Włodarze warszawskiej giełdy aliansu z wiedeńskim odpowiednikiem nie uznali za atrakcyjny, a eksperci austriackiego Erste atrakcyjnych okazji inwestycyjnych nie dostrzegają na… GPW. Do grona najbardziej polecanych w regionie spółek wybrali zaledwie jednego emitenta z Polski — Asseco Poland — a i tak potencjał jego wzrostu jest ich zdaniem symboliczny.

Polskiemu rynkowi może pomóc fakt, że wśród emerging markets jest on stosunkowo najmniej narażony na umocnienie dolara.
Po 10-procentowej zwyżce we wrześniu notowania spółki mogą, ich zdaniem, zyskać jeszcze 3 proc. Specjaliści wskazują na rozpoczętą restrukturyzację, pozyskanie nowych zleceń oraz stopę dywidendy, sięgającą 6 proc. Erste Group umieściło jednocześnie trzy spółki z warszawskiego parkietu na liście emitentów, których notowania do końca roku powinny zachowywać się najsłabiej. To InterCars, LPP oraz KGHM, który dołączył do listy maruderów. „Wycena spółki, która jest najwyższa od 10 lat, jest jeszczebardziej nieatrakcyjna, jeśli uwzględnić w niej 4 mld USD długu związanego z projektem Sierra Gorda” — napisano w raporcie. Zdaniem specjalistów banku, jeden papier górniczego potentata jest wart 91,5 zł, o 27 proc. mniej, niż płaciło się we wtorek na rynku. Erste Group zaleca neutralne podejście do akcji notowanych na warszawskiej giełdzie, wskazując na ryzyko spowolnienia dynamiki wzrostu zysków spółek. „Wobec braku dodatkowych czynników wsparcia nie oczekujemy wzrostu wycen polskich akcji” — ocenili specjaliści banku. Erste Group przyznaje jednak, że rynkowi może pomóc postrzeganie go jako bezpiecznego schronienia w skali regionu oraz fakt, że wśród emerging markets jest on stosunkowo najmniej narażony na umocnienie dolara. Oprócz Asseco Poland bank zaleca także kupno Getin Noble Banku, Banku Handlowego, Bogdanki, Synthosu, PGE oraz Enei. Od początku roku spółki z listy najbardziej polecanych przez Erste Group przyniosły stopę zwrotu sięgającą 0,6 proc., w porównaniu z 1-procentowym spadkiem indeksu NTX, będącego punktem odniesienia. Spółki z listy emitentów, którzy powinni zachowywać się najsłabiej, straciły 10,5 proc.