ETF wciąż są w odstawce

Jagoda Fryc
opublikowano: 2014-10-02 00:00

Fundusze indeksowe, choć mają wiele zalet, nie zdołały podbić serc inwestorów. Miesięczne obroty sięgają zaledwie kilku milionów złotych.

Mijają cztery lata od pojawienia się na warszawskiej giełdzie pierwszego ETF (Exchanged Traded Fund). Powodów do świętowania jednak nie ma, bo ten instrument nie stał się popularny wśród krajowych inwestorów. Miesięczne obroty trzema dostępnymi obecnie funduszami pasywnymi (na indeksy: WIG20, DAX i S&P500) sięgają zaledwie kilku milionów złotych, co na tle np. obrotów na rynku akcji znaczy nawet mniej niż kropla w morzu. To nieco dziwi, bo jak podkreśla Bernard Waszczyk, analityk Open Finance, na świecie od wielu lat ETF są bardzo popularną i przede wszystkim zyskowniejszą formą inwestowania niż klasyczne fundusze akcji. Z wyliczeń Standard & Poor’s wynika, że w USA w latach 2000-13 odsetek funduszy akcji dużych spółek, którym udało się pobić benchmark w postaci indeksuS&P500, tylko trzykrotnie przekroczył 50 proc. Oznacza to, że w pozostałych latach większość z nich przynosiła niższe zyski, niż wynikałoby to ze zmian wartości indeksu. — Nie inaczej jest w przypadku polskich funduszy akcji. Większości z nich nie udaje się pobić benchmarku, którym zwykle jest indeks WIG. Gdyby na GPW był dostępny ETF na WIG, to inwestując w niego co miesiąc taką samą kwotę przez ostatnie 10 lat i odliczając prowizję maklerską w wysokości 0,4 proc., zarobilibyśmy 33,6 proc. W tym czasie, inwestując w ten sam sposób w uniwersalne fundusze polskich akcji, średni zysk sięgnąłby 14,3 proc. — wylicza Bernard Waszczyk.

3 - tyle ETF notowanych jest na warszawskiej giełdzie. Te z zagranicznych giełd dostępne są jednak w ofercie wybranych biur maklerskich.