Euro w Polsce w 2019 r.? Tak sądzi rynek

JKW
opublikowano: 26-03-2010, 14:29

Unijna waluta coraz dalej. Rynek wycenia, że akcesja nastąpi dopiero za dziewięć lat. I zakłada się, kładąc na stół grube miliony.

Pogłoski o śmierci złotego są mocno przesadzone, jego żywot będzie trwał jeszcze długo. Do strefy euro Polska wejdzie dopiero za dziewięć lat — tak przynajmniej wyceniają bankowi trade- rzy na rynkach finanso-wych. Rządowe zapewnienia sprzed roku, że wymienimy złotego na euro w najbliższych latach, to już polityczna fikcja.

Rozdwojenie jaźni

Żeby handlować wieloletnimi papierami wartościowymi, bankowi traderzy muszą założyć jakąś konkretną datę przyjęcia euro. W momencie akcesji "polskie" stopy procentowe (regulowane przez Narodowy Bank Polski), zmienią się na "unijne" (uzależnione od stóp Europejskiego Banku Centralnego) powiększone o ryzyko kraju. Tę zmianę musi uwzględniać np. oprocentowanie 10-letnich obligacji, którymi handlują banki. Na tej podstawie można więc szacować, cze-go rynek aktualnie się spodziewa.

Takich obliczeń co miesiąc dokonuje Ministerstwo Finansów (MF). Według najnowszych szacunków, rynek zakłada wymianę złotego na euro pod koniec 2018 r. W praktyce oznacza to 1 stycznia 2019 r., ponieważ wszystkie kraje przyjmowały unijną walutę z początkiem roku.

— Traderzy sądzą, że do 2018-19 r. akcesji po prostu nie będzie. Przy instrumentach oprocentowanych na krótszy okres rynek w ogóle sobie nie zaprząta tym głowy — mówi Ernest Pytlarczyk, analityk BRE Banku.

Sam resort ocenę rynkową traktuje jednak z dystansem.

— Na rynkach finansowych sytuacja jest nietypowa. Od wybuchu kryzysu panuje duża niepewność i chwiejność rynków. Z tego względu do otrzymanych przez nas szacunków oczekiwanej przez rynek daty przyjęcia euro należy podchodzić ostrożnie —twierdzi Joanna Bęza-Bojanowska, dyrektor biura pełnomocnika do spraw wprowadzenia euro w MF.

Co ciekawe, wewnątrz sektora bankowego panuje wyraźne rozdarcie. Ekonomiści bankowi — w przeciwieństwie do traderów — spodziewają się euro już w 2014 r. Taka jest najczęściej wymieniana data w ankiecie Reutersa. Kto ma zatem rację — ekonomiści czy traderzy?

— Ekonomiści swoje oceny formułują nie na podstawie realiów, lecz deklaracji polityków. Rynek bierze znacznie więcej czynników pod uwagę, ma szersze spektrum. Widział już, co działo się w innych krajach, pamięta, jak nie były dotrzymywane zapowiedzi rządzących. Dlatego potrafi lepiej ocenić faktyczny bieg wydarzeń. W dodat- ku, na podstawie tych założeń, traderzy rzeczywiście ryzykują ogromnymi pieniędzmi. Ekonomiści, ogłaszając prognozę, nie ryzykują nie- mal nic — twierdzi Ernest Pytlarczyk.

Paplanina z zagranicy

Ponadto Reuters pyta ekonomistów pracujących w Londynie, a ci od kilku miesięcy patrzą na Polskę przez różowe okulary.

— Ocena perspektyw przyjęcia euro w Polsce w oczach zagranicznych ekonomistów pozostaje prawdopodobnie pod wpływem relatywnie dobrej sytuacji gospodarczej w Polsce. Ekonomiści krajowi — obserwujący sytuację z bliska — mają ostrożniejsze prognozy. Rozmawiamy z agencją Reuters, by przeprowadzała ankiety w Polsce — mówi Joanna Bęza-Bojanowska.

Według Łukasza Tarnawy, głównego ekonomisty PKO BP, euro przyjmiemy najwcześniej w 2015 r.

— To scenariusz ambitny, ale realistyczny. Rząd wybrany po wyborach w 2011 r. musi jednak chcieć szybkiego przyjęcia euro i skutecznie obniżyć deficyt finansów państwa — mówi Łukasz Tarnawa.

Na 2015 r. wskazuje również Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

— Sądzę i mam nadzieję, że rząd nie wprowadzi złotego do ERM2 [przedsionek strefy euro, musimy w nim przebywać przynajmniej 2 lata — red.], dopóki Polska nie będzie spełniać wymagań dotyczących finansów publicznych. Dlatego euro przyjmiemy najprawdopodobniej za pięć lat —mówi Marcin Mróz.

Może się jednak okazać, że z każdym rokiem data prognozowana przez rynek będzie się odsuwać. Dzieje się tak od dawna. Minął rok, a czas do przyjęcia euro wcale się o ten rok nie skrócił.

— To jest jak z horyzontem: ucieka w takim samym tempie, jak go gonimy. Odległość do niego cały czas jest taka sama. Taka równoległość pokazuje, że w Polsce cały czas nie zaczęły się faktyczne przygotowania do przyjęcia euro — mówi Marcin Mróz.

Resort finansów patrzy na to inaczej.

— Rząd nie określa konkretnej daty przyjęcia euro, ponieważ sytuacja rynkowa jest zbyt niepewna, aby można było wyznaczyć wiarygodną datę — tłumaczy Joanna Bęza-Bojanowska.

Proces dochodzenia do strefy euro umacnia krajowe waluty. Przechodzili to niedawno Słoweńcy i Słowacy — u nas byłoby to samo. To właśnie bliską akcesją ekonomiści często argumentowali swoje prognozy umocnienia się złotego w najbliższych latach. Jeśli więc sprawdziłby się scenariusz, że przyjęcie euro opóźni się o kilka lat, to presja na umocnienie polskiej waluty byłaby mniejsza. Dla eksporterów to po części dobra wiadomość — będą mieli więcej czasu na podniesienie konkurencyjności wobec producentów z Eurolandu. Importerzy na słabszym złotym będą natomiast cierpieć — w ich interesie jest, by złoty był jak najsilniejszy. Obie grupy łączy natomiast jedno: w handlu zagranicznym jeszcze przez wiele lat będą musieli zmagać się z ryzykiem kursowym. A to dla nikogo nie jest dobra wiadomość. Ponadto polskie firmy będą dłużej musiały czekać na smakołyki z unijnej spiżarni, jakimi są kredyty na znacznie lepszych warunkach.

Skoro poślizg w przyjęciu euro działa na niekorzyść złotego, to tracą na tym też polscy kredytobiorcy zadłużeni w walutach obcych. Zapowiadana przed rokiem przez rząd perspektywa szybkiego przyjęcia euro oznaczała możliwość szybkiego obniżenia wartości zadłużenia wyrażonego w złotych. Skoro do euro nam daleko, ta szansa na jakiś czas prysła. Ponadto kredytobiorcy zadłużeni w euro będą musieli kilka lat dłużej płacić bankom znienawidzone spready (różnice między ceną kupna a ceną sprzedaży waluty). Wejście do strefy euro oznaczałoby w niektórych bankach zaoszczędzenie nawet pół raty rocznie. Każdy kij ma jednak dwa końce. Kto dopiero planuje zaciągnięcie kredytu walutowego, może na odsunięciu perspektywy przyjęcia euro zyskać. Ma bowiem więcej czasu, by wziąć pożyczkę na relatywnie dogodnych warunkach, czyli przy drogiej walucie, a przed spodziewanym w związku z przyjęciem euro umocnieniem złotego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JKW

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Euro w Polsce w 2019 r.? Tak sądzi rynek