Ścieżka dojścia do unijnej waluty, która miała stanąć wczoraj na Radzie Ministrów, jest bardzo ambitna — uważają ekonomiści.
Wbrew oczekiwaniom, na wczorajszym posiedzeniu Rada Ministrów nie poddała pod głosowanie zaktualizowanego programu konwergencji — dokumentu przedstawiającego ścieżkę prowadzącą do przyjęcia przez Polskę euro i określającego, w jaki sposób rząd zamierza prowadzić politykę gospodarczą, żeby spełnić warunki potrzebne do przyjęcia wspólnej waluty. Zakłada on stopniowe ograniczanie deficytu sektora finansów publicznych — w 2008 r. ma on wynieść 2,5 proc. PKB, w 2010 r. — 1,5 proc. PKB, a w 2011 r. zaledwie 1 proc. PKB. Zdecydowane obniżanie deficytu ma powstrzymać wysoki wzrost wydatków państwa, co powinno prowadzić do zmniejszenia długu publicznego — z 47 proc. PKB w 2007 r. do 43 proc. PKB w 2010 r.
Program zawiera też prognozy. Wzrost gospodarczy w 2008 r. ma wynieść 5,5 proc. PKB, w kolejnych dwóch latach spadnie do 5 proc. Inflacja także będzie spadać. Ministerstwo Finansów zakłada, że w 2008 r. ceny wzrosną o 3,5 proc., w 2009 r. — 2,9 proc., a w 2010 r. — już tylko 2,5 proc.
— Plan jest dosyć ambitny. Jego wykonanie zależy od sytuacji globalnej. Jeśli kryzys na świecie wpłynie na naszą gospodarkę, trudno będzie utrzymać niski deficyt i dobrą sytuację rynkową, a bez tego wejście do strefy euro jest mało prawdopodobne — ocenia Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.
Na drodze może też stanąć wysoka inflacja.
— Zakładane 3,5 proc. może być trudne do osiągnięcia. Dynamika cen spadnie poniżej 4 proc. dopiero w trzecim kwartale — uważa Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.
Zaakceptowany przez rząd dokument ma być jeszcze w marcu przesłany do Komisji Europejskiej. Resort finansów ma nadzieję, że program przekona Brukselę do zakończenia procedury nadmiernego deficytu wobec Polski. Komisja wszczęła ją w 2004 r. — procedura dyscyplinuje kraj członkowski Unii do ograniczania wydatków.
Rząd zajmie się programem konwergencji na przyszłotygodniowym posiedzeniu.