Euroland nie może wyłączyć się z Unii

Jacek Zalewski
opublikowano: 2010-06-18 00:00

Największym polskim sukcesem wywiezionym ze szczytu Rady Europejskiej w Brukseli jest poczucie regionalnej dumy, że od 1 stycznia 2011 r. do strefy euro wejdzie Estonia, czyli drugi po Słowacji kraj z naszego obszaru. Wypada przypomnieć, że tę właśnie datę z sufitu ustalił dla Polski premier Donald Tusk podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju dwa lata temu. Dzisiaj naszym mglistym horyzontem jawi się rok 2015, może 2016, może… Najgorzej, że na razie nie ma mowy o spełnieniu przez Polskę kryteriów przyjęcia wspólnej waluty.

Na szczycie kolejny raz wystąpił problem niespójności między granicami Unii Europejskiej a Eurolandu. Można wręcz dojść do wniosku, że popełniony został strukturalny błąd — otóż państwa wstępujące do UE powinny eurowalutę przyjmować z automatu, a nie dopiero kiedyś tam. Na dodatek niektóre zastrzegły sobie i otrzymały prawo pozostania przy pieniądzu narodowym na zawsze. To niemal kwadratura koła. Dlatego koncepcja prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego, aby Euroland częściej zbierał się we własnym gronie, nie jest pobawiona logiki. Oczywiście oznaczałoby to instytucjonalizację Unii dwóch prędkości i dlatego zostało kolejny raz skontrowane, między innymi przez Polskę. Francuski pomysł został niby odrzucony, ale nie tak do końca — co potwierdza zacytowana powyżej deklaracja przewodniczącego Hermana Van Rompuya.

By powstrzymać kryzys zadłużenia, unijni przywódcy zgodzili się na wzmocnienie dyscypliny budżetowej, w tym na nowe sankcje za łamanie paktu stabilności i rozwoju. We wzmocnionym nadzorze znacznie większą rolę ma odgrywać poziom zadłużenia i jego wzrost. Oznacza to, że obecna karna procedura nadmiernego deficytu będzie uruchamiana także na wczesnym etapie dla krajów, których długi się nie zmniejszają. To założenia szczytne, ale w praktyce coraz mniej jest państw, które w ogóle spełniają kryteria z Maastricht. Negatywnymi przykładami świecą nawet reprezentanci twardego jądra UE, będący współtwórcami Eurolandu, do którego w ich obecnej sytuacji finansowej nie zostaliby przyjęci! Ale dla Polski żadna to pociecha, wszak członkowie założyciele mają większe prawa w każdej organizacji...