„Euro już wkrótce poniżej 4 zł”

Dom Maklerski TMS Brokers
opublikowano: 2009-02-08 08:29

W poniedziałek złoty kontynuuje umocnienie z ubiegłego tygodnia. O 14.30 na rynku międzybankowym euro kosztuje 4,47 zł, frank 2,97 zł, a dolar 3,42 zł.

Według analityków cytowanych przez Bloomberg, gwałtowna poprawa kursu złotego ma związek z wypowiedzią wiceminister finansów Katarzyny Zajdel-Kurowskiej. Zdementowała ona informacje, że Polska prowadzi rozmowy z MFW na temat pożyczki.  

Kilka dni temu prezentowaliśmy opinię Rafała Antczaka, który ostrzegał przed kursem nawet 6 zł za euro. Dla równowagi warto pokazać opinię optymistów. Znaleźliśmy takich, którzy liczą na 3,95 za euro i to za kilka miesięcy. Oto najnowsza opinia specjalistów z DM TMS Brokers (pełna wersja w załączniku obok).

Spodziewamy się, że w ciągu kilku miesięcy kurs EUR/PLN spadnie do poziomu 3,95. To nie pomyłka, są duże szanse, na tak silną aprecjację złotego w horyzoncie średnioterminowym. W tym samym okresie kurs EUR/USD przekroczy poziom 1,50.

Nasze prognozy są w opozycji do publikowanych ostatnio wypowiedzi o drastycznej dalszej deprecjacji PLN. Są bowiem opinie, że kurs EUR/PLN przekroczy psychologiczną granicę 5 złotych. Kolejną barierą po jej przełamaniu byłby poziom EUR/PLN 5,30, ale spotyka się nawet prognozy wskazujące na 6 złotych za euro!

Znając rynek walutowy i inne rynki finansowe od 20 lat uważamy, ze deprecjacja PLN zbliża się powoli ku końcowi. Fakt ten najlepiej obrazuje ilość czasu poświęcanego przez media tematom walutowym. Z reguły jeśli o czymś głośno się mówi, to trend się wyczerpuje. Tak było na przykład z funduszami inwestycyjnymi i akcjami w 2007 roku tuż przed rozpoczęciem bessy.

Jest bardzo prawdopodobne, ze skala przeceny złotego zatrzyma się najpóźniej przy poziomie ostatnich szczytów notowań z 2004 roku, czyli w okolicy bariery EUR/PLN 4,94. Nie sądzimy, aby rynek miał siłę na wzrost kursu powyżej tej granicy. Uważamy, że granica ta jest dopuszczalnym „progiem akceptowalnego bólu” dla naszych władz monetarnych i rządu. Przekroczenie tej bariery będzie sygnałem do działań interwencyjnych w obronie złotego. Można powiedzieć, że granica EUR/PLN 4,94 to nie tylko bariera techniczna ale również polityczna. Euro nigdy nie kosztowało więcej niż 4,94. Wzrost kursu ponad tę granicę byłby źle odebrany przez społeczeństwo. Podobnie, jak w Rosji, stanowiłby obraz porażki gospodarczej rządu. Waluta w krajach naszego regionu stanowi nadal silny barometr gospodarczy, a jej deprecjacja stanowi odzwierciedlenie słabej kondycji systemu finansowego Państwa. Mocna i stabilna waluta odbierana jest zarówno przez inwestorów zagranicznych jak i obywateli jako gwarant stabilności naszego systemu finansowego.

Dalsza deprecjacja złotego to bezpośrednie podwyżki cen dóbr importowanych. W koszyku inflacji oznacza to przede wszystkim zwyżkę cen paliw (obserwowaną w Polsce już od miesiąca). Wyższy kurs wymiany waluty w relacji do złotego to oczywiście wzrost opłacalności eksportu. W obecnej sytuacji światowej gospodarki i w obliczu recesji u głównych zagranicznych odbiorców eksport produktów z naszego kraju sprowadzi się głównie do dóbr podstawowego użytku – głownie artykułów spożywczych. Wzrost opłacalności eksportu produktów spożywczych może spowodować również podwyżki ich cen w kraju. Mleczarniom i producentom owoców nie będzie opłacało się sprzedawać na rynek krajowy po cenach niższych niż ceny uzyskiwane za granicą. W rezultacie może dojść do podwyżek cen krajowych, a to oznacza wzrost wartości koszyka inflacji. Mamy więc kolejny sygnał za tym, że słaby złoty to wyższa inflacja. Czy zatem władze monetarne pozostaną bierne na taką sytuację?  

Analiza notowań EUR/PLN od strony dokonywanych transakcji pozwala sądzić, że w ciągu ostatnich kilku dni na rynku pojawiło się coraz więcej chętnych do zakupu naszej waluty. Cztery dni temu przez rynek przeszła duża transakcja zakupu opcji put na kurs EUR/PLN z kursem wykonania na poziomie 3,90 i terminem zapadalności za 6 miesięcy. Zastanawiająca jest również kwota tej opcji, niebagatelna jak na ostatni czas – 150 mln euro. Nabywca tej opcji uzyskał prawo do sprzedaży EUR za 6 miesięcy jeśli kurs EUR/PLN będzie wtedy poniżej 3,90. Możliwe zatem, że inwestor ten spodziewa się znacznego spadku kursu euro i zabezpiecza się przed nim. Jego działania mogą mieć charakter spekulacyjny (zysk finansowy z otwartej pozycji w opcji) lub hedgingowy (zabezpieczenie przychodów w euro). Z mojego doświadczenia wynika, że ze względu na nominał transakcji i moment jej przeprowadzenia, przyjmując, że nie ma ona charakteru hedgingowego, spodziewać się możemy w niedługim czasie ruchu notowań EUR/PLN w kierunku kursu strike opcji (spadek kursu). Ponadto na rynku pojawia się coraz więcej transakcji typowo hedgingowych zabezpieczających wysoki kurs euro. W piątek spółka Energoinstal S.A podała, że zawarła transakcje zabezpieczające ryzyko kursowe przy średnim kursie EUR/PLN 4,66. Polscy przedsiębiorcy uznali, ze obecne poziomy EUR/PLN są wystarczająco korzystne do długoterminowych transakcji sprzedaży euro. Myślę, że to słuszna decyzja zwłaszcza w kontekście wyceny transakcji zabezpieczających. Symetryczny korytarz opcyjny z datą zapadalności na koniec grudnia 2009 pozwala osiągnąć kurs sprzedaży EUR/PLN w przedziale 4,35 – 5,10. To oznacza, że spółka ma zapewniony minimalny kurs wymiany na poziomie 4,35, a maksymalny 5,10.

Większa aktywność krajowych eksporterów, chcących zabezpieczyć swoje przyszłe przychody walutowe byłaby znaczącą przeciwwagą dla inwestorów grających ostatnio na osłabienie złotego. Duże zlecenia sprzedaży euro mogłyby w takim wypadku doprowadzić do likwidacji znacznej części krótkich pozycji na złotym. Inwestorzy spekulacyjni wyprzedający naszą walutę szczególnie silnie przez ostatni miesiąc, w razie nagłego spadku kursu EUR/PLN mogą dość szybko zamykać dotychczasowe pozycje realizując zyski. Taka sytuacja może doprowadzić do „kaskadowego” spadku kursów walut, gdyż liczba otwartych długich pozycji w walutach zagranicznych jest w tej chwili bardzo duża (widać to po skali wyprzedania złotego na wykresach). Mówi się, że w takiej sytuacji kurs EUR/PLN w kilka dni może zniżkować do poziomu 4,20.

Co jednakże mogłoby zmusić inwestorów do szybkiej wyprzedaży walut? Oprócz bezpośrednich, dużych zleceń podaży waluty, pochodzących ze strony władz monetarnych lub instytucji rządowych (interwencja) impulsem do odwrotu od krótkich pozycji w złotówce może być umocnienie walut naszego regionu. Powoli obserwujemy taki trend w notowaniach czeskiej korony. Po ostatniej obniżce stóp proc w Czechach Bank Centralny praktycznie wyklucza możliwość dalszych cięć. W rezultacie odcina to drogę do dalszej deprecjacji waluty. Dużo mówi się również o nieoficjalnych działaniach Węgierskiego Banku Centralnego. Po tym jak kurs forinta przekroczył psychologiczną granicę EUR/HUF 300, na rynku pojawiły się duże zlecenia kupna HUF. W efekcie w ostatni piątek notowania EUR/HUF zniżkowały poniżej granicy 290. Różne próby interwencji podejmują również banki z kontynentu amerykańskiego. Kilka razy ostatnio kursu waluty broniły władze meksykańskie dokonując interwencji na rynku walutowym. Wsparciem złotego pochodzących z rynków globalnych będzie silny wzrost kursu eurodolara. Silne powiązanie PLN z wartością euro na rynku światowym nie pozostanie obojętny dla rynku złotego. W dłuższym horyzoncie czasowym powróci dodatnia korelacja pomiędzy wzrostem EUR/USD i wzrostem złotego. Będzie ona tym bardziej silna, im zwyżka kursu EUR/USD będzie dynamiczniejsza. Spodziewamy się, że jeszcze w tym półroczu kurs eurodolara będzie notowany powyżej 1,50. To oczekiwania Prezesa

W dalszej części raportu uzasadniamy fundamentalnie dlaczego naszym zdaniem złoty jest skazany na umocnienie w średnim horyzoncie czasowym.