Energetyka: tylko nie róbcie nowych planów

Agnieszka Berger
opublikowano: 13-01-2003, 00:00

Kontynuowanie prywatyzacji i szybkie wdrażanie reform rynkowych w energetyce zalecają nowym szefom resortów gospodarczych branżowi eksperci. Aktualny program dla sektora pozostawia wiele do życzenia, ale należy go realizować, bo przynajmniej jest.

Przyspieszenie prywatyzacji to kwestia, którą najczęściej podnoszą analitycy branży energetycznej, pytani o zalecenia dla nowego ministra skarbu Sławomira Cytryckiego. Nie do końca pokrywa się to z oczekiwaniami przedstawicieli nie sprywatyzowanej części sektora, jednak kontynuowanie przekształceń własnościowych energetyki wydaje się bezdyskusyjne — choćby z przyziemnych względów budżetowych. Przyspieszenie prywatyzacji zapowiadał m.in. premier Leszek Miller, ogłaszając zmiany w gabinecie.

Niestety, procedura zatwierdzania programu prywatyzacji branży energetycznej została zatrzymana w pół kroku. Od dawna oczekiwany dokument miał stanąć na posiedzeniu rządu, ale w przeddzień doszło do rekonstrukcji Rady Ministrów i dyskusję o energetyce po raz kolejny odłożono na potem. Program opracowany przez resort pod kierownictwem Wiesława Kaczmarka pozostawia, w opinii ekspertów, wiele do życzenia. Ma jednak również zasadniczą zaletę, która przemawia za jego wdrożeniem.

— Największą zaletą aktualnego programu jest to, że istnieje. Jeśli zaczniemy dziś opracowywać od nowa kolejny projekt, mamy z głowy następne pół roku, a może nawet rok. Nie stać nas na to — uważa Grzegorz Onichimowski, prezes Giełdy Energii.

Dariusz Mioduski, partner w kancelarii Cameron McKenna, również jest zdania, że na przygotowywanie wszystkiego od nowa szkoda czasu.

— Wprawdzie istniejący projekt jest daleki od doskonałości, nie należy go jednak burzyć i tworzyć wszystkiego od nowa. Warto byłoby natomiast jeszcze chwilę się nad nim zastanowić, zapraszając do aktywnej współpracy przedstawicieli sektora — ze szczególnym uwzględnieniem firm już sprywatyzowanych. Od nich i od inwestorów możemy się wiele nauczyć — mówi Dariusz Mioduski.

Wątpliwości ekspertów budzi przede wszystkim przewidywana w istniejącym projekcie powszechna konsolidacja.

— Stworzenie duopolu PKE i BOT w podsektorze wytwarzania energii, które zakłada projekt, to ogromne zagrożenie. Wtedy, żeby sterować rynkiem, wykluczając jakąkolwiek konkurencję, nie będzie już nawet potrzebna zmowa. Natomiast łączenie spółek dystrybucyjnych nie musi być groźne, choć nadal mam wątpliwości co do jego zasadności. Nie mamy pojęcia, czy to rzeczywiście podniesie wartość sektora. Na razie inwestorzy kupili tylko nieskonsolidowane firmy. Może się okazać, że jeśli zaproponujemy nabywcom duże spółki utworzone niezgodnie z ich oczekiwaniami, zamiast więcej, zaoferują za nie mniej — ostrzega anonimowy przedstawiciel jednej z firm doradczych.

— Jeśli już łączyć, to tak, żeby naprawdę doszło do poprawy efektywności. Bez restrukturyzacji o wykreowaniu większej wartości nie może być mowy — dodaje Dariusz Mioduski.

Eksperci mają też wskazówki dla Jerzego Hausnera, który w zastępstwie Jacka Piechoty zajmie się gospodarką. Grzegorz Onichimowski oczekuje szybkiego wdrażania reform zmierzających do urynkowienia handlu prądem — w tym rozwiązania kontraktów długoterminowych. Zdaniem eksperta z Cameron McKenna, największą przysługą, jaką resort Jerzego Hausnera może oddać energetyce, byłaby skuteczna reforma górnictwa. Nasz anonimowy rozmówca uważa natomiast, że w samej energetyce Ministerstwo Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej nie ma zbyt wiele do zrobienia.

— Większość jego kompetencji można byłoby z powodzeniem przekazać Urzędowi Regulacji Energetyki, który dysponuje znacznie większą wiedzą o funkcjonowaniu branży — dodaje analityk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu