Energooszczędnemoże być trujące

Marta Walczak
opublikowano: 10-02-2010, 00:00

Unijna dyrektywa nakazująca używanie energooszczędnych świetlówek nie pomoże środowisku naturalnemu.

Specjaliści nie podzielają zachwytu nad zaletami promowanych przez Brukselę świetlówek zyżuwających mniej prądu

Unijna dyrektywa nakazująca używanie energooszczędnych świetlówek nie pomoże środowisku naturalnemu.

Wycofanie ze sprzedaży tradycyjnych stuwatowych żarówek Edisona bardzo ucieszyło ekologów. Według nich pobierały one więcej energii niż świetlówki kompaktowe, przez co wpływały na globalne ocieplenie klimatu. Tyle że zanim wprowadzono rygorystyczne przepisy, nikt nie sprawdził, z czego są zrobione te z pozoru bezpieczne i przyjazne środowisku żarówki energooszczędne.

Zabójcza rtęć

Tradycyjna żarówka jest zbudowana tak, aby płynące z niej światło jak najbardziej przypominało światło słoneczne, do którego ludzkie oczy są ewolucyjnie przystosowane. Gdy nastała moda na ekologię, producenci oświetlenia chcieli stworzyć przyjazny środowisku produkt, który będzie zużywał mniej energii i jednocześnie świecił w miarę naturalnym światłem. Stworzono żarówkę ze szkła pokrytego luminoforem i z elektronicznym mechanizmem. Ale…

— Zasadniczym elementem świecącym w świetlówce są opary rtęci — jednej z najniebezpieczniejszych substancji. Pobudzona rtęć emituje promieniowanie ultrafioletowe, które jest przekształcane na światło widzialne za pomocą luminoforu pokrywającego szklana obudowę. W praktyce rtęci nie da się zastąpić żadnym gazem, gdyż 50-letnie doświadczenie przekonuje, że jedynie rtęć pozwala uzyskać wysoką sprawność urządzenia. Lampy oparte na ksenonie — stosowanym czasem zamienniku rtęci — mają generalnie dwukrotnie mniejszą sprawność — wyjaśnia dr Tomasz Sowiński, fizyk z Wydziału Biologii i Nauk o Środowisku UKSW oraz Centrum Fizyki Teoretycznej Polskiej Akademii Nauk.

Wdychanie oparów rtęci może wywołać zapalenie płuc i oskrzeli, prowadzące niekiedy do śmiertelnej niewydolności oddechowej.

— W świetlówce kompaktowej jest od 2 do 5 mg rtęci w postaci par. Czy to dużo? Wodę uznaje się za niezdatną do picia, jeśli w jednym litrze znajduje się 0,001 mg rtęci. To oznacza, że jedna świetlówka może zanieczyścić 2000 litrów wody. Wyobraźmy sobie, że w Polsce jest 28 milionów takich świetlówek. Mało kto przestrzega przepisów i oddaje je po zużyciu do utylizacji. Statystyki pokazują, że 80-90 proc. trafi wraz z odpadami komunalnymi na wysypiska, gdzie bardzo łatwo o ich uszkodzenie. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, jakim zagrożeniem dla środowiska jest używanie świetlówek kompaktowych przez niedoinformowane społeczeństwo — ostrzega Tomasz Sowiński.

Nie tak dawno ekolodzy walczyli o wycofanie z rynku termometrów rtęciowych. Teraz zaś bronią świetlówek, które zawierają tę samą szkodliwą substancję.

— W jednym termometrze było rzeczywiście dużo rtęci, bo około 50 mg. Proszę jednak zwrócić uwagę na fakt, że z reguły każdy miał w domu jeden termometr, a do oświetlenia mieszkania potrzeba kilkunastu świetlówek. Niewątpliwie jest tu pewna niekonsekwencja urzędników z Brukseli i ekologów — dodaje dr Sowiński.

Producenci żarówek bronią swojego produktu i przekonują, że zagrożenie zatruciem rtęcią jest niewielkie.

— Jest bardzo mało prawdopodobne, by stłuczenie świetlówki wpłynęło na zdrowie. Ryzyko mogłoby powstać w razie stłuczenia bardzo dużej liczby takich żarówek. Jeśli świetlówka się stłucze, trzeba wywietrzyć pomieszczenie przez około 20-30 minut, pozbierać resztki, włożyć do zamykanej plastikowej torebki i wyrzucić do kosza — mówi Krzysztof Kouyoumdjian, rzecznik firmy Philips.

Mniej energii?

Ale dyskusyjna jest także energooszczędność świetlówek. Producenci podają, że głosy o poborze większej ilości energii po włączeniu nowych żarówek są nieuzasadnione. Innego zdania jest Tomasz Sowiński.

— Energooszczędna świetlówka pobiera dużo energii przy starcie, dlatego montowanie jej w mieszkaniu np. w łazience, gdzie wchodzi się tylko na chwilę, zupełnie się nie opłaca. Ich użycie ma sens tylko w miejscach, gdzie świecą się dłużej, a jakość światła nie jest tak bardzo istotna, np. w garażach czy halach produkcyjnych — twierdzi fizyk.

To samo mówią inni eksperci.

— Energooszczędność świetlówek jest bardzo dyskusyjna. Po pierwsze — są drogie, a prądu pobierają mniej tylko, gdy świecą dłużej niż osiem godzin. A mało kto w mieszkaniu używa światła przez tyle czasu — zauważa Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji.

Niektórzy podejrzewają, że nowe unijne przepisy mają pomóc producentom oświetlenia zarobić, bo na horyzoncie pojawia się nowa, lepsza technologia.

— Wchodzi na rynek nowa technologia, jeszcze innego rodzaju oświetlenia, opartego na półprzewodnikach. To żarówki diodowe, które pobierają jeszcze mniej energii niż świetlówki. Są zupełnie bezpieczne, bo zbudowane ze zwykłego materiału półprzewodnikowego. Ich żywotność jest o wiele dłuższa. Na razie są cztery razy droższe od świetlówek, ale jeszcze rok temu ich cena była dziesięć razy wyższa. Myślę, że w ciągu dekady wyprą wszystkie inne źródła światła. Przyznają to nawet sami producenci świetlówek kompaktowych, którzy też zaczynają produkować żarówki diodowe. I pewnie dlatego chcą, aby przez jakiś czas używano ich starszego produktu, na którego opracowanie techniczne wydali bardzo dużo pieniędzy. Po prostu chcą zarobić, bo zdają sobie sprawę, że pojawi się coś jeszcze lepszego — podsumowuje dr Tomasz Sowiński.

Marta Walczak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Walczak

Polecane