Na rynku walutowym szykują się zmiany. Złoty powinien rosnąć nawet przy drożejącym dolarze
Złoty może chwilowo stracić, ale inwestorzy i tak go będą cenić. Mniej niż 4 zł za euro to kwestia czasu.
Opublikowane w piątek dane z amerykańskiego rynku pracy wstrząsnęły rynkiem walutowym. Dolar umocnił się do euro, złoty też zyskał — tyle że przede wszystkim do wspólnej waluty i w mniejszym stopniu do franka szwajcarskiego. Wczoraj doszło do lekkiej korekty, ale niewykluczone, że za jakiś czas o ostatnich sesjach będzie się mówić jako o przełomowych. Dlaczego?
— Zmieniła się zależność między sygnałami makro i dolarem. Może to oznaczać, że inwestorzy pozytywne sygnały z gospodarki amerykańskiej zaczynają wiązać z możliwością wcześniejszego rozpoczęcia cyklu podwyżek stóp procentowych w USA niż w strefie euro — mówi Ernest Pytlarczyk, ekonomista BRE Banku.
— Pojedyncze dane zwykle nie zmieniają polityki pieniężnej, ale w tym przypadku mamy do czynienia z inną sytuacją. Po pierwsze — pamiętajmy, że Fed sporą wagę przywiązuje do walki z bezrobociem. Po drugie — w USA w listopadzie utworzono więcej miejsc pracy, niż oczekiwano. Mocno w górę skorygowane zostały też dane z września i października. Wygląda na to, że nie potwierdzają się obawy o utratę elastyczności przez amerykańską gospodarkę. A to oznacza, że szybciej wyjdzie ona z recesji, niż można było oczekiwać — dodaje Marcin Grotek, analityk Raiffeisen Bank Polska.
Wczoraj wieczorem miał wystąpić Ben Barnanke, szef Fed. Od interpretacji jego wypowiedzi będą zależały zmiany na rynku w najbliższych dniach.
Koniec carry trade?
Według specjalistów w nowej sytuacji dolar przestanie być już walutą, w której gracze finansują inwestycje w ramach strategii carry trade, a stanie się walutą, w której lokuje się kapitały.
— Będzie to oznaczało umocnienie dolara — twierdzi analityk BRE Banku.
W piątek skok wartości dolara do euro (kurs spadł z blisko 1,51 do niespełna 1,49 EUR) był największy od czerwca. Dolar sporo zyskał też do niemal wszystkich wyżej oprocentowanych walut, m.in. do dolara australijskiego i nowozelandzkiego. Obawy o nagłe wzmocnienie amerykańskiej waluty są tak duże, że gracze godzą się płacić najwyższe stawki od ponad roku, by zabezpieczyć się przed taką ewentualnością. Najnowszy raport CFTC (Commodity Futures Trading Commission) pokazał też znaczący wzrost długich pozycji dużych traderów na indeksie dolara, mierzącym siłę "zielonego" wobec koszyka sześciu najważniejszych walut. Po raz ostatni było tak w maju 2008 r., tuż przed silnym wzmocnieniem USD.
Wykorzystać korektę
Co jednak najważniejsze, mocniejszy dolar nie musi wcale oznaczać słabszego złotego, choć tak do tej pory bywało.
— Warto pamiętać, że historycznie umocnienie dolara oznaczało umocnienie złotego wobec euro. Wówczas zachowana była bowiem wartość złotego w ujęciu koszykowym. Nasza waluta powinna się umacniać przede wszystkim z powodów fundamentalnych: możemy się pochwalić szybszym wzrostem PKB na tle regionu, niższym niż oczekiwano ryzykiem fiskalnym i perspektywą szybszych podwyżek stóp w związku ze strategią przyjęcia euro — uważa Ernest Pytlarczyk.
Podobnego zdania jest Marcin Grotek z Raiffeisen Banku, który ostrzega jednak, że zanim inwestorzy zmienią optykę i spojrzenie fundamentalne zastąpi strategię carry trade, nasza waluta (podobnie jak akcje z giełd rynków wschodzących) może przejściowo gwałtownie stracić.
— Inwestorzy będą zamykać pozycje carry trade i spłacać pożyczki, sprzedając aktywa emerging markets — mówi Marcin Grotek.
Specjaliści radzą jednak, by ewentualne osłabienie złotego eksporterzy wykorzystali do zabezpieczenia przyszłych wpływów.
— Kwestią czasu jest bowiem zejście kursu EUR/PLN poniżej 4 zł — mówi analityk Raiffeisen Banku.
Surowce w odwrocie
Miedź taniała trzeci dzień
z kolei, ropa już czwarty dzień.
Na rynku złota odnotowano
największy dwudniowy spa-
dek od 14 miesięcy. To bilans
zmian na rynku surowcowym,
jakie spowodowało w piątek
gwałtowne umocnienie dola-
ra. Zmniejsza ono atrakcyj-
ność surowców (zwłaszcza
złota) jako inwestycji alterna-
tywnej. Z drugiej jednak stro-
ny, nadzieje na ożywienie go-
spodarcze będą ograniczać
presję na spadek cen surow-
ców przemysłowych (ropa
naftowa, miedź, aluminium
itd.). Czy zmiany przeprowa-
dzą się w dłuższy trend?
— Dziś raczej traktowałabym ostatnie ruchy tylko jako korektę. Jest za wcześnie, by mówić o stałym odwrocie, czy to na rynkach walutowych, czy też surowcowych. Ceny ropy od kilku tygodni poruszają się w trendzie bocznym i tutaj nawet piątkowe rewelacje tego nie zmieniły. Jeżeli chodzi o ceny miedzi, to wciąż znajdują się powyżej długookresowej linii trendu wzrostowego, więc technicznie obraz nie uległ zmianie. Wciąż bardziej prawdopodobny wydaje się powrót do wzrostów, niż odwrócenie trendu — mówi Anna Lachowiecka, analityk
rynku surowców DM XTB.