Śledztwo przeciwko Aholdowi wszczęły już władze giełdowe po obu stronach Atlantyku: Euronext, operator parkietu w Amsterdamie, oraz SEC, amerykańska komisja papierów wartościowych.
Royal Ahold, holenderska sieć handlowa, która w poniedziałek przyznała się do zawyżenia w ciągu dwóch lat wyników co najmniej o 500 mln USD (1,9 mld zł), trafiła pod lupę SEC, amerykańskiej komisji papierów wartościowych i giełd.
— Współpracujemy z SEC — ujawniła Sharon Christians przedstawicielka Aholda.
Wcześniej o śledztwie przeciwko koncernowi poinformował już Euronext — operator parkietu w Amsterdamie. Euronex zbada spółkę w związku z naruszeniem przepisów o ujawnianiu danych.
Akcje spółki, które w poniedziałek straciły na wartości 63 proc., potaniały wczoraj o kolejne 15 proc. do 2,78 EUR (11,6 zł).
— Prawdopodobieństwo, że wyjdą nowe szczegóły tej afery, jest bardzo duże — uważa Paul van Hastenberg, który zarządza funduszem w F. Van Lanschot Bankiers.
Przeciwko Aholdowi zwrócili się również amerykańscy inwestorzy, którzy złożyli pozwy w sądzie w Nowym Jorku. Sprawą zajmie się sąd na Manhattanie — doniósł „The Wall Street Journal”.
Skandal w Aholdzie jest świetnym argumentem dla amerykańskich władz nadzoru w dyskusji z UE na temat audytorów.
Amerykanie chcą, by europejscy audytorzy firm notowanych na amerykańskich giełdach rejestrowali się w komisji nadzoru księgowego, która by te spółki kontrolowała i — w razie błędów — karała. Audyt w Aholdzie przeprowadzał właśnie holenderski dział Deloitte Touche Tohmatsu. Unijni urzędnicy wytykają jednak, że problemy Aholda są związane z jego amerykańskim działem. Grożą też, że jeśli USA będzie stosować utrudnienia dla europejskich audytorów, to samo spotka w Europie spółki zza Atlantyku.