużą, ale własnych — tak dokładnych — nie przygotują. Z braku czasu. Polska narzuciła sobie tempo w pracach nad rynkiem mocy, a projekt ustawy o rynku mocy ma trafić do Sejmu w czerwcu. — Rynek mocy powinien ruszyć jak najszybciej. Wiemy jednak, że to trudny proces legislacyjny — mówi Henryk Baranowski, prezes PGE.

Polski rząd rozmawia już z Komisją Europejską (KE), która patrzy ponoć na nasz projekt przychylnie. Nie my jedyni nad tym zresztą pracujemy. Z danych europejskiej organizacji Acer wynika, że już w dziewięciu krajach Unii Europejskiej funkcjonują rozmaite, proste mechanizmy mocowe, a cztery kolejne kraje planują ich wprowadzenie. Nad tymi nieskoordynowanymi próbami zapanować próbuje KE, pracując nad nową architekturą rynku energii, wspólną dla wszystkich państw. Niemcom i Francuzom rozmowy z Brukselą mogą pójść gładko, bo ich raport i wyliczenia obejmują wspólny rynek mocy. To się może spodobać. Polska idzie zaś z projektem sama.

— I tak jesteśmy mocno ograniczeni brakiem połączeń transgranicznych, a do tego musimy pilnie zająć się kwestią niezawodnościsystemu [kryzys z sierpnia 2015 r. to argument przed Komisją — red.] — podkreśla Michał Smyk.

Tauron już korzysta

Przyczółki rynku mocy już w Polsce funkcjonują. W ramach Operacyjnej Rezerwy Mocy (ORM) operator systemu płaci ok. 500 mln zł rocznie właścicielom wiekowych bloków za to, że ci ich nie wyłączają (największym beneficjentem ORM jest Tauron). Do tego dochodzi Interwencyjna Rezerwa Mocy, z rocznym budżetem na poziomie 150 mln zł. Potrzeba jednak więcej. Ale ile? Żaden z prezesów spółek energetycznych nie chce szacować. — Proszę sobie przypomnieć, ile energia kosztowała w hurcie np. w 2012 r., a ile dziś [ponad 200 zł/MWh vs 170 zł/MWh — red.]— podsuwa Michał Smyk.

Nikt nie chce też szacować wpływu dopłat na końcowe rachunki za prąd dla odbiorców. A zapłacimy więcej, to oczywiste. Mowa jest jedynie o „nieznaczących” kosztach, rzędu kilku złotych na rachunek. Nieznane są też mechanizmy, na które Polska postawi w projekcie ustawy. W innych europejskich krajach funkcjonują głównie rezerwy strategiczne (jak w Polsce), płatności mocowe, a Irlandia i Włochy planują opcje na niezawodność. © Ⓟ